KOMENTARZ NACZELNEGO
KADRY
Wmaju 1986 roku, czyli 27 lat temu, po maturze zawiozłem swoje papiery do Wyższego Seminarium Duchownego we Włocławku. Rozmowa kwalifikacyjna z przełożonym kleryków, przegląd świadectw i opinii proboszcza, krótki test pisemny z wiedzy o Kościele. I już – przyjęty. Radość jak cholera, bo oto spełniają się marzenia – wstępuję do przeznaczonej mi szkoły! Będę służył Bogu i ludziom!
Taką miałem wówczas główną motywację i takie szczere plany. Ten sam przełożony, który mnie przyjmował, tzw. prefekt studiów, już we wrześniu sprowadził nas, adeptów kapłaństwa, na ziemię: – To będzie wielkie szczęście dla was i dla Kościoła, jeśli za sześć lat wyjdziecie z tych murów nie gorsi, niż do nich weszliście. Byłem tą gadką zaskoczony, gdyż nie uważałem się za aniołka i miałem nadzieję, że seminarium mnie udoskonali („ubogaci”), bo to ponoć „szkoła wiary i miłości”. Dość szybko się jednak okazało, że prefekt miał rację.
GORĄCY TEMAT
BSW rozdaje karty
Chociaż od zmiany komendanta głównego policji minął szmat czasu, na najwyższych szczeblach tej formacji wciąż wiruje personalna karuzela. Okazuje się, że nowy szef jakoś nie ma szczęścia do ludzi...
Od 10 stycznia 2012 r. komendantem głównym policji jest Marek Działoszyński, wcześniej komendant wojewódzki w Łodzi, który objął stanowisko po zmiecionym roszadą polityczną Andrzeju Matejuku. Zanim Działoszyński przyszedł w listopadzie 2008 r. do Łodzi na miejsce Lecha Biernata, pracował przez wiele lat (od 1999 r.) w Biurze Spraw Wewnętrznych KGP, zajmującym się czyszczeniem policyjnych szeregów z występnych funkcjonariuszy. Wlipcu 2005 r. został wicedyrektorem tej formacji, zaś między styczniem 2006 r. a listopadem 2008 r. sprawował już funkcję jej głównego szefa, czyli miał w małym palcu wiedzę (także operacyjną, opartą na materiałach z rozpracowań i podsłuchów) o wszystkich ujawnionych lub zamiecionych pod dywan przekrętach w policji.
A TO POLSKA WŁAŚNIE
Księdzu z ręki
Badania sanitarno-epidemiologiczne dotyczą wszystkich osób mających styczność z żywnością. Wszystkich, oprócz duchownych, którzy jak zwykle stoją ponad prawem.
Wpołowie kwietnia poseł Roman Kotliński wraz z grupą posłów Ruchu Palikota – powołując się na przepisy Parlamentu Europejskiego, a także niektórych polskich ustaw, w tym Państwowej Inspekcji Sanitarnej o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń, chorób zakaźnych i o bezpieczeństwie żywności, a także żywienia – zwrócił uwagę na problem podawania wiernym komunikanta do ust. Przepisy mówią, że każda osoba mająca styczność z żywnością ma obowiązek posiadania orzeczenia lekarskiego dla celów sanitarno-epidemiologicznych o braku przeciwwskazań do wykonywania pracy. Okazuje się, że katoliccy duchowni są zwolnieni z tego obowiązku, bo według Ministerstwa Zdrowia w ich przypadku „wynik ryzyka wskazującego na istotne zagrożenie o charakterze sanitarno-epidemiologicznym nie jest duży”.
POLSKA PARAFIALNA
Czary-mary
Wprawdzie czytanie horoskopów ma ponoć prowadzić do zniewolenia i opętania –jeśli wierzyć oświadczeniu wostatnim liście Episkopatu –ale przecież w Kościele papieskim obowiązuje też „zasada Kalego”…
Pierwszy, „uniwersalny (i darmowy) katolicki horoskop dla każdego” od kilku lat zamieszcza portal www.egzorcyzmy.katolik.pl. Zastanawiasz się, gdzie zgubiłeś/aś jakiś przedmiot? No to „uklęknij i proś o pomoc św. Antoniego!” – z pełną powagą radzi katolicki wróż. Męczy cię myśl, kiedy odnajdziesz miłość swojego życia? – „Już teraz módl się za przyszłego współmałżonka”. Nie wiesz, kiedy spotkają cię sukcesy w pracy? – „Nie myśl o tym wcale i módl się do św. Józefa”.
