43(712)

Oceń ten artykuł
(1 głos)

KOMENTARZ NACZELNEGO
Wolę Monę!
Czołowi parlamentarzyści i działacze PiS to niemal same indywidua…lności, które łączy jednak kilka wspólnych cech: brak samodzielnego myślenia, czyli poleganie wyłącznie na opinii prezesa i kościelnych hierarchów, odporność na rozumowe argumenty, umiłowanie teorii spiskowych. A także oczywiście wsteczne, kruchtowe i antyhumanistyczne poglądy na świat i życie. Wielu z nich nie można nawet nazwać konserwatystami, gdyż nie tyle pragną oni zakonserwowania obecnej rzeczywistości, co raczej powrotu do niedawnej przeszłości, tylko nieco zmodyfikowanej. Ich idealnym ustrojem są rządy jednej partii, jednego wodza i jednego Kościoła. W imię tego celu poświęcą Polskę – niby-ojczyznę, bo jak wiadomo, ich prawdziwa ojczyzna jest w niebie. Słowo postęp jest im wstrętne, obmierzłe, boją się go. O wiele milsze są im pojęcia: historia, groby, martyrologia, walka, obrona (np. religii). Wyobrażam sobie na przykład takiego posła Piętę, jak w szeregach krzyżowców z zakutym łbem (mowa o zbroi) szarżuje na koniu na zastępy pogan. To jego powołanie i ulubiony zapewne okres historyczny. Pytanie tylko, czy Pięta lubi konie, bo oficjalnie PiS-owcy w ogóle nie lubią innych stworzeń – poza własną partią. Sprzeciwiają się też prawom zwierząt, na przykład do życia bez zbędnego cierpienia i do humanitarnej śmierci. Dlaczego? Ponieważ nadanie takich praw stworzeniom pozbawionym nieśmiertelnej duszy wyraźnie trąci postępem. Ponadto – zgodnie z kruchtową logiką PiS – prawa zwierząt ograniczają prawa ludzi. Podobnie jak aprobata dla związków jednopłciowych jest atakiem na „normalne rodziny”. Nie dostrzegacie takich zależności? To dobrze.

GORĄCE TEMATY
Plamy na Pomniku
W szpitalu dla dzieci najlepiej karmią się dorośli. Ich „wyżywienie” kosztuje setki milionów złotych...
Instytut „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka” w Międzylesiu pod Warszawą tonie. Jest zadłużony na ponad 218,2 mln zł, z czego 134,7 mln zł stanowią zobowiązania krótkoterminowe, które tylko przez rok 2012 wzrosły o 26,5 mln zł. Na pokładzie tego największego w Polsce szpitala pediatrycznego, będącego także jednostką badawczo-rozwojową Ministerstwa Zdrowia (organ właścicielski), krzątają się prokuratorzy. Obecnie prowadzone są trzy śledztwa dotyczące działania na szkodę Instytutu poprzez niedopełnianie obowiązków, ewidentne fałszowanie dokumentacji bądź subtelne poświadczanie nieprawdy celem wyłudzenia ministerialnych dotacji. Czy to możliwe, żeby Pomnik szczycący się dewizą „zawsze najważniejsze jest dla nas dziecko” został oszpecony brudnymi interesami dorosłych?

Pusty „Skarbiec”
K olejny parabank w prokuraturze. Według śledczych oszukano nawet 48 tysięcy osób na łączną kwotę 115 mln złotych!
Gdańska prokuratura okręgowa prowadzi śledztwo w sprawie firmy Polska Korporacja Finansowa „Skarbiec” sp. z o.o. z siedzibą w Słupsku, która w połowie tego roku zmieniła nazwę na „Pomocna Pożyczka” sp. z o.o. z siedzibą w Gdańsku. Śledczy ustalili, że parabank, jakim niewątpliwie jest wspomniane przedsiębiorstwo, proponując pożyczki, pobierał opłaty już za samo rozpatrzenie wniosku, a jeśli kredyt nie został przyznany, to i tak nie zwracał wcześniejszych kosztów. Według wstępnych danych aż 48 tys. osób mogło zostać w ten sposób oszukanych.


NASI OKUPANCI
Oto słowo duchowne
Petent odziany w sutannę lub habit może z polskim urzędnikiem zrobić wszystko. Urok szaty duchownej zaburza widzenie i odbiera rozum.
„Wierząc słowom człowieka duchownego (…), nie zachowałam należytej czujności i nie skonsultowałam tego z Prezydentem. (…) czuję się wykorzystana i zmanipulowana”– to fragment wyjaśnień urzędniczki, której decyzje umożliwiły kurii szczecińsko-kamieńskiej sprytny fortel.
Trzy lata temu władze Szczecina miały majątek, którego sprzedaż mogłaby podreperować miejski budżet kwotą około 20 mln złotych. Zamiast tego oddały go Kościołowi za grosze. Biskup i przedstawiciele kurii deklarowali, że w zamian dadzą lokalnej społeczności to, czego ona pilnie potrzebuje, to znaczy, że w budynkach po szpitalu miejskim będzie dom pomocy społecznej dla staruszków oraz szpital rehabilitacyjny. Dziś już wiadomo, że – mówiąc delikatnie – mijali się z prawdą.

WSPÓŁCZEŚNI FARYZEUSZE
Biskupi u spowiedzi
Hierarchowie zebrani na 363 naradzie plenarnej Konferencji Episkopatu ogłosili, że choć „zło powinno być nazwane po imieniu”, to absolutnie „nie zgadzają się na wykorzystywanie grzechów niektórych duchownych do piętnowana całego środowiska Kościoła”.
Chodziło im przede wszystkim o pedofilię, ale przecież nie jest ona jedynym złem w polskim Kościele. W Polsce działa 136 dygnitarzy w randze kardynała, arcybiskupa lub biskupa, w tym 42 rządców diecezji. Jak jeden mąż są oni skorzy do potępiania i wytykania grzechów wszystkim oprócz siebie. Popatrzmy zatem, co mają na sumieniu najważniejsi autorzy ww. komunikatu.


POD PARAGRAFEM
Zamach na mieszkania
Przyjęte w ekspresowym tempie założenia do ustawy o odwróconym kredycie hipotecznym oraz dożywotniej rencie – zamiast pomagać biednym – rozpieszczają bogatych.
Przedstawiciele Ministerstwa Finansów i Ministerstwa Budownictwa dowodzą, że oba rozwiązania mają na celu pomoc emerytom oraz rencistom. Według założeń odwróconej hipoteki w zamian za przekazanie własności swojego mieszkania na rzecz banku mogą oni otrzymywać jednorazowo lub co miesiąc świadczenie pieniężne. Po śmierci klienta bank wystąpi do jego spadkobierców o spłatę wypłacanych pieniędzy. Jeśli odmówią, wówczas przejmie, a później sprzeda mieszkanie, a ewentualną nadwyżkę odda spadkobiercom.
Na papierze wygląda to całkiem atrakcyjnie. Niestety, w Polsce ze względu na prawną anarchię jest to narzędzie do taniego przejmowania domów i mieszkań. Finansiści bowiem za podstawę wypłaty dodatkowego świadczenia przyjmują jedynie… połowę wartości nieruchomości, którą mają przejąć. Pomniejszają ją także liczne opłaty związane z obsługą odwróconej hipoteki i wypłacanych pieniędzy.

PATRZYMY IM NA RĘCE
Maniacy podsłuchów
Polska bije europejskie rekordy, jeżeli chodzi o stosowanie przez służby specjalne podsłuchów i podglądów oraz pobieranie billingów.
Od 2005 r. rośnie liczba rodzajów polskich służb specjalnych. Platforma Obywatelska obiecała w 2007 roku przerwanie tego procederu, ale skończyło się na obietnicach. Specsłużby stały się na trwałe państwem w państwie. Kontrola nad nimi ze strony parlamentu, rządu, sądów i prokuratury jest fikcją. Do takich wniosków można dojść po lekturze ostatnich raportów NIK, Eurostatu (Urząd Statystyczny UE) oraz organizacji monitorujących ochronę prywatności. Tym bardziej rząd ma gdzieś fakt, iż rozrasta się także imperium informacyjne Kościoła rzymskokatolickiego. Jego instytucje bez żadnej kontroli gromadzą i przetwarzają informacje o milionach obywateli. Rząd olewa też masową inwigilację obywateli Polski przez obce służby.


POD PARAGRAFEM
Bogaci biurokraci
„Nie możemy sobie dawać nagród, gdy nie możemy dać ludziom podwyżek” – powiedział premier Donald Tusk. Co nie przeszkodziło mu… rozdać milionów złotych na nagrody dla swojaków.
Wlipcu tego roku premier ogłosił, że w budżecie naszego kraju brakuje 51 mld zł. W związku z tym zapowiedział, że cięć można się spodziewać w każdym resorcie. Niestety, oszczędności w poszczególnych ministerstwach dotkną przede wszystkim obywateli, a nie urzędników, bowiem ci drudzy nie dość, że nic nie stracą, to jeszcze jak zwykle dostaną obfite premie i nagrody, które co roku przyznają im ich przełożeni za rzekomo „wybitne osiągnięcia”. Niestety, nie udało nam się ustalić, czym się szacowne grono resortowych biurokratów nadzwyczajnie wykazało. Wiemy natomiast, jakie przyznano im nagrody. Przez pierwsze 6 miesięcy 2013 r. rząd wypłacił swoim urzędnikom prawie 22 mln zł premii. Dokładniejsze dane o premiach mamy za rok ubiegły, kiedy przecież też była wielka dziura budżetowa. Nie przeszkodziło to Tuskowi w sprezentowaniu swoim, niewątpliwie wyborcom PO, prawie 90 mln zł.

ZAMIAST SPOWIEDZI
Polskie psychuszki
Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowuje bat na niepokornych. Według założeń nowej ustawy do zakładu psychiatrycznego na bezterminowe leczenie może trafić... każdy niewygodny więzień.
Nadzwyczajna komisja skończyła debatę nad projektem dotyczącym izolacji groźnych przestępców już po odbyciu przez nich kary. Jeśli poprze ją Sejm, dyrektor więzienia, który uzna, że osadzony może popełnić na wolności przestępstwo, wnioskuje o powołanie biegłych. Na podstawie ich pozytywnej opinii delikwent wyląduje w Krajowym Ośrodku Terapii Zaburzeń Psychicznych. Nawet bezterminowo! Takie regulacje – zdaniem resortu sprawiedliwości – mają uchronić porządnychobywateli przed degeneratami, którym ćwierć wieku temu karę śmierci zamieniono na 25 lat pozbawienia wolności, co oznacza, że wkrótce skończą odsiadkę. Zdaniem ekspertów – szykowane prawo jest nie tylko niehumanitarne, ale i niekonstytucyjne („FiM” 40/2013).
 „FiM” rozmawiają z posłem Michałem Kabacińskim (Twój Ruch), który zrezygnował z przewodniczenia nadzwyczajnej komisji w proteście przeciw panującym w niej standardom.
 
 PO ROZUM DO GŁOWY
 Jak pierze się mózgi
 Jako czytelnicy i widzowie oczekujemy rzetelnej informacji od ludzi zwanych w mediach ekspertami. Tymczasem – zamiast na nich – często trafiamy bezwiednie na płatnych lobbystów.
 Problem z tak zwanymi ekspertami ma wymiar globalny. Wszędzie eleganckie panie lub mili panowie z dobrze płatnymi pensjami, fundowanymi na przykład przez przemysł lub bankowość, występują w mediach, pyszniąc się swoimi tytułami profesorskimi lub przynależnością do jakichś społecznych organizacji z ładną nazwą. Telewidzowi pokazuje się często tylko tytuł naukowy gościa w studiu (sugeruje to, że jest specjalistą – niezależnym ekspertem) lub nazwę fundacji (najlepiej, żeby była „obywatelska” lub „społeczna”), ale już nie mówi się, że dany profesor ekonomii pobiera pensję od jakiegoś banku, a fundacja ma biznesowych sponsorów lub wprost została założona przez ludzi z jakieś firmy. I ów ekspert mówi oczywiście tak, aby interesom lobby – na przykład bankowego – co najmniej nie zaszkodzić, a jak się nadarzy okazja – aby te interesy swoimi wypowiedziami aktywnie promować.

ISSN 1509-460XINDEKS 356441
http://www.faktyimity.pl NNrr 4433 ((771122)) 3300 PPAAŹDDZZIIEERRNNIIKKAA 22001133 rr.. CCeennaa 44,,2200 zzłł ((ww ttyymm 88%% VVAATT))
Str. 21
Str. 15
Spis grzechów głównych członków episkopatu
Str. 12
BBIISSKKUUPPII UU SSPPOOWWIIEEDDZZII
ISSN 1509-460X
Pod pretekstem ciągłych
dramatycznych potrzeb i ratowania
życia najmłodszych w największym
polskim szpitalu dziecięcym
„wyparowują” każdego roku dziesiątki
milionów. Obecnie szpital jest
zadłużony na 218,2 mln zł. Kto się
karmi na chorych polskich dzieciach?
Str. 3
Str. 10
Str. 8-9
Nr 43 (712) 25–30 X 2013 r.22 KSIĄDZ NAWRÓCONY
Według danych z pierwszej połowy tego roku z regionu łódz-
kiego wymeldowało się na stałe na pobyt za granicą więcej
ludzi niż w pierwszej połowie rekordowego pod tym wzglę-
dem roku 2007. To niby tylko 513 osób, ale wiadomo, że ofi-
cjalne wymeldowania to tylko wierzchołek góry lodowej rze-
czywistej emigracji. Ostatni gasi światło?
Według najnowszej „Diagnozy społecznej” prof. Janusza
Czapińskiego aż 45 proc. gospodarstw domowych w Polsce
żyje poniżej granicy niedostatku. To tragiczne, gdyż „Diagno-
za” Czapińskiego zwykle przedstawia społeczeństwo w nad-
miernie pozytywnych barwach w stosunku do innych badań.
Wniosek z tego, że blisko połowa Polaków chciałaby opuścić
„zieloną wyspę” i wyjechać na Wyspy Brytyjskie.
Na stronie internetowej abp. Józefa Michalika można znaleźć
informację o przyznanym mu tytule „Człowieka Roku 1998/99
Uniwersytetu Cambridge”. „Ta prestiżowa nagroda nadawa-
na jest znakomitym indywidualnościom, których osiągnięcia li-
czą się w społeczności międzynarodowej” – donosiła w grud-
niu 1998 r. KAI, a za nią media katolickie. Teraz wyszło na jaw,
że to kłamstwo, a tytuł Michalikowi dała prywatna instytucja
IBC, zajmująca się wydawaniem słowników biograficznych.
Słownik z wpisem na swój temat oraz jeden z kilkudziesięciu
tytułów może kupić każdy, płacąc od 200 do 400 dolarów na kon-
to IBC, które zaprzecza jakimkolwiek powiązaniom z uniwer-
sytetem w Cambridge. Jaja? Nie, cała prawda o Kościele.
Tygodnik „Wprost” donosi, że adwokat Roman Giertych za-
trudniał tajemnicze filipińskie asystentki. Nie umiały zbyt do-
brze po polsku i były ponoć… służącymi jaśniepaństwa Gier-
tychów. Swoją drogą, to miłe, że ta do niedawna wszechpol-
ska rodzina nie ma przesadnych uprzedzeń rasowych…
Zbigniew Girzyński, poseł PiS, wie, jak oczyścić Kościół z pe-
dofilii kleru. Jego zdaniem trzeba… „bezwzględnie usunąć du-
chownych homoseksualistów”. Czy to znaczy, że homoseksu-
aliści gwałcący dzieci dobierają się także do dziewczynek?
Czy to nie jest dziwne? A swoją drogą, jeśli Girzyński powy-
rzuca wszystkich homoseksualnych księży, to może się oka-
zać, że nie będzie miał mu kto komunii do buzi włożyć.
Ksiądz Waldemar Irek z Oławy, pośmiertny bohater naszej
publikacji („FiM” 6/2013), znów na tapecie. Chodzi o to sa-
mo – kolejną (!) kobietę pozostawioną z dzieckiem bez ko-
ścielnych alimentów. Pani Wiesława Dargiewicz, matka księ-
żowskiego syna, pojawiła się przed dziennikarzami w towa-
rzystwie Krzysztofa Rutkowskiego, aby dochodzić od wrocław-
skiej kurii sprawiedliwości. Domaga się wykopania swojego
dawnego amanta w celu ustalenia ojcostwa dziecka.
Jak przepowiedzieliśmy, watykańska Kongregacja ds. Ducho-
wieństwa nie przyjęła odwołania księdza Wojciecha Lemań-
skiego od decyzji jego zwierzchnika, arcybiskupa Henryka Ho-
sera, zakazującej mu występowanie w mediach. Watykan uznał,
że arcybiskup nie naruszył przepisów kościelnych. Ksiądz Le-
mański złoży w Watykanie odwołanie od tej decyzji. Zamiast
dalej robić z siebie naiwniaka, powinien przyjąć propozycję
Jonasza pracy w „FiM”.
W aferze księdza Jacka S., byłego kapelana wojskowego
z Legionowa, który uwiódł nieletnią, a później opłacił jej za-
bieg aborcji, jest ponoć kilkanaście poszkodowanych życiowo
osób, w tym… 3 lekarzy. Usłyszeli oni zarzuty uczestniczenia
w nielegalnej aborcji. To doprawdy polskie piekło – najpierw
Kościół doprowadza do uchwalenia ustawy zakazującej abor-
cji, potem jeden z funkcjonariuszy Kościoła zleca nielegalny
zabieg, by w końcu zakapować lekarzy…
Istnieje w Polsce jedna, jedyna nagroda dla kobiet literatek.
To szczecińska Gryfia. Nieoczekiwanie z jury konkursu usu-
nięto dwie panie – współtwórczynie nagrody – w tym jej prze-
wodniczącą prof. Ingę Iwasiów. Dziwnym trafem obydwie pa-
nie to znane feministki. Czyżby było to pokłosie nagonki bi-
skupów na feministki i „ideologię gender”? Podejrzenie o ty-
le prawdopodobne, że wpływ na obsadę jury mają m.in. urząd
miasta Szczecina (prezydent związany z Opus Dei) i konser-
watywny Uniwersytet Szczeciński.
Sąd nakazał redaktorowi naczelnemu tygodnika „Nie” Jerzemu
Urbanowi publikację przeprosin za żart primaaprilisowy m.in.
o Donaldzie Tusku. W fikcyjnym reportażu z meczu dziennika-
rze „Nie” włożyli w usta premiera wulgaryzmy i złośliwe opinie
o znanych osobach. Sędzia uznał, że premier „nie wypowiada
się w sposób plugawy i prostacki”, więc żart naruszył jego cześć.
Można by się śmiać ze skazywania za dowcip, ale PiS u wrót…
Zapadł pierwszy wyrok w procesie przeciwko spółce Benefi-
cial powiązanej z wielkopolskim NeoBankiem. Wynajmowała
ona osoby, które nękały lokatorów, m.in. dewastując budyn-
ki. Celem było pozbycie się za wszelką cenę mieszkających
tam ludzi. Teraz spółka musi zapłacić jednej z rodzin 135 tys.
zł. W katolickiej Polsce mamy obrazki niczym z westernu.
Czy pamiętacie Hannę Wujkowską z LPR, która twierdziła,
że kobiety są mniej sprawne umysłowo niż mężczyźni, bo w cza-
sie miesiączki puchną im mózgi? Jak nic podchwycił to szejk
Arabii Saudyjskiej, który twierdzi, że kobiety nie powinny pro-
wadzić samochodów, bo szkodzi im to na jajniki i miednice,
co utrudnia rodzenie dzieci. I niech ktoś powie, że polska myśl
religijno-ginekologiczna nie jest rozwijana w świecie!
F A K T Y
WWoollęę MMoonnęę!!
Czołowi parlamentarzyści i działacze PiS to niemal sa-
me indywidua…lności, które łączy jednak kilka wspól-
nych cech: brak samodzielnego myślenia, czyli poleganie
wyłącznie na opinii prezesa i kościelnych hierarchów, od-
porność na rozumowe argumenty, umiłowanie teorii spi-
skowych. A także oczywiście wsteczne, kruchtowe i an-
tyhumanistyczne poglądy na świat i życie. Wielu z nich
nie można nawet nazwać konserwatystami, gdyż nie tyle
pragną oni zakonserwowania obecnej rzeczywistości, co
raczej powrotu do niedawnej przeszłości, tylko nieco zmo-
dyfikowanej. Ich idealnym ustrojem są rządy jednej partii,
jednego wodza i jednego Kościoła. W imię tego celu po-
święcą Polskę – niby-ojczyznę, bo jak wiadomo, ich praw-
dziwa ojczyzna jest w niebie. Słowo postęp jest im wstręt-
ne, obmierzłe, boją się go. O wiele milsze są im pojęcia:
historia, groby, martyrologia, walka, obrona (np. religii).
Wyobrażam sobie na przykład takiego posła Piętę, jak
w szeregach krzyżowców z zakutym łbem (mowa o zbroi)
szarżuje na koniu na zastępy pogan.
To jego powołanie i ulubiony
zapewne okres historyczny. Py-
tanie tylko, czy Pięta lubi ko-
nie, bo oficjalnie PiS-owcy
w ogóle nie lubią innych
stworzeń – poza wła-
sną partią. Sprzeciwia-
ją się też prawom
zwierząt, na przykład
do życia bez zbędne-
go cierpienia i do hu-
manitarnej śmierci.
Dlaczego? Ponieważ
nadanie takich praw
stworzeniom pozba-
wionym nieśmiertelnej
duszy wyraźnie trąci postępem. Ponadto – zgodnie z kruch-
tową logiką PiS – prawa zwierząt ograniczają prawa ludzi.
Podobnie jak aprobata dla związków jednopłciowych jest
atakiem na „normalne rodziny”. Nie dostrzegacie takich
zależności? To dobrze.
Dostrzega je za to m.in. senator PiS Jan Maria Jac-
kowski, znany z tego, że nie wylewa za kołnierz i kocha
ojca dyrektora. Poza tym jest, niestety, publicystą (w prze-
szłości napisał 10 książek), był posłem, przewodniczącym
Rady m. st. Warszawy i sędzią Trybunału Stanu. Nawia-
sem mówiąc, tak błyskotliwą karierę klerykalny oszołom
może zrobić chyba już tylko w Polsce (obecnie nawet nie
w Watykanie), bo w każdym innym kraju byłby co najwy-
żej kościelnym. Jackowski raczej nie lubi zwierząt. Może
lubi mrówki albo koniki polne, ale o nich akurat nie pisze
w najnowszej „Niedzieli” w artykule pt. „Psia cywilizacja”.
Właśnie psów nie znosi pan senator z całą pewnością. Kry-
tykuje Parlamentarny Zespół Przyjaciół Zwierząt, który chce
zakazać trzymania psów na łańcuchach. Zdaniem senato-
ra PiS „stanowi to bardzo poważne zagrożenie przede
wszystkim dla dzieci”. Wniosek z tego taki, że w zachod-
niej części Europy ludzie, zwłaszcza dzieci, chodzą na okrą-
gło pogryzieni przez psy, bo trzymanie psów na łańcuchach
jest tam prawnie zakazane. W Polsce jeszcze nie, ale
za to u nas „dzienna stawka dla psa w schronisku dla zwie-
rząt jest znacznie wyższa niż dzienna stawka dla więź-
nia…” – kłamie Jackowski. Jego zdaniem zwierzęta są
obecnie „adorowane” przez cywilizację konsumpcji, bo
na przykład „w sklepach spożywczych można bez proble-
mu kupić żywność dla psów i kotów, a odżywki dla dzie-
ci bywają nieosiągalne” – to też wydaje mi się kłamstwem,
chyba że chodzi o jakieś odżywki kosmiczne. Według se-
natora PiS istnienie specjalnych drogich sklepów, klinik czy
hoteli dla zwierząt jest skandalem wobec „skali proble-
mów, z jakimi mają na co dzień do czynienia Polacy”. Już
ponoć samo używanie pojęcia „prawa zwierząt” sprawiło,
że „zwierzę jest nawet ważniejsze od człowieka”.
Nad tym ostatnim zdaniem Jana Marii zasępiłem się
na poważnie, bo a nuż tym razem ma jednak rację. Wszak
to człek poważny, już 55-letni, utytułowany, bardzo cenio-
ny w swoim środowisku… Jako materiał porównawczy
biorę więc sobie posła Antoniego Macierewicza i moją
6-letnią suczkę szarpejkę Monę. W trakcie analizy będę się
kierował tymi samymi kryteriami, jakie bierze pod uwagę
senator PiS.
I tak, po pierwsze – jestem absolutnie przekonany, że
mój pies stanowi dużo mniejsze zagrożenie niż poseł Ma-
cierewicz. Sam jego psychopatyczny
uśmiech w telewizji wywołuje de-
presję u wielu znanych mi osób.
Widok mojej suczki – wręcz
przeciwnie! Ale to nic, bo
zdaniem m.in. Janusza Pa-
likota, który powołuje się
na pięciu informatorów, Ma-
cierewicz jako likwida-
tor WSI jest odpo-
wiedzialny za zde-
maskowanie, a na-
stępnie likwidację,
czyli śmierć, kilku
polskich zasłużonych
agentów. Moja su-
ka nikogo nawet nie
pogryzła, mimo że
nigdy nie była uwią-
zana na łańcuchu.
No a w kwestii
kosztów utrzyma-
nia? Państwo pol-
skie wypłaciło już prawie milion złotych dla pomówionych
przez posła Antoniego w jego raporcie nt. WSI, a więk-
szość spraw wciąż się toczy. Ponadto Macierewicz od lat
kasuje każdego miesiąca kilkanaście tysięcy publicznych
złotych. Mona zjada jeden obiad dziennie za 4 zł + prze-
kąski za 2–3 zł, co daje około 200 zł na miesiąc. Fakt, że
dość często choruje i korzysta z kliniki, ale daje przez to
pracę i utrzymanie weterynarzom. Nie można tego powie-
dzieć o pośle Macierewiczu, który konsekwentnie odma-
wia pójścia do psychiatry. Nie zauważyłem, żeby – jak
twierdzi senator Jackowski – moja suczka była przez ko-
goś szczególnie adorowana, choć jest powszechnie lubia-
na. Natomiast Antonii Macierewicz – szkodnik społeczny
wprowadzający w błąd opinię publiczną i człowiek ewi-
dentnie chory – jest mocno adorowany przez paramilitar-
ne grupy Radia Maryja tudzież innych wyznawców tzw. re-
ligii smoleńskiej. Cóż jeszcze mogę powiedzieć? Mona jest
przyjaźnie nastawiona nawet do obcych ludzi i życzliwa
wobec innych zwierząt z wyjątkiem kotów. Równo obwą-
chuje i merda ogonem, widząc Polaków katolików i ruskich
schizmatyków. Jest ufna, wierna, pokorna wobec władzy
(czyli mnie), nie obraża, nie kłamie, nie idzie w zaparte,
nie dopatruje się wszędzie zdrady.
Wiem naturalnie, co stanowi dla senatora Jackow-
skiego decydującą różnicę pomiędzy zwierzęciem i czło-
wiekiem. Ale dopóki nie udowodni on, że poseł Antek ma
nieśmiertelną duszę, a moja Mona jej nie posiada, to
niech się wypcha takimi argumentami. Zresztą co mi po du-
szy Macierewicza? Już sam fakt, że może ona być nie-
śmiertelna, mnie przeraża. On sam jest ponoć wierzący,
ale ta wiara nie przeszkadza mu zatruwać bliźnim życie,
podczas gdy moja suczka życie ludziom umila. Tak, sena-
tor PiS ma rację. Suka Mona jest dla mnie ważniejsza niż
człowiek Antoni M. To z nią wolałbym iść na piwo.
JONASZ
KOMENTARZ NACZELNEGO
Nr 43 (712) 25–30 X 2013 r. 33GORĄCE TEMATY
Instytut „Pomnik – Centrum
Zdrowia Dziecka” w Międzylesiu
pod Warszawą tonie. Jest zadłużo-
ny na ponad 218,2 mln zł, z cze-
go 134,7 mln zł stanowią zobowią-
zania krótkoterminowe, które tylko
przez rok 2012 wzrosły o 26,5 mln
zł. Na pokładzie tego największego
w Polsce szpitala pediatrycznego, bę-
dącego także jednostką badawczo-
-rozwojową Ministerstwa Zdrowia
(organ właścicielski), krzątają się
prokuratorzy. Obecnie prowadzone
są trzy śledztwa dotyczące działa-
nia na szkodę Instytutu poprzez nie-
dopełnianie obowiązków, ewident-
ne fałszowanie dokumentacji bądź
subtelne poświadczanie nieprawdy
celem wyłudzenia ministerialnych
dotacji. Czy to możliwe, żeby Po-
mnik szczycący się dewizą „zawsze
najważniejsze jest dla nas dziecko”
został oszpecony brudnymi intere-
sami dorosłych? Zacznijmy od upo-
rządkowania wydarzeń z roku 2012:
5 września ówczesny dyrektor
Instytutu prof. Janusz Książyk wy-
stosował nagłośniony w mediach dra-
matyczny list do premiera Donalda
Tuska, ministra zdrowia Bartosza
Arłukowicza, NFZ oraz do przewod-
niczących sejmowej i senackiej Ko-
misji Zdrowia z prośbą o gwarancje
Skarbu Państwa dla pozyskania 120
mln zł nowego kredytu, bez którego
placówka „ulegnie katastrofie”;
Książyk (dotychczas szef Kli-
niki Pediatrii i Żywienia i wiceszef
CZD ds. nauki) objął stanowisko dy-
rektora 25 czerwca, po dobrowolnej
rezygnacji dr. Macieja Piroga (wi-
ceminister zdrowia w rządzie Jerze-
go Buzka), który rządził tą firmą
przez 10 lat z okładem, a w końców-
ce został „społecznym doradcą ds.
zdrowia” prezydenta Bronisława
Komorowskiego. Gdy Piróg odcho-
dził, Instytut tkwił w długach sięga-
jących około 200 mln zł, a średnio-
roczne wynagrodzenia pracowników
rosły trzykrotnie szybciej niż przycho-
dy szpitala. Spośród 2241 osób za-
trudnionych 305 było lekarzami, a 356
– pracownikami administracji;
Przed nominacją profesor obie-
cał ministrowi, że do końca sierpnia
przygotuje plan gruntownej restruk-
turyzacji i zaprezentuje pomysły
na przyszłość. Ponieważ przedstawio-
ny dokument „nie zawierał żadnych
konkretnych propozycji” (to opinia
Arłukowicza), termin prze-
dłużono do 21 września,
na co Książyk zareagował
wspomnianym wyżej listem;
10 października Arłu-
kowicz powołał zespół robo-
czy do oceny „potrzeby oraz
warunków reorganizacji” In-
stytutu. Ekipa składała się
z dyrektora Akademickiego
Szpitala Klinicznego we
Wrocławiu Piotra Pobroty-
na (po udanym wyprowadze-
niu ASK z koszmarnych dłu-
gów nazywany jest pogrom-
cą profesury), prof. Krzysz-
tofa Warzochy (dyrektor
Centrum Onkologii w War-
szawie), dr Marii Ilnickiej-
-Mądry (dyrektor Publicz-
nego Szpitala Klinicznego
nr 1 w Szczecinie) i grupy wspiera-
jących ich ekspertów.
153-stronicowy raport zespołu
przyprawia o zawrót głowy. Okaza-
ło się m.in., że według stanu na ko-
niec września 2012 r. dług był już
na poziomie 206,6 mln zł (w tym
42,4 mln zł to dług przeterminowa-
ny, czyli kwalifikujący się do natych-
miastowej egzekucji). Kontrolerzy
podkreślają, że do tej ogólnej kwo-
ty należy dodać około 35 mln zł
„wynikających z braku księgowania
odsetek od zobowiązań przetermino-
wanych, co do których nie został jesz-
cze wydany prawomocny nakaz za-
płaty”. Wyszło ponadto na jaw, że
w Radzie Naukowej CZD zasiada-
ło 42 uczonych pobierających hono-
raria, a deficyty w działalności na-
ukowej Instytutu (ok. 8 mln zł
rocznie) łatane są środkami prze-
znaczonymi na leczenie dzieci.
Centralne Biuro Antykorupcyjne do-
stało do rozwiązania zagadkę bardzo
dziwnych układów dyrekcji z firma-
mi skupującymi długi (trzy prywatne
spółki Electus, Magellan i M.W. Tra-
de zgromadziły w sumie 111,5 mln
zł, inkasując rocznie 21,5 mln zł od-
setek) i zastanawia się, dlaczego „ak-
tywność kierownictwa Instytutu w pro-
wadzeniu negocjacji z wierzycielami
ograniczała się do odsyłania ich
do spółki Magellan SA w Łodzi (w jej
radzie nadzorczej zasiadał… pełno-
mocnik dyrektora Piroga – dop. red.),
nazywanej partnerem finansowym, ce-
lem zbycia wierzytelności”.
Śledczy szukają również odpo-
wiedzi na pytania, dlaczego:
„koszty ogólnozakładowe”
Instytutu konsumują trzykrotnie
więcej przychodów z NFZ i mi-
nisterstwa niż w innych porów-
nywalnych placówkach. Na przy-
kład w kierowanej wcześniej przez
prof. Książyka Klinice Pediatrii i Ży-
wienia dysponującej 35 łóżkami za-
trudniono 41 lekarzy, 52 pielęgniar-
ki i 14 osób personelu pomocnicze-
go (na jednego lekarza przypada
miesięcznie czterech pacjentów,
na pielęgniarkę – trzech), zaś suma
ich wynagrodzeń przekraczała 170
proc. wartości kontraktu z NFZ
na leczenie chorych;
mimo zapaści finansowej
tylko koszty reprezentacyjne wzro-
sły prawie o pół miliona złotych
w stosunku do roku ubiegłego;
ceny diagnostyki laboratoryj-
nej powierzonej firmie zewnętrznej
(przejęła część personelu Instytutu
i dostała lokum w jego budynku) są
co najmniej dwukrotnie wyższe niż
średnie ceny oferowane przez inne
laboratoria;
przekazano podmiotowi ze-
wnętrznemu wykonywanie świad-
czeń lekarskich w izbie przyjęć (ze
stawką 80 zł/godz.), mimo iż Insty-
tut nie pełnił ostrych dyżurów;
badania usg. wykonywane są
przez dwie prywatne spółki, choć
Instytut posiada pracownię wyko-
nującą takie badania w swoim Za-
kładzie Radiologii;
całodobowe wyżywienia pa-
cjenta kosztuje 31 zł (dla porówna-
nia: cena w warszawskim Centrum
Onkologii uzyskana w procedurze
przetargowej wynosi 12,20 zł brutto),
choć wartość samego wsadu (produk-
ty spożywcze) to zaledwie 6,55 zł;
mimo ogromnej liczby per-
sonelu i umów z podmiotami ze-
wnętrznymi we wszystkich grupach
zawodowych Instytutu występują
nadgodziny (w 2012 r. wypłacono
z tego tytułu prawie 2 mln zł).
Eksperci zespołu kontrolnego
wykryli dziesiątki podobnych zja-
wisk. Szczególną wśród nich cieka-
wostką jest sposób realizacji dwóch
programów („Żywczyk” i „Dziecia-
ki Mazowsza”) finansowanych ze
środków unijnych oraz Ministerstwa
Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Ich
łączna wartość wynosi 18 mln zł.
Okazało się, że zarządzanie progra-
mami Instytut przekazał zewnętrz-
nej spółce „Milbardoks Milena Bar-
dońska”, przelewając co miesiąc
na jej konto 91 tys. 770 zł, zaś fir-
ma ta opłacała realizujących pro-
gram… pracowników Instytutu,
w tym również byłego już dyrekto-
ra Książyka, inkasując za pośred-
nictwo stosowną prowizję. Dziwnym
zbiegiem okoliczności pani Mile-
na była w CZD zastępczynią dyr.
Piroga...
W Instytucie trwa konkurs na no-
wego dyrektora. Wkrótce dowiemy
się, czy zostanie nim ktoś z wewnętrz-
nego rozdania, wybrany pod pretek-
stem „znajomości tematu”, czy spe-
cjalista, który odkurzy dewizę, że
najważniejsze są dzieci...
MARCIN KOS
PPllaammyy nnaa PPoommnniikkuu
W szpitalu dla dzieci
najlepiej karmią się
dorośli.
Ich „wyżywienie”
kosztuje setki
milionów złotych...
Gdańska prokuratura okręgowa prowa-
dzi śledztwo w sprawie firmy Polska Kor-
poracja Finansowa „Skarbiec” sp. z o.o. z sie-
dzibą w Słupsku, która w połowie tego ro-
ku zmieniła nazwę na „Pomocna Pożycz-
ka” sp. z o.o. z siedzibą w Gdańsku. Śled-
czy ustalili, że parabank, jakim niewątpliwie
jest wspomniane przedsiębiorstwo, propo-
nując pożyczki, pobierał opłaty już za samo
rozpatrzenie wniosku, a jeśli kredyt nie zo-
stał przyznany, to i tak nie zwracał wcze-
śniejszych kosztów. Według wstępnych da-
nych aż 48 tys. osób mogło zostać w ten spo-
sób oszukanych.
– Osoby te zawarły przedwstępne umo-
wy pożyczkowe, uiściły opłaty przygotowaw-
cze i nie otrzymały wnioskowanych poży-
czek. Łączna kwota uiszczonych przez te
osoby opłat przygotowawczych wynosi oko-
ło 115 milionów złotych! – twierdzi Graży-
na Wawryniuk, rzecznik Prokuratury Okrę-
gowej w Gdańsku.
Śledczy zajęli się sprawą po licznych do-
nosach, najpierw na temat „Skarbca”, a póź-
niej – „Pomocnej Pożyczki”. Większość po-
tencjalnych klientów w siedzibach paraban-
ku była zapewniania, że po wpłacie zalicz-
ki, czyli tzw. opłaty przygotowawczej, z pew-
nością otrzyma kredyt. Po wstępnych opła-
tach firma stawiała kolejne warunki, któ-
rych klienci nie byli w stanie spełniać.
W końcu nie było ani pożyczek, ani obie-
canego zwrotu początkowych kosztów.
Na razie zarzuty w tej sprawie postawio-
no 5 osobom. – Zarzucono im popełnienie
nawet kilkudziesięciu przestępstw, a głów-
nie – doprowadzenie klientów spółki do nie-
korzystnego rozporządzenia mieniem po-
przez wprowadzenie ich w błąd. Opłaty przy-
gotowawcze wpłacone przez osoby pokrzyw-
dzone wynosiły od tysiąca nawet do 25 ty-
sięcy złotych – mówi Wawryniuk.
Sprawdziliśmy. Z dokumentów i umów,
które „Skarbiec” dostarczał swoim klientom
nawet kilkanaście dni po złożeniu wniosku,
wynika, że musieli oni spełniać mnóstwo czę-
sto uciążliwych dla nich warunków. Dotar-
liśmy do załącznika umowy z klientem, w któ-
rym „Skarbiec” żąda od niego m.in. dwóch
poręczycieli zarabiających co najmniej
2530,18 zł brutto, podpisania specjalnego
weksla i zakupu znaczków skarbowych, co
dla osób potrzebujących szybkiej gotówki by-
ło bardzo trudne do zrealizowania.
Kolejne zawiadomienia wpływające do pro-
kuratury doprowadziły do zajęcia przez śled-
czych dokumentacji finansowo-księgowej spół-
ki. Dzięki temu ustalili, że w ostatnich latach
parabank, zawierając umowy przedwstępne,
pobierał opłaty w wysokości od 5 do 10 proc.
kwoty, o jaką wnioskowali klienci, po czym
nie udzielał pożyczek. Na stronie interneto-
wej spółki czytamy, że udzielała ona kredy-
tów w wysokości od 20 tys. do 500 tys. zł,
więc jednorazowa opłata przygotowawcza mo-
gła wynosić nawet 50 tys. zł (sic!).
W całej Polsce firma „Pomocna Pożycz-
ka” prowadzi 33 oddziały biur regionalnych.
W siedzibie jej centrali poinformowano nas,
że nie ma możliwości skontaktowania się z kimś
z zarządu, a poza tym jej pracownicy nie udzie-
lają żadnych informacji w tej sprawie.
Poinformujemy o dalszych efektach pracy
prokuratury. ARIEL KOWALCZYK
PPuussttyy „„SSkkaarrbbiieecc””K
olejny parabank w prokuraturze.
Według śledczych oszukano na-
wet 48 tysięcy osób na łączną kwo-
tę 115 mln złotych!
PPuussttyy „„SSkkaarrbbiieecc””
4 z notatnika heretyka Nr 43 (712) 25–30 X 2013 r.
Jarosław Kaczyński zdaje sobie sprawę z ogromu zła, które popiera. Takiego
zła w najbardziej elementarnym tego słowa znaczeniu.
(eurodeputowany Michał Kamiński, PJN, dawniej w PiS)
  