ZAMIAST SPOWIEDZI
Chichot Kremla
O polskich kompleksach w stosunkach ze Wschodem, o perspektywach rozwoju współpracy z Rosją oraz o tym, co sami powinniśmy ze sobą zrobić, aby brano nas poważnie – mówi Stanisław Ciosek, polski ambasador w Moskwie w latach 1989–1996.
– Czy powinniśmy się bać rosyjskich inwestorów? Gdy tylko w Polsce pojawia się przedsiębiorca z Rosji, nasza prasa dostaje histerii.
– Nie ma tematu, bo nie ma rosyjskich inwestycji. Aleksandr Aleksiejew, ambasador Federacji Rosyjskiej w Polsce, opowiadał mi o swoim spotkaniu zrosyjskimi biznesmenami inwestującymi w naszym kraju. Przyszli wszyscy – cała trójka! Martwi mnie jednak uboga rosyjska oferta dla Polski, składająca się głównie zsurowców energetycznych. Oczywiście jestem za robieniem interesów zMoskwą, ale akurat w tym obszarze, podobnie jak na całym świecie, musimy też dbać o standardy bezpieczeństwa energetycznego swych obywateli. Jeśli chcemy mieć tańszy i pewny gaz, powinniśmy wybudować gazoport, konektory z systemem gazociągów UE, magazyny, rozwijać własne wytwarzanie energii. Wtedy będziemy mogli robić partnerskie interesy zGaz promem, bo w biznesie jest tak, że jak się widzi, iż partner nie ma wyjścia, to dyktuje mu się wysoką cenę. Takie jest biznesowe prawo dżungli. Czekam też na czas, gdy Rosja będzie inwestować w Polsce, i to nie tylko w ropę oraz gaz, ale też w inne dziedziny, i liczę, że będziemy razem coś produkować.
POLSKA PARAFIALNA
Possumus, possumus...
Wybiła 60 rocznica uchwalenia dokumentu „Non possumus!” (łac. „Nie możemy!”). To dla biskupów katolickich okazja, aby sprzedać Polakom sfałszowaną wersję historii najnowszej.
Wedle aktualnie obowiązującej wersji historii pod hasłem „Non possumus” kryje się memoriał Episkopatu Polski z 8 maja 1953 r., adresowany do ówczesnego rządu z Bolesławem Bierutem na czele, w którym bohaterska hierarchia kościelna dowodzona przez prymasa kard. Stefana Wyszyńskiego ogłosiła, że zrywa komunistyczne kajdany i za żadne pieniądze nie pójdzie na układy z dręczącym naród reżimem. W prawdziwej historii rzeczy miały się całkiem inaczej...
PATRZYMY IM NA RĘCE
Spiritus non olet
W ostatnich latach kościelne kampanie wymierzone w sprzedawców alkoholu wyraźnie osłabły. Nic dziwnego: kurie diecezjalne, domy zakonne, Caritas i parafie zarabiają na sprzedaży alkoholu 250 milionów złotych rocznie.
Kwota ta – wypłacana przez samorządy – zasila projekty związane ze zwalczaniem i przeciwdziałaniem alkoholizmowi. Nagminnie inkasuje ją kler, w zasadzie nic w tym kierunku nie robiąc. Zgodnie z ustawą z 1982 r. wszyscy właściciele sklepów z alkoholem czy knajp muszą co roku wykupić w gminie odrębne pozwolenie na sprzedaż każdego rodzaju napoju zawierającego „procenty”. W przypadku piwa cena najtańszego dokumentu wynosi 525 zł. Handlujący winem lub wódką zapłaci minimum 2 tys. 100 zł za odpowiednie zezwolenie. Dodatkowo w 2009 r. minister finansów Jacek Rostowski zmienił stawki akcyzy na napoje alkoholowe w taki sposób, że mocniejsze alkohole są obłożone niższym podatkiem niż te słabsze. W efekcie sprzedaż tych pierwszych rośnie. To ewenement – rządy innych państw UE podatkowo preferują raczej producentów najsłabszych piw.
U NAS I GDZIE INDZIEJ
Łagry kapitalizmu
Niedawno na oczach całego świata skonało pod gruzami fabryki ponad 1100 osób. Zabiła ich niewidzialna ręka wolnego rynku.
NASI BRACIA MNIEJSI
Krew, pies i honor
Czy ktoś usłyszy skowyt zagryzanego psa i zrobi porządek w schronisku w Wojtyszkach? – zastanawiają się ludzie, którzy otarli się o imperium Longina Siemińskiego, właściciela placówki dla bezdomnych zwierząt.