Wielu posłów i senatorów PiS ostrzegało mnie przed Macierewiczem.
Mówili, że to osoba niezrównoważona. Mówili, że może doprowadzić
do upadku człowieka, który się do niego zbliży. Kto dotyka smoły,
ten się ubrudzi.
(mecenas Rafał Rogalski, były pełnomocnik
krewnych ofiar katastrofy smoleńskiej związanych z PiS)
  
Gdyby dorośli uczyli dzieci zachowań zgodnych z doktryną katolicką, to
pedofilom byłoby dużo trudniej.
(Tomasz Terlikowski, dziennikarz katolicki)
  
Pedofilia jest częścią, jednym z owoców rewolucji seksualnej, której
ofensywę prowadzi lewica w całej Europie.
(senator Kazimierz Jaworski, Solidarna Polska)
  
Czasem mam wrażenie, że polski kler nie jest bytem realnym, że wszyscy
biskupi, prałaci, purpuraci są tylko aktorami, których role piszą
antyklerykałowie. (Jacek Dehnel, pisarz, tłumacz)
  
Kościół katolicki świetnie działa w sytuacji niejawności i dyskretności.
O pewnych rzeczach się nie mówi, skrycie się je toleruje, nawet jak ktoś
wie, to nie powie. I tak to w Polsce działało. Ze względu na Jana Pawła
II i wierzący, i niewierzący nie chcieli szkodzić Kościołowi. Teraz ta ochro-
na zniknęła. Dzięki mediom, które zajęły się sprawami pedofilii, mamy
zjawisko narastającej kuli śniegowej.
(Tadeusz Bartoś, filozof, były dominikanin)
  
Sugeruje się lub mówi wprost, że przeciwnik nie jest właściwie pełnym
człowiekiem, nie trzeba z nim dyskutować i liczyć się jak z „normalną”
osobą. Jest zdrajcą, zwierzęciem, gnidą, wioskowym głupkiem. Jest
podczłowiekiem. Tę właśnie granicę przekraczają nadredaktorzy i nad-
-Polacy polskiej prawicy, którzy zamiast polemizować, nawet bardzo
ostro, skupiają się na dyskwalifikowaniu go jako istoty ludzkiej, rozum-
nej, Polaka i obywatela.
(Eliza Michalik, dziennikarka Superstacji)
Wybrali: AC, SH, MZB, PPr
Myśli NiedokońCZoNe
Marta N., mieszkanka Hrubieszowa, kupiła
sobie dyplom z resocjalizacji. Zapewne
w ramach „praktyk studenckich” dopuściła się też fałszerstw oraz wyłudzenia.
W tym ostatnim miała świetne wyniki – na rzekomą ciążę wyjęła od swojego
kochanka 57 tys. zł.
W gminie Stara Kamienica na grzyby
poszedł policjant. Prawdziwków znaleźć nie
zdążył, za to zupełnie nieoczekiwanie podniósł statystyki wykrywalności
przestępstw dla swojej jednostki, bo jego uwagę od leśnego runa odciągnęło
śliczne bmw stojące w środku lasu. Okazało się, że cacko zaledwie kilkanaście
godzin wcześniej zostało ukradzione w Austrii.
Pod osłoną nocy w Sobótce Starej czterech
złodziei wypchnęło przez okno w chlewie
130-kilogramową świnię. Zestresowane zwierzę zapakowali na przyczepę
i powieźli na rzeź. Wpadli, bo kierowca nie miał przedniej tablicy
rejestracyjnej.
Na bank w małopolskiej Radogoszczy
napadł mężczyzna z atrapą pistoletu.
Kasjerka ze spokojem oddała mu pieniądze – plik 50-złotówek. Usatysfak-
cjonowany rabuś uciekł. Do chwili zatrzymania przez policję nie miał pojęcia,
że jego łup to tylko zwitek fałszywek…
Trzej młodzi mężczyźni dokonali skoku
na katowicki spożywczak. Wynieśli z niego
126 lizaków i dwie paczki prezerwatyw. Wpadli jeszcze tego samego
dnia, zanim zdążyli skonsumować łup.
Opracowała WZ
Pro­win­cjał­ki
Edukacja spEcjalna
latoś obrodziło
porwaniE blondyny
nabity w zwitEk
Erotomani
Kościół katolicki w Polsce przypomina późny
Babilon z biblijnych opisów. Oblężony i imprezujący,
ginący i arogancki jednocześnie.
Kiedy czytałem opisy hucznych uroczystości z oka-
zji 90 rocznicy urodzin kardynała Henryka Gulbi-
nowicza (wielka hala, tysiące gości, opera, multime-
dialna fontanna itp., itd.), przyszła mi na myśl słynna
uczta Baltazara z biblijnej Księgi Daniela. Według za-
wartej tam opowieści,
arogancki król Babi-
lonu zorganizował
wielką uroczystość,
gdy miasto było już
oblężone przez Per-
sów. W czasie uczty
tajemnicza ręka zapisała na ścianie słowa będące
zapowiedzią upadku Babilończyków. I rzeczywiście.
Według tej opowieści Baltazar miał zginąć, a z nim
– jego imperium.
Na współczesnej uczcie Baltazara, pardon, uroczy-
stości Gulbinowicza, także miało miejsce wydarzenie
o randze proroczej. Głównym mówcą na uroczystości (w
części kościelnej) był arcybiskup Józef Michalik, który
powtórzył publicznie niemal wszystkie tezy z własnej
słynnej przemowy, za którą zdążył już przecież prze-
prosić. O pedofilię kleru oskarżył ponownie wszyst-
kich z wyjątkiem samych duchownych. Taką arogan-
cję to nawet w Kościele katolickim rzadko się ogląda.
Jak wiadomo – pycha zawsze idzie przed upadkiem.
Analogicznie, pycha monstrualna idzie zapewne przed
upadkiem gigantycznych rozmiarów.
Porównanie Kościoła katolickiego do Babilonu
spodobało mi się także dlatego, że jest bardzo stare.
Już w średniowieczu wielu krytykom Kościół rzymski
wydał się kontynuacją mitycznego Babilonu – miasta
dziwnych kultów i ucisku. Taki jest i był także ten Koś-
ciół – zdemoralizowany, nieszanujący chrześcijańskich
wierzeń i tradycji, poniżający wiernych i nieliczący się
z ich zdaniem. Wypisz, wymaluj – Babilon.
Zachowanie biskupów wygląda na zatracanie się
w szaleństwie arogancji. W dobie nagłaśniania ekscesów
obyczajowych kleru Gulbinowicz powinien raczej unikać
rozgłosu, niż brylować
przed kamerami, po-
dobnie jak Michalik –
bądź co bądź opiekun
i stróż pedofila z Ty-
lawy. Tym bardziej że
ostatnio papież Fran-
ciszek skłonił do odejścia irlandzkiego biskupa, któ-
ry robił to samo co Michalik na własnym gruncie.
Nasi „Babilończycy” wydają się tymczasem we włas-
nych oczach bezkarni i jeszcze próbują wściekle kąsać
wszystkich dookoła.
Dziwię się tupetowi Michalika, który tyle ma na
sumieniu, nie tylko w Tylawie, i który już raz w kilka
godzin całą Polskę doprowadził niemal do szału opi-
nią, że dzieci molestują seksualnie kler. Tymczasem
atmosfera wokół Kościoła zmienia się dynamicznie
na jego niekorzyść. Jeszcze dwa miesiące temu nikt
nie oczekiwał, że biskupi znajdą się rychło pod równie
ciężkim obstrzałem społecznym. W spokojnych Niem-
czech podobno wierni mają zamiar nie wpuścić bisku-
pa limburskiego, rozrzutnego, zakłamanego aroganta
Franza-Petera Tebartza van elsta, do jego pałacu,
gdy wróci on z Rzymu z dymisją albo nie. Czy blokady
lub protesty czekają także pałace biskupie nad Wisłą?
AdAM CioCH
Uczta Baltazarów
Rze­czy­po­spo­li­te
„Miałam trzech, ale tylko on był
mężczyzną” – powiedziała 36-let-
nia nauczycielka o swoim 14-let-
nim uczniu i kochanku.
Wieść o tym, że nauczycielka sy-
piała z uczniem i powiła mu dzie-
ciątko, obiegła całą Polskę. O pani
Agnieszce wiadomo, że jest bardzo
ładna i bardzo zadbana. W szko-
le wszyscy chłopcy odprowadzali ją
wzrokiem, a dziewczynki zazdrości-
ły jej ubrań, bo do pracy przycho-
dziła wystrojona jak na dyskotekę.
„Obiecał, że się ze mną ożeni” –
tłumaczyła decyzję o podjęciu zaka-
zanego współżycia. „Pogubiłam się”
– dodała 36-latka. Pewnie szczerze.
Nastolatek zachował się zresztą jak
dorosły, bo dzielnie asystował na
porodówce, kiedy rodziła mu się
córka.
W internecie nie brakuje ko-
mentarzy „na wesoło”. Niektórzy
zazdroszczą uczniowi. Gdyby cho-
dziło o nauczyciela i 14-latkę, takich
żartów pewnie by nie było. Tak czy
siak, kobiecie za obcowanie płciowe
z osobą poniżej 15 roku życia grozi
12 lat odsiadki.
Podobne love story aż taką rzad-
kością nie jest. Jednym z urzekają-
cych romansideł made in America
jest historia Mary kay letour-
neau. Wszystko zaczęło się, kiedy
jako 34-letnia mocno sfrustrowa-
na nauczycielka, zarobiona mat-
ka czwórki dzieci, narzekająca na
małżonka, który już dawno zdążył
ją znudzić, spotkała miłość przez
duże „m” w postaci swojego ucz-
nia Viliego. Ich perypetie zekra-
nizowano w filmie „Amerykańska
dziewczyna”. Widzimy tam zaka-
zaną miłość, kochanków ukrywają-
cych się przed złym światem, który
chce ich rozdzielić, i... szybko prze-
stajemy zwracać uwagę na
„szczegół” dość istotny –
oblubieniec ma lat 13.
W filmie zagrał go
19-latek, więc aż
tak nie raziło.
Losami tej
pary w latach 90.
żyła cała Amery-
ka. Zakazany ro-
mans – podob-
nie jak u nas
– ujrzał światło
dzienne, kiedy
Mary zaszła
w ciążę. Stan
błogosławiony
był dla sądu oko-
licznością łagodzącą i z
aresztu wyszła już po
6 miesiącach. Urodzi-
ła córkę, którą bardzo
młody tata też się zaj-
mował. Sytuację za-
akceptowała nawet
matka tego bardzo
młodego taty, któ-
ra zeznawała, że jej
syn żadną ofiarą nie jest, bo sam
chciał.
Samą Mary – uznaną za ciut
nienormalną – skierowano na psy-
choterapię. A później była sprawa
sądowa, na której nauczycielka po-
kajała się publicznie i rozpaczliwie
wyjęczała: „Przysięgam, że to się
nie powtórzy. Proszę, pomóżcie mi!
Nawet sąd się wzruszył, bo Mary
dostała wyrok i słusznie – w za-
wiasach. Warunkiem był całkowity
zakaz spotykania się z nastoletnim
„gachem”. Ale miejscowi policjanci
naiwni nie byli i śledzili kochasiów.
I tak pewnej nocy jeden z patroli
nakrył ich w samochodzie zapar-
kowanym na poboczu za miastem.
Mieli przy sobie paszporty i sporo
gotówki. Para radośnie kopulowała.
Tym razem sąd skazał Mary – która,
nawiasem mówiąc, była już w kolej-
nej ciąży – na 7 lat więzienia.
W prawdziwym życiu nasza „bo-
haterka” urodziła drugą córkę (dzie-
ckiem, podobnie jak poprzednim,
zajęła się jej „teściowa”). Z pierdla
wyszła jako 42-latka. Jej uko-
chany był już wówczas
pełnoletni, więc mogli
się oficjalnie połączyć.
Ślub wzięli. Przez dłu-
gi czas funkcjonowali
jako para celebrytów
zapraszana do róż-
nych programów tele-
wizyjnych. W jednym
z nich Mary wzru-
szająco powiedziała:
„Z Vilim połączyła mnie
miłość wieczna i nieskoń-
czona”. Pedofilskie amen!
JUSTyNA
CieślAk
polKA­potRAFi
Dały szkołę
5na klęczkachNr 43 (712) 25–30 X 2013 r.
Temida w suTaNNie
Duchowni katoliccy z abp. Józe-
fem michalikiem na czele lamen-
tują, że media w sprawie pedofilii
traktują ich zbyt surowo. Według
nich „w innych grupach zawodo-
wych jest więcej pedofilów”, choć
dobrze wiedzą, iż jest inaczej. My
też wiemy, że jest zupełnie odwrot-
nie, zwłaszcza jeśli spojrzymy na ka-
ranie pedofilów w sutannach. Na
przykład ks. władysław Ł., pro-
boszcz z diecezji kaliskiej, dostał rok
i 8 miesięcy pozbawienia wolności
w zawieszeniu na 3 lata za seksual-
ne wykorzystywanie 8-latek, 2 lata
więzienia w zawieszeniu na 4 lata
dostał ks. Łukasz K. za molesto-
wanie 13-latki w Suchej Beskidz-
kiej, ks. Zbigniew P. za molesto-
wanie 11-letnich chłopców ze wsi
pod Opolem został skazany na rok
więzienia w zawieszeniu na 3 lata.
Natomiast w ostatnich miesiącach
sąd skazał na 2,5 roku bezwzględne-
go więzienia sławomira C. za seks
z prawie 15-letnią dziewczyną, do
którego doszło za jej zgodą. Z ko-
lei w Piasecznie Cezary s. dostał
wyrok 6 lat odsiadki za wykorzy-
stywanie seksualne 14-latka. Obaj
skazani nigdy nie byli duchownymi
katolickimi… asz
KobieTy
beZwsTydNe
Arcybiskup Józef michalik po
zaatakowaniu rozwiedzionych ro-
dziców jako rzekomych sprawców
pedofilii kleru oraz samych dzie-
ci na celownik wziął… feminist-
ki. Zaatakował także „ideologię
gender”, choć nie jest to żadna
ideologia, tylko zwykłe badania
nad kulturowymi uwarunkowa-
niami płci. Na feministki – takie
współczesne czarownice – też rzu-
cał gromy: „To one walczą o to,
żeby w szkołach i przedszkolach
wygaszać w dzieciach poczucie
wstydu, a nawet o to, żeby mogły
decydować o zmianie swojej płci”.
Ktoś powinien powiedzieć Micha-
likowi, żeby w ogóle nie wypowia-
dał się na podobne tematy. Czło-
wiek, który większość życia spędził
za pałacowym murem, nie ma za
grosz doświadczenia ani wiedzy.
Nie mówiąc już o poczuciu wstydu
i przyzwoitości. mZ
doNieśli Na
miChaliKa
Członkowie Federacji Młodych
Socjademokratów z Podkarpacia
– oburzeni kontrowersyjnymi wypo-
wiedziami abp. Michalika – napisa-
li list do papieża Franciszka. Wy-
znali, że w związku z bezczelnością
metropolity przemyskiego zgłosiło
się do nich kilkanaście osób, któ-
re postanowiły wypisać się z Krk.
W liście zwracają uwagę na to, że
wypowiedzi Michalika, w których
jasno i wyraźnie dał do zrozumienia,
że winnych pedofilii należy szukać
wszędzie, tylko nie wśród samych
duchownych, są po prostu bulwer-
sujące. W liście znalazła się także
prośba o kontrolę polskiego Koś-
cioła. mZ
waŁęsowe wyżyNy
Po raz pierwszy w historii War-
szawa była organizatorem szczy-
tu laureatów Pokojowej Nagrody
Nobla. W związku z tym do stolicy
przybyli m.in. były prezydent RPA
Frederik willem de Klerk, irań-
ska prawniczka shirin ebadi, XiV
dalajlama, a nawet sharon sto-
ne (nie jako noblistka, ale laure-
atka Nagrody Pokoju). Oczywiście
nie mogło zabraknąć lecha wa-
łęsy, który tym razem nie wyrzu-
cał homoseksualistów za mur, tylko
namawiał zebranych do stworzenia
„laickich 10 przykazań dla świata”.
Choć chodziło mu o „uzgodnienie
wspólnych wartości dla wszystkich
religii”, co z laickością nie ma wiele
wspólnego, to sam pomysł i rozpo-
częcie dyskusji na ten temat jest
pewną rehabilitacją byłego prezy-
denta. asz
wCiąż ubywa
Wbrew zapewnieniom rozmai-
tych mediów i mówieniu o „efek-
cie papieża Franciszka” („FiM”
38/2013) także w tym roku ubyło
kandydatów wstępujących do se-
minariów duchownych. Jest ich aż
o połowę mniej niż w 2005 roku,
czyli w roku śmierci Jana Pawła
ii. Do polskich seminariów zgłosi-
ło się 758 kandydatów, czyli o 80
mniej niż przed rokiem. Gdyby nie
kryzys gospodarczy, byłoby ich za-
pewne o kilkuset mniej. maK
doNosiCiel
Poseł Tomasz Kaczmarek wy-
raźnie tęskni za czasami, gdy znany
był szerzej jako agent Tomek. Bie-
dak nie może już liczyć na luksusowe
samochody ani ekskluzywne ubrania
fundowane przez CBA, więc została
mu tylko ta druga, mniej przyjemna
część pracy agenta, czyli… donosze-
nie. Polityk bije rekordy w liczbie do-
niesień o rzekomych przestępstwach.
Od czerwca ubiegłego roku do dziś
zgłosił do prokuratur rejonowych
aż 54 sprawy. Zawiadamiał m.in.
o wprowadzeniu w błąd rodziców
sześciolatków, o niegospodarności
w Agencji Wywiadu czy o ujawnie-
niu w mediach jego tajnych technik
pracy. Prokuratury muszą się zajmo-
wać każdą zgłoszoną przez niego
sprawą. Posła Kaczmarka nie zraża
fakt, że w większości przypadków
jego doniesienia lądują w koszu.
asz
NierówNo
Pod suFiTem?
Poseł marek domaracki
z Twojego Ruchu chce wynająć
w Radomsku lokal na swoje biu-
ro poselskie. Pismo w tej sprawie
złożył do prezydent anny mil-
czanowskiej i tamtejszej Rady
Miejskiej. „Wyrażam przekona-
nie, iż lokalizacja, standard, jak
i cena nie będą odbiegały od ofert,
jakie zostały zaproponowane in-
nym parlamentarzystom z okręgu
piotrkowskiego” – napisał Doma-
racki. O co chodzi? O gratkę,
jaka trafiła się posłowi antonie-
mu macierewiczowi (PiS). Hek-
tor smoleński we wrześniu złożył
podobne pismo do włodarzy Ra-
domska, a ci sprezentowali mu –
w drodze bezprzetargowej – 48,91
mkw., po 4,16 zł netto za 1 mkw.
Z tego wynika, że poseł Macie-
rewicz za korzystanie z niemal
50-metrowego pomieszczenia (już
po uwzględnieniu podatku VAT)
wybuli „oszałamiającą” kwotę 250
zł miesięcznie! JC
PomNiK JaK
sZaNieC
Pomnik smoleński postawio-
ny w Przedborzu pójdzie do roz-
biórki. Tak zdecydował powiatowy
nadzór budowlany. Pomnik posta-
wiło Stowarzyszenie Przyjaciół Zie-
mi Przedborskiej i miejscowe PiS.
Oczywiście decyzję nadzoru trak-
tują jako prowokację polityczną
i atak na pamięć o największym
z prezydentów. maK
sTaliN Na
sZTaNdary
Tomasz sommer, publicysta
prawicowy, napisał tekst o Józefie
stalinie, przedstawiając go jako
konserwatystę, który zahamował
rozwój komunizmu. Teza nie jest
szczególnie oryginalna, ale cieka-
we, że podejmują ją nie komuni-
ści, ale polscy konserwatyści, dla
których dotąd Stalin był jedynie
łatwym narzędziem do bicia lewi-
cy wszelkiej maści i do zrównywa-
nia komunizmu z nazizmem. Jeśli
nasza prawica z rehabilitacją Sta-
lina się pośpieszy, to może zdąży
z Józefem wissarionowiczem na
beatyfikację Jana Pawła ii. Na
ołtarze poszliby jak konserwatysta
z konserwatystą. maK
bruNaTNi
masZeruJą…
Polscy narodowcy wyraźnie się
rozkręcają. Spędzili lato na obo-
zach szkoleniowych, na których
uczyli się strzelać i boksować. Na-
stępnie podzielili się na grupy:
handlowców, bojówkarzy itd. Bi-
znesmeni handlują w internecie
patriotycznymi kominiarkami; bo-
jówkarze – przeszkoleni m.in. przez
weteranów Legii Cudzoziemskiej
oraz byłych gromowców – formują
straż, która ma ochraniać stołecz-
ny Marsz Niepodległości, a „spe-
cjaliści ds. komunikacji” nakręcili
w języku angielskim film, w którym
zachęcają kolegów z zagranicy do
wzięcia udziału w warszawskim po-
chodzie. 11 listopada w Warszawie
znów będzie się działo… mZb
… i aTaKuJą?
Gdańska prokuratura stwier-
dziła, że przyczyną pożaru w me-
czecie przy ul. Polanki było podło-
żenie ładunku wybuchowego. Stało
się to po tym, jak w Bohonikach
wierni – zgodnie z regułami uboju
rytualnego, choć wbrew polskiemu
prawu – zarżnęli baranka z okazji
muzułmańskiego Święta Ofiaro-
wania. Wkrótce po wybuchu po-
żaru w Gdańsku nieznany spraw-
ca płynem żrącym oblał w stolicy
Kubę wojewódzkiego. Dzienni-
karz nie został poważnie ranny
tylko dlatego, że miał na sobie
czapkę z daszkiem i okulary. Bru-
natne zaczyna kąsać. mZb
ruCh oPoru?
Ksiądz Tomasz Chruścik
z parafii świętego Tomasza z war-
szawskiego Ursynowa skarży się
w mediach prawicowych na ciężkie
prześladowania miejscowego kle-
ru. Wyznaje, że „ktoś poprzecinał
opony wszystkich dziesięciu samo-
chodów stojących przed plebanią”.
Dziesięć fur! To niezła flota. Czyż-
by miejscowy Kościół dorabiał jako
firma kurierska? maK
Premie
PowyborCZe
Przez ostatnie kilkanaście ty-
godni prezydent hanna Gron-
kiewicz-waltz próbowała pozy-
tywnie zaskoczyć warszawiaków.
Przyspieszyła remont I linii metra
i suszenie zalanego tunelu w śród-
mieściu, wstrzymała podwyżki cen
biletów, oszczędzała na admini-
stracji publicznej. Te piękne cza-
sy trwały do 13 października, czy-
li do referendum, które okazało
się nieważne ze względu na zbyt
niską frekwencję. Zaledwie kilka
dni później Gronkiewicz-Waltz
wydała 850 tys. zł na premie dla
swych pracowników, a gdy wybu-
chła afera, tłumaczyła, że to nie
zwykłe „trzynastki”, tylko nagrody
za nadzwyczajne osiągnięcia. Nad-
zwyczajne jest raczej to, że mała
Hania się wybroniła. mZb
reKlama
Z oPęTaNia
Patrycja hurlak, znana bar-
dziej z roli Majki Podolskiej z se-
rialu „Klan”, przyznała mediom,
że w dzieciństwie była opętana
przez diabła. „Wpadłam w magię,
jak miałam 5 lat. Jedno kłamstwo
sprzedał mi diabeł (…). Od osoby
bardzo zaufanej, jeszcze w szkole
podstawowej, dostałam podręcz-
nik do czarnej magii” – zwierza-
ła się aktorka. Historyjka miała
z pewnością wzbudzić współczu-
cie, ale wydaje się nam, że bar-
dziej chodzi o promocję, bowiem
Patrycja Hurlak właśnie wydała
książkę na temat opętań pt. „Na-
wrócona wiedźma”, a poza tym jej
aktorska kariera kończy się jedy-
nie na kilku epizodach. asz
leKarZu, uleCZ…
Polscy homoseksualiści do-
stali niepowtarzalną szansę na
uleczenie. Krakowski Klub Zyg-
muntowski zaprosił do nasze-
go kraju dr. Paula Camerona,
psychologa badającego tematy-
kę domniemanych, gejowskich
roszczeń. Naukowiec nie tylko
„leczył” homoseksualistów, lecz
także zastanawiał się nad sensem
zawierania związków partnerskich
oraz walki z wielką falą świato-
wej rewolucji obyczajowej. Kie-
dyś cudem polskiej medycyny był
anatolij Kaszpirowski, spec od
leczenia telewizyjnego. Dziś jego
miejsce zajął Cameron, specjalista
ds. leczenia misyjnego.
mZb
Nr 43 (712) 25–30 X 2013 r.66 A TO POLSKA WŁAŚNIE
W niedzielę 15 września
o godz. 10.30 w kościele parafii św.
Floriana w Brwinowie (archidiece-
zja warszawska) miała odbyć się
msza z okazji jubileuszu 60-lecia
małżeństwa państwa Sz. Zamówili
ją już w lipcu, żeby zaklepać ter-
min idealnie pasujący do rocznicy
„diamentowych godów”. Proboszcz
ks. kanonik Maciej Kurzawa sza-
lenie się dziwił, dlaczego tak wcze-
śnie, ale kasę (200 zł) zainkasował
i datę zatwierdził. Zagwarantował,
że uroczystości nie zakłócą żadne
inne kościelne obrządki.
Według uzgodnionego scenariu-
sza msza powinna być tylko dla Sz.
Dwie wyeksponowane ławki przed
ołtarzem, symboliczne wymienianie
ślubnych obrączek, a po zakończe-
niu – życzenia, kwiaty... Staruszko-
wie chcieli w ten sposób silniej sce-
mentować swoją czteropokolenio-
wą rodzinę, spotkać żyjących jesz-
cze przyjaciół, sąsiadów i znajomych.
– Kiedy w ową niedzielę weszli-
śmy z żoną do kościoła, zaskoczył
nas widok licznych pocztów sztan-
darowych, delegacje dzieci z oko-
licznych szkół. Byli też strażacy, po-
licja, kombatanci, miejscowi dygni-
tarze z burmistrzem Arkadiuszem
Kosińskim, notable powiatowi
z Pruszkowa... Okazało się, że ca-
ły rodzinno-towarzyski scenariusz
szlag trafił, bo na tę samą godzinę
miasto zamówiło mszę „patriotycz-
ną” upamiętniającą 74 rocznicę bi-
twy pod Brwinowem. Odprawiało
ją dwóch celebransów. Jednym
z nich był wikariusz ks. Arkadiusz
Śledzik, a drugiego nie znam. Śle-
dzik występował w głównej roli. Wy-
słuchaliśmy jego kazania o woj-
nie, 50-letniej rzekomo okupacji so-
wieckiej, poległych lub zmarłych
i ani jednego dobrego słowa o nas,
żyjących. W trakcie uroczystości ten
drugi ksiądz podobno bąknął do mi-
krofonu, że msza odbywa się tak-
że w intencji jubilatów, ale nie usły-
szałem, bo do ołtarza nie było szans
się dopchać – relacjonuje przyja-
ciel rodziny Sz.
Po zakończeniu mszy jubilaci wy-
szli ze łzami w oczach i nie było to
oznaką pozytywnego wzruszenia.
– Wyglądali na kompletnie
zdruzgotanych. Wszyscy czuliśmy
się okropnie, bo cynizm brwinow-
skich księży sięgnął kosmosu. Nic
ich nie usprawiedliwia! Wyrządzi-
li staruszkom potworną nienapra-
wialną krzywdę, ponieważ oni ży-
li tą zaplanowaną uroczystością
i przygotowywali się do niej od
dawna. Są zbyt dumni, żeby upo-
mnieć się o zwrot 200 zł, ale prze-
cież proboszcz zna ich doskonale,
więc mógł wcześniej porozumieć
się, żeby ewentualnie zmienić go-
dzinę, skoro władza zażyczyła so-
bie własnej imprezy – zauważa je-
den z gości zaproszonych przez ro-
dzinę Sz.
Zapytaliśmy proboszcza z Brwi-
nowa, dlaczego dopuścił do spasku-
dzenia ludziom niepowtarzalnego
jubileuszu.
– Mnie w tym czasie nie było,
ale znam sprawę. Mszę odprawiało
dwóch księży, jeden w intencji bi-
twy, drugi w intencji państwa Sz. Że
po cichu? Liczy się przecież modli-
twa, a nie scenografia. Nigdy nie po-
zwoliłbym, żeby nie odprawić, sko-
ro było zamówienie. Tym bardziej
że taka piękna 60 rocznica zdarza
się u nas niezwykle rzadko, podob-
na była u nas tylko jedna. Rodzi-
nie Sz. chyba coś się pomyliło, jeśli
zgłaszają zastrzeżenia – umywa rę-
ce ks. Kurzawa.
MARCIN KOS
Ludzie myślą, że angażując Kościół katolicki
do uczczenia swoich prywatnych uroczystości,
nadają im odpowiednią rangę.
Niejednokrotnie bardzo się mylą!
Z niezwykle prestiżowego badania „Glo-
bal Age Watch Index” przeprowadzone-
go przez ONZ i Forum Ekonomiczne „Hu-
man Capital Index” wynika, że Polska to
kraj, w którym nie da się żyć…
Badanie miało na celu porównanie sytu-
acji osób starszych w 91 krajach świata. W sta-
tystyce biorącej pod uwagę jakość życia
po sześćdziesiątce zajęliśmy 62 miejsce, a wy-
przedzają nas nawet Białoruś, Wenezuela i Sal-
wador. W czołówce, co nie jest zaskoczeniem,
znajdują się kraje skandynawskie: Szwecja
i Norwegia oraz Niemcy, Holandia, a także
Kanada. Gorzej niż w Polsce żyje się głównie
w kilku krajach Ameryki Środkowej, w Afry-
ce i Azji. Żałośnie wypadamy w obszarze
„zdrowie”, gdzie zajęliśmy dopiero 87 miej-
sce, czyli 5 od końca na… całym świecie!!!
Za nami jest tylko Afganistan, Rwanda, Kam-
bodża i Mongolia. Na tę pozycję zapracowa-
ło wiele czynników.
Na 10 tys. Polaków przypada jeden geria-
tra, a w innych krajach UE – średnio od 2,5
do 6 tych specjalistów. W całym kraju w od-
działach geriatrycznych mamy zaledwie 780
łóżek (w woj. pomorskim do roku 2011 nie by-
ło ani jednego).
Aż 40 proc. seniorów twierdzi, że nie
widzi sensu w swoim dalszym życiu. To naj-
gorszy rezultat na całym świecie. Dla po-
równania, 100 proc. osób starszych w Niem-
czech jest zadowolonych ze swojego życia. Wy-
niki tych badań pokazują, w jak niekorzystnej
sytuacji życiowej są polscy emeryci, ale mimo
wszystko nie powinno to być zaskoczeniem, bo-
wiem socjologowie od lat alarmowali chociaż-
by o rosnącej liczbie samobójstw osób starszych
z przyczyn stricte ekonomicznych, spowodowa-
nych głównie przez bardzo drogie leki i usługi
lekarskie. Ponad 70 proc. samobójstw senio-
rów jest poprzedzonych depresją powodowa-
ną głównie problemami finansowymi. Słabo
wypadamy również, jeśli chodzi o zatrudnie-
nie ludzi w wieku od 55 do 64 lat, bowiem tyl-
ko 34 proc. z nich ma etat. Marnie jest z po-
ziomem wykształcenia seniorów. Wyprzedzają
nas w tym aspekcie Czechy, Słowacja, a nawet
Ukraina. Nic też nie wskazuje na to, że sytu-
acja się poprawi, bowiem według „Global Age
Watch” w 2030 r. na świecie będzie więcej osób
po 60 roku życia niż
poniżej 10 roku życia,
a w 2050 r. osoby
starsze stanowić bę-
dą ponad 35 proc.
ludności Polski.
W rankingu kon-
kurencyjności przy-
gotowanym przez
Światowe Forum
Ekonomiczne rów-
nież plasujemy się
na szarym końcu li-
sty. Biorąc pod uwa-
gę potencjał i możliwości gospodarcze państw,
jakość naszych dróg plasuje się na… 124 po-
zycji; tylko 10 krajów jest za nami. A wyprze-
dzają nas takie „potęgi” jak Burundi, Lesoto
czy Tanzania. Najlepsze drogi są we Francji,
Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Singa-
purze. Jeżeli chodzi o kapitał ludzki, czyli moż-
liwości produkcyjne i adaptacyjne podnoszą-
ce konkurencyjność gospodarek, zajmujemy 49
miejsce na 122 pozycje. Choć wygląda to nie-
co bardziej optymistycznie, to jest to jeden
z najgorszych wyników w Unii; gorzej jest
tylko w Grecji, Bułgarii, Rumunii i na Wę-
grzech. Biorąc pod uwagę dostęp do rynku
pracy, plasujemy się na 63 miejscu – tuż za…
Sri Lanką. Ekonomiści poza bezrobociem
zwrócili uwagę także na polskie restrykcyjne
prawo pracy, nieefektywną biurokrację oraz
kompletną niekompetencję w sondowaniu ryn-
ku pracy i przygotowywaniu specjalistów, któ-
rych ów rynek potrzebuje.
ŁUKASZ LIPIŃSKI
ZZiieelloonnaa wwyyssppaa
Zdeptany diamentZdeptany diamentZdeptany diamentZdeptany diamentZdeptany diamentZdeptany diamentZdeptany diamentZdeptany diamentZdeptany diament
„Prywatna” msza z okazji diamentowych godów
Nr 43 (712) 25–30 X 2013 r. 77NASI OKUPANCI
„Wierząc słowom człowieka du-
chownego (…), nie zachowałam na-
leżytej czujności i nie skonsultowa-
łam tego z Prezydentem. (…) czuję
się wykorzystana i zmanipulowa-
na” – to fragment wyjaśnień urzęd-
niczki, której decyzje umożliwiły
kurii szczecińsko-kamieńskiej spryt-
ny fortel.
Trzy lata temu władze Szczeci-
na miały majątek, którego sprzedaż
mogłaby podreperować miejski bu-
dżet kwotą około 20 mln złotych.
Zamiast tego oddały go Kościoło-
wi za grosze. Biskup i przedstawi-
ciele kurii deklarowali, że w zamian
dadzą lokalnej społeczności to, cze-
go ona pilnie potrzebuje, to znaczy,
że w budynkach po szpitalu miej-
skim będzie dom pomocy społecz-
nej dla staruszków oraz szpital re-
habilitacyjny. Dziś już wiadomo, że
– mówiąc delikatnie – mijali się
z prawdą.
Przypomnijmy krótko historię
tej mocno kontrowersyjnej trans-
akcji:
Najpierw szpitalne nierucho-
mości chciała odzyskać jako rze-
komo swoją własność Kongregacja
Sióstr Miłosierdzia św. Karola Bo-
romeusza z Domu Generalnego
w Trzebnicy. Zakonnice powoły-
wały się na fakt, że od 1910 r. ich
poprzedniczki prowadziły w nim
szpital i dom dziecka. „Nie może-
my zmarnować pracy sióstr, które
były przed nami, ich dziedzictwa”
– argumentowała s. Benedykta
Langosz, powołując się przy tym
na powojenne księgi wieczyste;
Efekty negocjacji z miastem
były marne, więc siostry zwerbowa-
ły do współpracy metropolitę szcze-
cińsko-kamieńskiego arcybiskupa
Andrzeja Dzięgę. Ten w stycz-
niu 2010 r. wystąpił do prezydenta
miasta z wnioskiem o nieodpłatne
przekazanie byłego szpitala miej-
skiego lub jego sprzedaż z odpo-
wiednią bonifikatą na rzecz archi-
diecezji jako organu założycielskie-
go i prowadzącego Centrum Opie-
kuńczo-Lecznicze;
Choć nie obyło się bez awan-
tur, dwa miesiące później klepnię-
to uchwałę przygotowaną przez pre-
zydenta Krzystka. Za bezprzetar-
gową sprzedażą za 0,1 proc. warto-
ści (niespełna 20 tys. zł!) głosowa-
ło 19 radnych, dziewięciu było prze-
ciw, a jeden wstrzymał się od gło-
su. I tak administratorem obiektu
po dawnym szpitalu została Archi-
diecezja Szczecińsko-Kamieńska, zaś
inwestycje adaptacyjne w jej imie-
niu prowadzi kościelny Instytut
Medyczny im. Jana Pawła II, któ-
rym kieruje ks. Andrzej Dymer.
Przebudowa darowanego mie-
nia miała się rozpocząć w cią-
gu trzech lat, po pięciu w mieście
miał się pojawić Dom Pomocy
Społecznej dla osób przewlekle
chorych somatycznie, a za kolej-
ne dwa – szpital rehabilitacyjny
na 200 łóżek.
Przeciwnicy bezrefleksyjnego
rozdawnictwa miejskiego mienia
zarzucali wówczas prezydentowi
zbyt łagodne warunki umowy oraz
nadzwyczajną wprost uległość wo-
bec przedstawicieli kurii. „To do-
bra umowa, zabezpieczająca inte-
res miasta” – odpierał ataki pre-
zydent.
Okazało się, że to nieprawda.
Żadnemu z prezydenckich urzędni-
ków nie przyszło bowiem do gło-
wy, aby doprecyzować w akcie no-
tarialnym rodzaj placówki, jakiej
miasto od kurii oczekuje. Ów błąd
skrzętnie wykorzystała strona ko-
ścielna.
I tak – zamiast długo oczekiwa-
nego DPS dla osób starszych
– Szczecin dostanie DPS, ale dla
psychicznie chorych. Stało się tak
m.in. dlatego, że strona kościelna,
mamiąc urzędników poczyniony-
mi rzekomo z prezydentem usta-
leniami, wprowadziła placówkę
do „Lokalnego programu poszerze-
nia, zróżnicowania, unowocześnie-
nia pomocy i oparcia społecznego
dla osób z zaburzeniami psychicz-
nymi”.
– Prezydent Szczecina żył
w przekonaniu, że w byłym szpita-
lu miejskim będzie DPS dla star-
szych osób – tłumaczy dziś wicepre-
zydent Szczecina Krzysztof Soska.
– Nikogo nie oszukałem. Wycho-
dzi niekompetencja urzędników,
za którą nie zamierzam odpowia-
dać – rechocze ksiądz Dymer.
A problem jest, bo w akcie no-
tarialnym czytamy: „Przedstawiciel
Archidiecezji oświadcza, że przebu-
dowa, rozbudowa i prowadzenie Cen-
trum Opiekuńczo-Leczniczego reali-
zowane będą staraniem własnym, bez
udziału środków pochodzących z bu-
dżetu Gminy Miasta Szczecin ani
żadnych innych środków Gminy Mia-
sto Szczecin (...). Powyższe nie do-
tyczy finansowania działalności Do-
mu Pomocy Społecznej”.
Prezydent będzie więc musiał fi-
nansować placówkę, która nie jest
priorytetowa (według danych na paź-
dziernik 2013 r. – na miejsce w DPS
dla osób starszych i przewlekle cho-
rych somatycznie czeka 627 osób,
a dla przewlekle psychicznie cho-
rych – 88). Po co w takim razie Ko-
ściół ją zbudował? Może dlatego,
że pobyt mieszkańca w zwykłym
DPS-ie kosztuje 3 tys. zł, zaś w DPS
dla osób psychicznie chorych – 3,6
tys. zł? Różnica przy 100 pensjona-
riuszach to – bagatela – 60 tys. zł
miesięcznie, a więc 720 tys. zł rocz-
nie z kasy gminy na konto kościel-
nej agendy.
Teraz ks. Dymer występuje
z propozycją, że skoro miastu aż tak
bardzo zależy, to strona kościelna
postawi... drugi dom pomocy spo-
łecznej. Tym razem właściwy. Nie
ukrywa jednak, że oczekuje, iż gmi-
na się do jego budowy dorzuci. Bę-
dzie też naturalnie – zgodnie
z pierwotnymi ustaleniami – finan-
sować pobyt mieszkańców. Dla
strony kościelnej – jak zwykle
– czysty zysk!
Zakonnice ze zgromadzenia
Sióstr Szkolnych de Notre Dame
mają z kolei wyjątkowe zdolności
do rujnowania. I tak w Gliwicach
od lat niszczeje ogromny budynek
przy ulicy Bony, który najpierw od-
zyskały z zastrzeżeniem, że przezna-
czą go na cele edukacyjne. Szybko
wykurzyły z niego dwie funkcjonu-
jące tam publiczne szkoły, a teraz
cierpliwie czekają, aż gmaszysko się
rozsypie (fot. 1).
Nieco więcej inwencji wykazały
w Opolu. Tu dokonał właśnie żywo-
ta należący do sióstr stuletni budy-
nek sali gimnastycznej (fot. 2, 3).
Długo się habitowe
panienki zastana-
wiały, co z tym
pasztetem zrobić, aż
w końcu zaniosły do
konserwatora zabyt-
ków projekt przebu-
dowy i rozbudowy
obiektu, który miał
być bazą dla nowe-
go. Konserwator po-
patrzył, przyklepał
i dopiero kiedy bu-
dynek zaczął powoli znikać z prze-
strzeni publicznej, zorientował się,
że… wydał zgodę na rozbiórkę.
Jak to możliwe? Siostry napisa-
ły tak: „Aby możliwe było wybudo-
wanie nowej kondygnacji pierwsze-
go piętra, konieczne będzie rozebra-
nie całej więźby dachowej, stropu oraz
części ścian zewnętrznych do wyso-
kości posadowienia nowego stropu
nad parterem”.
Jak konserwator Iwona Solisz
tłumaczy się z tego, że pozwoliła,
aby po budynku – w wyniku daleko
idących prac wyburzeniowych i de-
montażowych – został tylko funda-
ment i kawałek ścian? – Ubolewam,
że nasz pracownik nie doczytał
do końca dokumentacji dotyczącej
inwestycji. Niestety, liczba projek-
tów, jakie do nas spływają, jest tak
duża, że nie zawsze mamy czas
na wnikliwe i skrupulatne ich
analizowanie. Nawet gdybyśmy
chcieli działać w kierunku odbudo-
wy tego budynku, to i tak wartości
zabytkowych ta budowla nie będzie
już miała, już ich nie odzyska – ubo-
lewa Solisz.
W tym miejscu dajemy pani kon-
serwator za przykład decyzję konser-
watora zabytków oraz powiatowego
inspektora nadzoru budowlanego
z Wrocławia, którzy zobligowali tam-
tejszą kurię metropolitarną do odbu-
dowy – z zachowaniem detali – bez-
prawnie zburzonej kamienicy. Odbudo-
wa zakończyła się we wrześniu 2013 r.
WIKTORIA ZIMIŃSKA
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Petent odziany w sutannę lub habit może
z polskim urzędnikiem zrobić wszystko.
Urok szaty duchownej zaburza widzenie
i odbiera rozum.
OOttoo ssłłoowwoo dduucchhoowwnneeOOttoo ssłłoowwoo dduucchhoowwnnee
1
2
3
Fot.Autor
Fot. P. Witon
Fot. internet
Nr 43 (712) 25–30 X 2013 r.88 WSPÓŁCZEŚNI FARYZEUSZE
Chodziło im przede wszystkim
o pedofilię, ale przecież nie jest ona
jedynym złem w polskim Kościele.
W Polsce działa 136 dygnitarzy
w randze kardynała, arcybiskupa lub
biskupa, w tym 42 rządców diece-
zji. Jak jeden mąż są oni skorzy
do potępiania i wytykania grzechów
wszystkim oprócz siebie. Popatrzmy
zatem, co mają na sumieniu najważ-
niejsi autorzy ww. komunikatu.
Metropolita krakowski kard.
Stanisław Dziwisz (74 l.):
Pedofile w ogóle go nie brzy-
dzą. Ksiądz Andrzej Z., niegdysiej-
szy wikariusz w Skawicy, skazany
przez sąd w Żywcu na 10 miesięcy
więzienia w zawieszeniu na 3 lata
za robienie pornograficznych zdjęć
sześcioletniej uczestniczce obozu oa-
zowego (fotki przedstawiały śpiącą
nagą dziewczynkę z rozchylonymi no-
gami i wyeksponowanymi intymny-
mi częściami ciała), po rekonwale-
scencji w Domu Księży im. Jana Paw-
ła II pracuje obecnie w B. jako ka-
pelan Domu Pomocy Społecznej.
Ksiądz Łukasz K. (były wikariusz
parafii w Łętowni i nauczyciel reli-
gii) zwabiał 12-letnią dziewczynkę
na plebanię, całował ją „z języcz-
kiem”, ściągał bluzkę i dotykał
w miejscach intymnych. Sąd w Su-
chej Beskidzkiej wymierzył pedofi-
lowi dwa lata więzienia w zawie-
szeniu (upływa 12 marca 2014 r.)
i rok zakazu pracy w charakterze
nauczyciela. Na czas karencji Dzi-
wisz skierował podopiecznego
do parafii w Zakopanem, gdzie ks.
Łukasz dostał etat kapelana w pu-
blicznej placówce służby zdrowia.
Wobec ks. Andrzeja F., ujętego
przed sześcioma laty przez policję
z kolekcją budzących grozę filmów
oraz zdjęć pedofilskich, metropo-
lita dopiero w czerwcu 2012 r. wy-
dał dekret o zwolnieniu go „z obo-
wiązków duszpasterskich spełnia-
nych w parafii Świętych Apostołów
Piotra i Pawła w Trzebini oraz za-
wieszeniu w uprawnieniach głosze-
nia Słowa Bożego i spowiadania”.
W Krakowie pracuje i zajmuje się
m.in. dziećmi ze wspólnoty neokate-
chumenatu franciszkanin o. Ryszard
Ś., skazany na rok pozbawienia wol-
ności w zawieszeniu (upłynęło 10 paź-
dziernika 2013 r.) za to, że „działa-
jąc czynem ciągłym, posiadał w celu
rozpowszechniania treści pornograficz-
ne z udziałem małoletnich poniżej
lat 15 i posługiwaniem się zwierzęta-
mi”. Oto przykładowe liściki zakon-
nika do koleżków: „Wysyłam ci trzy
lesbijki. Podobają się? Teraz ty mi
przyślij. Najmłodsze, jakie masz. Mo-
gą być 8–9-letnie. Czekam na fotki”;
„Ruchałeś się ostatnio z jakąś mło-
dziutką? Opisz coś!”; „Ostatnio uda-
ło mi się zwalić parę małych”.
Metropolita lubelski, a wcze-
śniej sekretarz generalny Episkopa-
tu abp Stanisław Budzik (61 l.):
Trzyma u siebie ks. Mirosła-
wa W., który odpowiadał przed są-
dem za wielokrotne molestowanie
na plebanii 12-letniej dziewczynki.
Duchowny dobrowolnie poddał się
karze, uzgadniając z prokuratorem
wyrok w wymiarze pięciu lat bez-
względnego więzienia. Działa obec-
nie w jednej z lubelskich parafii i jest
kapelanem domów pomocy społecz-
nej. Ksiądz Krzysztof Cz., były sę-
dzia Sądu Metropolitalnego (także
kapelan Dziecięcego Szpitala Kli-
nicznego) skazany za uprawianie pe-
dofilii internetowej (pół roku wię-
zienia w zawieszeniu na pięć lat i do-
żywotni zakaz edukowania, wycho-
wywania i wszelkich form opieki
nad dziećmi), pracuje teraz w kurii
na posadzie archiwisty.
Biskup kaliski Edward Ja-
niak (61 l.):
Będąc sufraganem we Wrocła-
wiu, „załatwił” swojemu bezrobot-
nemu koledze ks. Edwardowi P.
(obaj wywodzą się z jednego se-
minaryjnego rocznika) probostwo
we wsi B. Ksiądz Edward, niegdyś
proboszcz w Pszennie, pozostawał
bez pracy, bo sąd w Świdnicy ska-
zał go na półtora roku więzienia
w zawieszeniu na cztery lata za
molestowanie seksualne dwóch mi-
nistrantów (12- i 13-letniego).
Biskup płocki Piotr Libera
(62 l.):
Choć molestowanie ministran-
tów i kleryków seminarium przez
dyrektora Papieskich Dzieł Misyj-
nych ks. kanonika Dariusza K., ka-
pelana harcerzy ks. Cezarego B.
oraz diecezjalnego duszpasterza mi-
nistrantów ks. Ryszard P. prakty-
kowano w diecezji jeszcze przed na-
staniem Libery, to do niego nale-
żało wyegzekwowanie konsekwen-
cji. Najważniejszemu „bohaterowi”
afery załatwił miękkie lądowanie
w diecezji kiszyniowskiej (Mołda-
wia), gdzie ks. Dariusz K. zajął się
tym, co lubi najbardziej, czyli pra-
cą z młodzieżą. Na konto Libery na-
leży też zapisać świątobliwych oszu-
stów działających pod banderą Ca-
ritasu Diecezji Płockiej i przyko-
ścielnego Centrum Psychologiczno-
-Pastoralnego „Metanoia”, którzy
dopuszczali się fałszerstw doku-
mentów oraz defraudacji środków
finansowych z dotacji publicznych.
Niektóre śledztwa i sprawy sądo-
we w toku.
Biskup senior diecezji kali-
skiej Stanisław Napierała (77 l.):
Gdy w Lasach Antonińskich
nakryto znanego proboszcza ks.
Michała kopulującego w zaro-
ślach z około 12-letnim chłopcem,
świadkowie (dwoje młodych lu-
dzi) nie odważyli się zawiadomić
prokuratury, a biskup uznał, że
nie ma tematu. Podobnie postą-
pił z ks. Tomaszem, wikariuszem
prestiżowej parafii w Kaliszu i na-
uczycielem religii, który namawiał
ucznia na seks, przekonując go, że-
by dał sobie spokój z dziewczyna-
mi i przestał walczyć z naturą, bo
jego wrodzoną orientacją jest ho-
moseksualizm.
Metropolita białostocki abp
Edward Ozorowski (72 l.):
Nie wyciągnął żadnych konse-
kwencji służbowych wobec sędziego
Sądu Metropolitalnego ks. kanonika
dr. Adama M., który spędził noc
w izbie wytrzeźwień (na wejściu miał
we krwi ponad 3 promile) po kar-
czemnej awanturze w miejscu pu-
blicznym (szarpał się i przeklinał,
wybił kamieniem szybę w tirze
na białoruskich numerach rejestra-
cyjnych). Księdza Józefa B., diece-
zjalnego kapelana harcerzy, skaza-
nego na 14 miesięcy więzienia w za-
wieszeniu za jazdę samochodem
po pijanemu (1,65 promila) i bójkę
z policjantami, Ozorowski schował
w sąsiedniej archidiecezji warmiń-
skiej. Wielebny Józef jest wikarym
w bardzo atrakcyjnym turystycz-
nie M., gdzie wychowuje dzieci
i młodzież. Wrócił już do łask ks.
Tomasz R., ukryty na zapadłej wsi
po ujawnionej w 2009 r. przez „FiM”
próbie zgwałcenia parafianki. Arcy-
biskup ma niekwestionowane zasłu-
gi w ogłupianiu tysięcy wiernych,
którzy pielgrzymowali do wioski
Hryniewicze, żeby modlić się przy
„cudownej” figurce Matki Boskiej,
choć po specjalistycznych badaniach
duchowny doskonale wiedział, że
„krwawe łzy” na jej obliczu utoczył
mężczyzna.
Metropolita warmiński abp
Wojciech Ziemba (72 l.):
Po krótkim przetrzymaniu księ-
dza dr. Józefa L. w niełasce (był
wcześniej proboszczem parafii
w Mrągowie, wicedziekanem i człon-
kiem Rady Kapłańskiej) za współ-
pracę z gangsterami, którym dostar-
czał kompromitujących dla konfra-
trów informacji wykorzystywanych
do późniejszego ich szantażowania
(dostał za to rok i osiem miesięcy
w zawieszeniu na 2 lata oraz 15 tys.
zł grzywny), w ubiegłym roku ordy-
nariusz awansował go na probostwo
parafii w K. Ziemba ułaskawił tak-
że ks. Antoniego W., byłego pro-
boszcza w Dywitach i członka sy-
nodalnej Komisji ds. Kultu Bożego
(sprawował ponadto funkcję deka-
nalnego ojca duchownego oraz kie-
rownika Ruchu Rodzin Nazaretań-
skich), który zainkasował 3,5 roku
więzienia za płatny seks z 14- i 16-
-letnimi chłopcami. Przed kilkoma
miesiącami arcybiskup podniósł
ks. Antoniego do rangi kapelana
i diecezjalnego Duszpasterza
Osób Niewidomych.
Metropolita szczecińsko-ka-
mieński abp Andrzej Dzięga (61 l.):
Za zamkniętymi drzwiami szcze-
cińskiego sądu toczy się proces ks.
Andrzeja D., byłego dyrektora
Ogniska św. Brata Alberta i kilku
miejscowych szkół katolickich, oskar-
żonego o doprowadzanie podopiecz-
nych do „innej czynności seksual-
nej” poprzez „nadużycie stosunku
zależności lub wykorzystanie kry-
tycznego położenia”. Na prokura-
torskiej ławie zasiadł adwokat po-
krzywdzonych, bo zawodowi śledczy
odpuścili kapłanowi grzechy, uzna-
jąc je za przedawnione, a seks z ma-
łoletnimi za całkiem z ich strony do-
browolny. Tymczasem Dzięga mia-
nował księdza D. dyrektorem Insty-
tutu Medycznego im. Jana Paw-
ła II z zadaniem budowy Centrum
Opiekuńczo-Leczniczego w wyłu-
dzonym za promil rzeczywistej war-
tości dawnym szpitalu miejskim.
Ksiądz Jacek Cz. skazany prawo-
mocnym wyrokiem Sądu Rejonowe-
go w Choszcznie na 1,5 roku wię-
zienia w zawieszeniu na 3 lata za
molestowanie seksualne małoletnie-
go niepełnosprawnego chłopca, któ-
rego osobiście onanizował, nadając
ich „wspólnej tajemnicy” rangę spo-
wiedzi, jest obecnie wikariuszem du-
żej parafii w P. Oskarżany o pedo-
filię ks. proboszcz Marian Sz.
(w okresie gdy był jeszcze klery-
kiem) wywołał głośny skandal mię-
dzynarodowy (podstępnie zwabił
na plebanię i uwięził ekipę stacji te-
lewizyjnej France24), ale włos mu
z głowy nie spadł. Jako prezes ku-
rialnej spółki handlującej ziemio-
płodami jest dla arcybiskupa zbyt
cenny w sensie czysto finansowym.
Biskup (obecnie senior) die-
cezji zielonogórsko-gorzowskiej
Adam Dyczkowski (81 l.):
Prześladowania ze strony ordy-
nariusza oraz ciągłe docinki kole-
gów po fachu żyjących z „normal-
nymi” kochankami doprowadziły
do samobójstwa 42-letniego ks. An-
drzeja L. Jego niewybaczalnym
grzechem okazał się homoseksu-
alizm, za co został odwołany z funk-
cji proboszcza we wsi W. pod Go-
rzowem. Dyczkowski przywrócił na-
tomiast do pracy ks. Marka B., któ-
ry jako wikariusz parafii Miłosier-
dzia Bożego w Głogowie upił i wy-
korzystał seksualnie ministranta (pół
roku pozbawienia wolności w zawie-
szeniu na 2 lata).
Biskup łowicki Andrzej
Dziuba (63 l.):
Jego pupil ks. kanonik Sławo-
mir S., były proboszcz bogatej pa-
rafii w Szczukach, czeka na wyrok
za „obcowanie płciowe z małoletni-
mi poniżej lat 15”. Co najmniej trze-
ma. W prywatnych rozmowach księ-
ża oskarżają ordynariusza o to, że
wiedział o upodobaniach pedofil-
skich kanonika, ale przymykał na nie
BBiisskkuuppii uu ssppoowwiieeddzziiHierarchowie zebrani na 363 naradzie plenarnej
Konferencji Episkopatu ogłosili, że choć
„zło powinno być nazwane po imieniu”,
to absolutnie „nie zgadzają się
na wykorzystywanie grzechów niektórych
duchownych do piętnowana całego
środowiska Kościoła”.
Biskup Janiak
Biskup Napierała (z lewej) i arcybiskup Ozorowski
Nr 43 (712) 25–30 X 2013 r. 99WSPÓŁCZEŚNI FARYZEUSZE
oko, bo z parafii płynęła
do kurii rzeka pieniędzy.
Za liczne oszustwa popeł-
nione przy uzyskiwaniu
i rozliczaniu dotacji sąd
skazał byłego dyrektora
diecezjalnego Radia Vic-
toria ks. Piotra Sipaka
na półtora roku pozbawie-
nia wolności w zawiesze-
niu, grzywnę oraz na dwu-
letni zakaz zajmowania
kierowniczych stanowisk
w jednostkach dotowanych
z kasy publicznej. Sipak
nie pojawił się na ogło-
szeniu wyroku, bo od kil-
ku miesięcy przebywa we
Włoszech, gdzie jest... admini-
stratorem parafii w Rapolano
Terme (diecezja Arezzo). Nową
pracę załatwił mu oczywiście Dziu-
ba. Ksiądz Franciszek A. był w die-
cezji łowickiej pierwszym po bisku-
pach (sprawował funkcję wikariu-
sza generalnego), gdy uciekł do An-
glii z pieniędzmi zebranymi od wier-
nych. Po powrocie sąd wymierzył
mu za całokształt dwa lata więzie-
nia w zawieszeniu na pięć i naka-
zał podjąć leczenie (w wybranym
ośrodku) z uzależnienia od hazar-
du. Choć okres próby upłynął do-
piero przed miesiącem, Dziuba już
półtora roku temu oddelegował księ-
dza A. do pracy na Ukrainie (w uro-
kliwej Odessie nad Morzem Czar-
nym). Do tejże Odessy wysłał rów-
nież na „misję” księdza Wincente-
go P. (po odsiedzeniu wyroku 3 lat
więzienia), który w Polsce zwabiał
na plebanię małych chłopców, na-
kłaniał ich do współżycia seksual-
nego i nagrywał te sceny na wideo,
aby móc rozpowszechniać je póź-
niej w internecie.
Również poprzednik Dziuby, 85-
letni dziś biskup senior Alojzy Or-
szulik, dokonywał cudów zręczno-
ści, aby prokuratura zamiotła
pod dywan sprawę ks. Wincentego.
Biskup koszalińsko-kołobrze-
ski Edward Dajczak (64 l.):
Poprzez milczenie i odwraca-
nie oczu od problemu ma na sumie-
niu współudział (razem ze swoimi
dwoma poprzednikami: abp. Hen-
rykiem Gołębiewskim oraz kard.
Kazimierzem Nyczem) w głośnej
aferze ks. Zbigniewa R., byłego
proboszcza parafii św. Wojciecha
w Kołobrzegu, skazanego za pedo-
filię na dwa lata bezwzględnego po-
zbawienia wolności. Dajczaka do-
datkowo obciąża sprawa ks. Rober-
ta Sz., pedofila internetowego, któ-
remu pomógł ukryć się na czas śledz-
twa w diecezji ełckiej. Jej ordyna-
riusz bp Jerzy Mazur dał podej-
rzanemu tzw. misję kanoniczną
do nauczania religii w Społecznym
Gimnazjum i Liceum Ogólnokształ-
cącym w Mikołajkach.
Metropolita katowicki abp
Wiktor Skworc (65 l.):
Będąc jeszcze biskupem tarnow-
skim chronił pedofila ks. Andrze-
ja S., który jako wikariusz i nauczy-
ciel religii w Szczawnicy udzielał
„korepetycji” z seksu 13-letniej
uczennicy. Przeniósł go na czas
śledztwa do parafii w G. nieopodal
Tarnowa i dał mu tam etat nauczy-
ciela religii w szkole podstawowej
oraz opiekę nad grupą małolatek
z Dziewczęcej Służby Maryjnej. Usta-
mi swojego rzecznika faszerował me-
dia informacjami o zesłaniu księ-
dza S. do zakonu i całkowitym od-
sunięciu go od duszpasterstwa, pod-
czas gdy na własne oczy widzieli-
śmy rzekomego banitę reprezentu-
jącego diecezję w mistrzostwach Pol-
ski księży w tenisie stołowym, jak
również przy ambonie. Już w Kato-
wicach Skworc „ułaskawił” ks. Mi-
chała M., byłego proboszcza z Pia-
sku koło Pszczyny, skazanego za mo-
lestowanie nieletnich na dwa lata
więzienia w zawieszeniu i objętego 5-
letnim zakazem pracy z dziećmi. Du-
chowny ten pracuje obecnie w pa-
rafii N. i otrzymał nominację na ar-
chidiecezjalnego duszpasterza pew-
nej wpływowej grupy społecznej.
Metropolita poznański abp
Stanisław Gądecki, zastępca prze-
wodniczącego Konferencji Episko-
patu (64 l.):
Załatwił schronienie i posadę mi-
sjonarza w Pnikucie (Ukraina) ks.
Mariuszowi G., który słuchał mu-
zyki, gdy w sąsiednim pokoju na ple-
banii jego partnerka rodziła mu sy-
na. Dopiero gdy dziecko przyszło
na świat martwe, duchowny ochrzcił
je, namaścił i wezwał pogotowie. Gą-
decki dogadał się z abp. Mieczysła-
wem Mokrzyckim (niegdyś osobi-
sty sekretarz papieża Jana Pawła II,
od 2008 r. szef archidiecezji lwow-
skiej), że ten przyjmie delikwenta
na jakiś czas, a później „się zoba-
czy”. Arcybiskup wziął też pod swo-
je skrzydła ks. Władysława Ł.,
byłego proboszcza z Lututowa
w diecezji kaliskiej, skazanego na
rok i 8 miesięcy pozbawienia wol-
ności w zawieszeniu i czteroletni za-
kaz nauczania religii za molestowa-
nie dwóch dziewczynek przygotowy-
wanych do pierwszej komunii. Ksiądz
Ł. pracuje obecnie w parafii B. nie-
opodal Śremu. Podczas ubiegłorocz-
nej wigilijnej pasterki Gądecki oskar-
żył ateistów i krytyków Kościoła o to,
że ich idee wykazują niemal bliź-
niacze „podobieństwo z programem
ideologów nazistowskich”.
Arcybiskup senior archidie-
cezji wrocławskiej Marian Gołę-
biewski (76 l.):
Na czas śledztwa
i procesu ewakuował
„swojego” pedofila ks.
Pawła K. do diecezji
bydgoskiej (za wiedzą
i zgodą jej ordynariusza
biskupa Jana Tyrawy).
Po wyroku (rok więzie-
nia w zawieszeniu) ks.
Paweł wrócił do Wrocła-
wia. Pracował kolejno
w kilku parafiach, osta-
tecznie osiadł – mając 42
lata – w Domu Księży
Emerytów. Niedawno
wpadł po raz kolejny, bo
obsługę luksusowego ho-
telu zaniepokoił pewien
stały bywalec, który ilekroć tam za-
mieszkał, zawsze przyjmował wizy-
ty kilkunastoletnich z wyglądu chłop-
ców. Podobno na sesje zdjęciowe...
Z dobrze poinformowanych źró-
deł wiemy, że ks. Paweł K. był
m.in. stałym „zaopatrzeniowcem”
jednego z emerytowanych kardy-
nałów. Ksiądz Marek K. jako pro-
boszcz parafii w Przewornie usiło-
wał w zakrystii kościoła doprowa-
dzić 14-letniego ministranta do
„poddania się innej czynności sek-
sualnej”, co faktycznie polegało
na próbie onanizowania chłopca.
Podczas przeszukania plebanii
w komputerze księdza zabezpieczo-
no ponad 240 filmów i zdjęć por-
nograficznych, których treść ewi-
dentnie świadczyła o upodobaniach
do seksu męsko-chłopięcego. Do-
stał dwa lata więzienia w zawiesze-
niu na pięć oraz zakaz pracy z dzieć-
mi. Po upływie sądowego okresu
próby arcybiskup chciał mu dać
na otarcie łez probostwo, ale wobec
ostrego protestu wiernych ksiądz K.
osiadł ostatecznie na etacie rezy-
denta w G. Zwieńczeniem karie-
ry Gołębiewskiego (odszedł na
emeryturę w maju 2013 r.) stała
się afera pedofilska z udzia-
łem o. Huberta S., wicedy-
rektora Metropolitalnego Stu-
dium Organistowskiego we Wro-
cławiu, oskarżonego przez prokura-
turę (sprawa w toku) o molestowa-
nie wychowanków Domu
Dziecka.
Biskup zamojsko-lu-
baczowski Marian Rojek
(58 l.):
Choć Sąd Rejonowy
Lublin-Zachód uznał
księdza profesora Sta-
nisława Tymosza, pla-
giatora recydywistę,
za winnego (z warun-
kowym umorzeniem
sprawy), a Katolicki Uniwersytet Lu-
belski rozwiązał z nim umowę o pra-
cę, duchowny ten wciąż zajmuje
u Rojka stanowisko sędziego diece-
zjalnego Sądu Biskupiego, wymaga-
jące – jak się okazuje, tylko teore-
tycznie – moralnej nieskazitelno-
ści. Przy okazji badania działalno-
ści Tymosza wyszło na jaw, że jego
wspólnikiem przy jednym z wyjąt-
kowo bezwstydnych plagiatów był
ks. Janusz Granda, proboszcz pa-
rafii w Nieledwi i nauczyciel religii
w miejscowej szkole podstawowej.
Granda też jest sędzią.
Biskup pelpliński Ryszard
Kasyna (56 l.):
Serią naszych ubiegłorocznych
publikacji opartych na nagraniach
rozmów telefonicznych pokazaliśmy,
jak pewien proboszcz (w randze ka-
nonika) łowi na seks 16-letniego li-
cealistę. Ze względu na obscenicz-
ność wypowiedzi duchownego z tru-
dem wybraliśmy nadające się do cy-
towania fragmenty, a wiele miejsc
musieliśmy pozostawić wykropko-
wanych. Przykładowo: „Ty musisz
być pięknym chłopcem. W orgazmie,
jak ci stoi. Jak jesteś podkręcony,
podniecony i ci stoi, to musi być
niesamowite! Jesteś taki namiętny
i gorący... Chyba tobie Maciuś kie-
dyś wyznam, że cię kocham. Chciał-
bym cię teraz pocałować i być z to-
bą w łóżeczku, żebyśmy się tak przy-
tulili mocno. A później (...)”. Choć
nie podaliśmy żadnych bliższych da-
nych pozwalających na identyfika-
cję kapłana ani nawet pierwszej li-
tery miejscowości, w której rezydo-
wał, parafianie z B. natychmiast zo-
rientowali się, że chodzi o tamtej-
szego proboszcza, doskonale im zna-
nego (także kurii z systematycznych
skarg mieszkańców wsi) ze skłon-
ności do nastolatków. Na skutek
gwałtownych wystąpień wiernych
z B. Kasyna przeniósł amatora chło-
pięcych wdzięków na probostwo pa-
rafii w Z. Heteroseksualny ks.
Krzysztof Sz., były wikariusz
z Czerska odwołany na „urlop zdro-
wotny” po skonsumowanym roman-
sie z 15-letnią gimnazjalistką, wylą-
dował w diecezji Innsbruck (Au-
stria). Jest wikariuszem w tyrolskim
miasteczku Volders.
Na moralne kon-
to biskupa należy
zapisać tragiczną
śmierć 22-letnie-
go Dawida trafio-
nego „czołowo”
przez notorycznie
pijanego za kierownicą ks. Wie-
sława M., proboszcza z Chojnic,
u którego Kasyna bankietował (przy
okazji bierzmowania) w przeddzień
tragedii.
Biskup drohiczyński Antoni
Dydycz (75 l.):
Zanim jeszcze sąd w Siedlcach
skazał ks. Jacka W., kapelana sióstr
benedyktynek w Drohiczynie, na rok
więzienia w zawieszeniu na trzy la-
ta za molestowanie 15-latki, Dydycz
odwodził matkę dziewczyny od
wywoływania rozgłosu, przekonując
ją, że „skruszony ksiądz jest na dro-
dze nawrócenia”. W tzw. ostatnim
słowie „nawrócony” domagał się
uniewinnienia, twierdząc, że padł
ofiarą spisku.
Metropolita częstochowski
abp Wacław Depo (60 l.):
Dekretem z 20 czerwca udzielił
rocznego wypoczynku ks. Piotrowi
F. (43 l.) z poleceniem ukrycia się
w domu rodzinnym (miasteczko B.
w diecezji tarnowskiej). Ksiądz Piotr
był wikariuszem i nauczycielem re-
ligii w katolickim gimnazjum św. Jó-
zefa. W połowie czerwca, tuż po po-
wrocie ze szkolnej wycieczki do
Włoch, poprosił szefa o natychmia-
stowy urlop zdrowotny. Ponieważ
przyczyną nagłej zapaści był seks
z uczennicą drugiej klasy gimna-
zjum, arcybiskup okazał wyrozumia-
łość i nie zawiadomił prokuratury
ani nie skierował podwładnego na
rekolekcje do klasztoru o zaostrzo-
nym rygorze. Gdy Depo był jesz-
cze ordynariuszem diecezji zamoj-
sko-lubaczowskiej, ocalił skórę ks.
Stanisławowi G. – proboszczowi
z M. oskarżanemu o popełnienie
„innej czynności seksualnej” wo-
bec 13-letniego chłopca.
Biskup opolski Andrzej Cza-
ja (60 l.):
Byłego proboszcza parafii w Jar-
nołtówku ks. Zbigniewa P., skaza-
nego przez sąd w Prudniku na rok
więzienia w zawieszeniu na trzy la-
ta za to, że sprowadzał sobie chłop-
ców w wieku 11–13 lat z Domu
Dziecka i „całował ich w usta, ob-
macywał po udach, pośladkach oraz
narządach płciowych, a jednego
z nich onanizował”, mianował ka-
pelanem diecezjalnego ośrodka Ca-
ritasu w S.
Biskup siedlecki Zbigniew
Kiernikowski (67 l.):
Po aresztowaniu swojego pod-
władnego ks. Zbigniewa Sz. (były
proboszcz w Połoskach) złożył za nie-
go osobiste poręczenie, domagając
się od sądu, żeby „uszanować god-
ność kapłańską księdza”, aby „nad-
chodzące święta pozwoliły mu za-
stanowić się nad jego losem” nie w ja-
kiejś zapchlonej celi, lecz „w domu
parafialnym”. Po odbyciu kary
dwóch lat więzienia za „wielokrot-
ne doprowadzenie pięciu nielet-
nich uczennic szkoły podstawo-
wej do poddania się czynnościom
seksualnym” Kiernikowski mia-
nował ks. Zbigniewa wikariu-
szem w Huszlewie, a obecnie
pracuje on we wsi O.
Za tydzień ciąg dalszy, bo
w kolejce do naszego „konfesjona-
łu” oczekują jeszcze: Sławoj Le-
szek Głódź (Gdańsk), Stefan Ci-
chy (Legnica), Janusz Stepnow-
ski ze swoim poprzednikiem Sta-
nisławem Stefankiem (Łomża),
Jerzy Mazur (Ełk), Grzegorz Ka-
szak (Sosnowiec), Stefan Regmunt
(Zielona Góra), Henryk Hoser
(Warszawa-Praga), Jan Tyrawa
(Bydgoszcz) i najważniejszy z nich
– Józef Michalik (Przemyśl).
ANNA TARCZYŃSKA
Biskup Kasyna
Biskup Kiernikowski
Nr 43 (712) 25–30 X 2013 r.1100 POD PARAGRAFEM
O
d ponad trzech lat społe-
czeństwo jest zadręczane
rozważaniami nad przyczy-
ną katastrofy rządowego samo-
lotu w Smoleńsku. Niedługo drę-
czenie niewierzących w „zbrod-
nię smoleńską” może się prze-
nieść także do więzień.
W ciągu tych lat katastrofie smo-
leńskiej poświęcono kilkanaście fil-
mów (wśród nich są takie osiągnię-
cia kinematografii jak „Solidar-
ni 2010” czy „Mgła”), trzy spekta-
kle teatralne, kilkanaście książek,
wiele pomników. Środowisko PiS-
-u domagało się nawet upstrzenia
tego rodzaju pomnikiem historycz-
nego Traktu Królewskiego w War-
szawie, głośno wykrzykując, że tyl-
ko to miejsce jest godne takiego mo-
numentu. Niemal codziennie utrzy-
mywana z naszych kieszeni partia
polityczna zadręcza obywateli nowy-
mi rewelacjami, narzekaniami, oskar-
żeniami, życzeniami i skandalami
związanymi ze Smoleńskiem. W par-
lamencie działa też skupiający 102
posłów i senatorów Zespół ds. Zba-
dania Przyczyn Katastrofy Tu-154
z 10 kwietnia 2010 r., który zebrał
się za nasze pieniądze już 47 razy
pod przewodnictwem niezawodne-
go Antoniego Macierewicza (to ta-
ki Pan, który twierdził na przykład,
że kilka osób przeżyło katastrofę).
Pochówki ofiar wypadku odbyły
się na koszt podatnika, a towarzyszy-
ła im żałoba narodowa. Na koszt po-
datników sprowadzano również ciała
ofiar do Polski. Całe społeczeństwo
opłaciło koszty działań medyków
sądowych. Rodzinom ofiar wypłaco-
no także – w sumie – wielomiliono-
we kwoty, w tym 67,5 miliona zło-
tych z pieniędzy podatników. Nie-
zależnie od tego niektórzy otrzy-
mali również odszkodowania od to-
warzystw ubezpieczeniowych – na
przykład Marta Kaczyńska, która
przytuliła 3 mln zł odszkodowania
z polisy… sfinansowanej z pieniędzy
podatników. Zgłaszane są przy tym
dalsze roszczenia, które mają zaspo-
koić społeczeństwo. Wiadomo nato-
miast, że ofiary wypadków drogo-
wych w Polsce – na ogół ich przy-
czyny leżą w fatalnym stanie publicz-
nych dróg, co określa się kłamliwie
„niedostosowaniem prędkości do wa-
runków panujących na drodze” – nie
mogą liczyć na taką hojność z pu-
blicznej kasy.
Ogromne zapewne kwoty, cho-
ciaż nigdy nie zostały policzone, po-
chłonęły działania polskiej prokura-
tury, Państwowej Komisji Badania
Wypadków Lotniczych, a także in-
nych służb wyjaśniających „tajem-
nicę” katastrofy smoleńskiej. Wyda-
je mi się to marnowaniem publicz-
nych środków – przyczyny są bowiem
dość jasne: walnęli w drzewo i spa-
dli, bo pilot czuł się zobligowany
do próby lądowania we mgle, gdyż
wiedział z doświadczenia, że w prze-
ciwnym razie wywoła niezadowole-
nie prezydenta znanego z obrażal-
stwa i innych humorów. Zawracanie
głowy nieustannym dociekaniem, cóż
się takiego stało w Smoleńsku, jest
zwykłym wyrzucaniem naszych pie-
niędzy w błoto. Podkreślmy – na-
szych pieniędzy, a nie pana Macie-
rewicza et consortes.
Podsumowując, grupa obrotnych
polityków, chcących wylansować się
na wypadku lotniczym i jeszcze pa-
rę lat doić podatnika w ramach
otrzymywanych wynagrodzeń posel-
skich, od kilku lat zmusza polskie
społeczeństwo do zainteresowania
wydarzeniem niespecjalnie tragicz-
nym dla większości Polaków, za to
nad wyraz kosztownym. Wydarze-
nie to było niewątpliwym dramatem
dla rodzin ofiar wypadku. Polacy
naprawdę mają jednak poważniej-
sze, a przede wszystkim bieżące pro-
blemy. Wysiłkom m.in. tych polity-
ków, którzy zginęli w smoleńskim
wypadku lotniczym, Polacy zawdzię-
czają bowiem brak pracy, niskie za-
robki, rozwarstwienie dochodów, ob-
umarcie systemu opieki społecz-
nej, niskie emerytury, fatalną opie-
kę zdrowotną, zdechłą edukację,
zniszczone środowisko naturalne,
brak mieszkań itd. Uważam więc,
że jest grubą nieprzyzwoitością cią-
głe zawracanie nam głowy katastro-
fą smoleńską w sytuacji, w której 4–5
tysięcy Polaków każdego roku po-
pełnia samobójstwa, bowiem bar-
dzo często są umęczeni ponad wszel-
ką miarę obrzydliwością życia w pań-
stwie ulepionym językami zmarłych
w katastrofie polityków.
A dlaczego o tym wszystkim pi-
szę? W Sejmie znajduje się PiS-owski
projekt idiotycznej ustawy, która ma
wprowadzić karalność oskarżania
o udział w masowych zbrodniach
„polskich, niepodległościowych, nie-
komunistycznych, podziemnych for-
macji i organizacji Polskiego Państwa
Podziemnego”. Zapewne chodzi o to,
żeby kara 5 lat więzienia groziła
na przykład za mówienie o tym, iż
oddziały majora Kurasia mordo-
wały Żydów. Pomysł karania ludzi
za ogłaszanie wyników badań histo-
rycznych mógł się zrodzić tylko w gło-
wach posłów tak zwanego Prawa
i Sprawiedliwości. Nie mam wątpli-
wości, że PiS – uskrzydlony niechyb-
ną wygraną w kolejnych wyborach
– nie poprzestanie na karaniu za po-
dawanie do publicznej wiadomości,
że wśród działaczy podziemia byli
najobrzydliwsi degeneraci. Myślę,
że PiS zaproponuje również kary
za ujawnianie, iż na przykład w Sza-
rych Szeregach byli geje, a Konop-
nicka była lesbijką, jak również
za oczywiste kłamstwo, że Polska
pod rządami PiS-u nie jest najwięk-
szą potęgą gospodarczą w historii
ludzkości. Kary będą też grozić za gło-
szenie, że Wojtyła pieczętował swo-
ją watykańską władzą machinę kry-
cia pedofilów w sutannach, jak rów-
nież za oczywiste łgarstwo, że Anna
Fotyga nie wygrała wyborów „Miss
Gracja” na konkursie „Miss World”
w 2003 r. Idąc tą samą drogą, PiS
wprowadzi również kary za ogłasza-
nie, że katastrofy smoleńskiej nie wy-
wołał Donald Tusk, który osobi-
ście utykał martwe kaczki z hodow-
li Putina w silnikach samolotu. PiS
będzie ścigać także tych, którzy choć
raz w miesiącu nie rzucą się publicz-
nie na ziemię, aby donośnie łkać
(niczym Elżbieta Jakubiak w tele-
wizjach informacyjnych po 10 kwiet-
nia 2010 r.) po śmierci wybitnych mę-
żów stanu, takich jak Kaczyński,
Wassermann i Gosiewski.
Cieszmy się więc tym, że może-
my sobie ponarzekać na upierdli-
we marudzenie o Smoleńsku. Już
niedługo pójdziemy za to siedzieć.
JERZY DOLNICKI
MMóówwmmyy,, ddooppóókkii mmoożżeemmyy
CO W PRAWIE PISZCZY
P
rzyjęte w ekspresowym tempie za-
łożenia do ustawy o odwróconym
kredycie hipotecznym oraz dożywot-
niej rencie – zamiast pomagać biednym
– rozpieszczają bogatych.
Przedstawiciele Ministerstwa Finansów i Mi-
nisterstwa Budownictwa dowodzą, że oba roz-
wiązania mają na celu pomoc emerytom oraz
rencistom. Według założeń odwróconej hipo-
teki w zamian za przekazanie własności swo-
jego mieszkania na rzecz banku mogą oni otrzy-
mywać jednorazowo lub co miesiąc świadcze-
nie pieniężne. Po śmierci klienta bank wystą-
pi do jego spadkobierców o spłatę wypłacanych
pieniędzy. Jeśli odmówią, wówczas przejmie,
a później sprzeda mieszkanie, a ewentualną
nadwyżkę odda spadkobiercom.
Na papierze wygląda to całkiem atrakcyj-
nie. Niestety, w Polsce ze względu na prawną
anarchię jest to narzędzie do taniego przej-
mowania domów i mieszkań. Finansiści bo-
wiem za podstawę wypłaty dodatkowego
świadczenia przyjmują jedynie… połowę
wartości nieruchomości, którą mają prze-
jąć. Pomniejszają ją także liczne opłaty zwią-
zane z obsługą odwróconej hipoteki i wypła-
canych pieniędzy.
W większości państw europejskich takie
transakcje (a w istocie ich beneficjenci) są szcze-
gólnie chronione, a instytucje finansowe ofe-
rujące podobne usługi podlegają ścisłemu nad-
zorowi. Ważność każdej umowy sprawdza sąd.
Takie regulacje obowiązują nawet w Albanii.
Inaczej jest w Polsce...
Wiosną tego roku posłowie lewicy przygo-
towali projekt ustawy o odwróconej hipotece
i rencie dożywotniej. Został on ciepło przyjęty
przez ekspertów oraz sam rząd. Jako jeden z nie-
licznych projektów przygotowanych przez opo-
zycję trafił do dalszych prac w Komisji Finan-
sów Publicznych. Niestety, po krótkim czasie,
ekipa premiera Donalda Tuska przestała go
wspierać, bo do Sejmu ma niebawem trafić
projekt rozwiązań odwróconej hipoteki i ren-
ty dożywotniej autorstwa Platformy Obywatel-
skiej. Znamy już jego założenia: rząd – zamiast
chronić interesy emerytów – zajął się wsparciem
instytucji finansowych. Szokuje na przykład
faktyczne zwolnienie banku z obowiązku do-
starczenia klientowi wszystkich niezbędnych in-
formacji dotyczących odwróconej hipoteki. We-
dług projektu PO wystarczy odwołanie do ogól-
nych warunków umowy.
Dotychczasowe doświadczenia ze stosowa-
nia tej praktyki wskazują, że bankowcy ukrywa-
ją w ogólnych warunkach liczne niekorzystne
dla klienta rozwiązania. Ponadto rząd nie wy-
raził zgody na wprowadzenie klauzuli zakazu-
jącej wymuszania przez bank na kliencie za-
warcia dodatkowych, często zbędnych umów.
Można się więc spodziewać stosowania najróż-
niejszych sztuczek, aby wepchnąć emerytowi za-
kup rozmaitych polis ubezpieczeniowych czy zgo-
dy na reinwestowanie środków z kredytu w ra-
mach powiązanych z bankiem funduszy inwe-
stycyjnych, co będzie niewątpliwie kosztownym
rozwiązaniem. Autorzy projektu pominęli także
kwestię powszechnej praktyki sprzedaży przez
banki kredytów hipotecznych funduszom inwe-
stycyjnym. Jedynym pozytywnym elementem rzą-
dowej propozycji jest zakaz udzielania odwró-
conej hipoteki w obcych walutach. Dzięki ta-
kiemu rozwiązaniu emeryci nie będą narażeni
na gwałtowne zmiany kursu walut.
Obok odwróconego kredytu hipotecznego
rząd przedstawił propozycję wypłacania doży-
wotniej renty. Inicjatorem tej regulacji jest
minister gospodarki Janusz Piechociński. Cho-
dzi o automatyczne, zaraz po podpisaniu umo-
wy, przeniesienie własności nieruchomości
na rzecz prywatnego funduszu w zamian za obiet-
nicę wypłaty świadczenia. Emeryt miałby przy tym
prawo mieszkać w mieszkaniu aż do śmierci.
Wysokość świadczeń będzie leżeć w wyłącznej
kompetencji funduszy. Posłanka SLD Krysty-
na Łybacka trafnie zauważyła, że „dla firm wy-
płacających renty dożywotnie dobry klient to ta-
ki, który żyje krótko”, więc wypłacanie mu wy-
sokiej renty, dzięki której teoretycznie mógłby
dłużej żyć, będzie nieopłacalne.
Interesy finansistów zabezpieczają także
dwie inne sztandarowe propozycje rządu. Pierw-
sza to skup przez Bank Gospodarstwa Kra-
jowego niesprzedających się nowych miesz-
kań. Samorządy mają się następnie zająć ich
(komercyjnym!) wynajmem, a środki z czynszu
przekazać na pokrycie kosztów utrzymania lo-
kali oraz zapłatę rat na rzecz BGK. Te drogie
czynszówki mają według rządu zaspokoić po-
pyt na tanie mieszkania pod wynajem. Koszt
nabycia takich mieszkań szacuje się na ponad
4 miliardy złotych i będzie to z pewnością cu-
downy prezent dla deweloperów.
Kolejnym flagowym projektem koalicji PO
i PSL jest „Mieszkanie dla Młodych” („FiM”
6/2013). Według Polskiej Rady Architektury
promuje on bardzo niebezpieczne zjawisko roz-
lewania się miast poprzez intensywną zabudo-
wę ich peryferyjnych dzielnic. Są one zalesio-
ne, pełnią rolę „płuc” centrów aglomeracji. Wi-
ceminister budownictwa Piotr Styczeń uważa
natomiast, że to doskonałe tereny budowlane.
Do deweloperów stawiających tam nowe miesz-
kania ma trafić połowa z ponad 3,5 miliarda
złotych zarezerwowanych przez państwo na la-
ta 2014–2018 na realizację programu „MdM”.
Pozostałą część otrzymają banki. Ekonomiści
budownictwa skupieni wokół Kongresu Ruchów
Miejskich Polska twierdzą, że nasz kraj jest je-
dynym państwem w Unii dotującym w takiej
skali sprzedaż mieszkań na kredyt hipoteczny.
A przecież ten sam efekt można osiągnąć
za znacznie niższą cenę. Ot, choćby wspierając
budowę lokali socjalnych oraz na tani wynajem.
Takie rozwiązania z powodzeniem od ponad 60
lat stosują władze Niemiec. Poza tym program
„Mieszkanie dla Młodych” obejmuje dofinan-
sowania wyłącznie na rynku pierwotnym, a na ta-
ki stać niewiele osób, więc zamiast owym mło-
dym rząd pomaga deweloperom, którzy nie są
w stanie sprzedać swoich drogich lokali.
ŁUKASZ LIPIŃSKI
MICHAŁ CHARZYŃSKI
ZZaammaacchh nnaa mmiieesszzkkaanniiaaZZaammaacchh nnaa mmiieesszzkkaanniiaa
Nr 43 (712) 25–30 X 2013 r. 1111PATRZYMY IM NA RĘCE
Od 2005 r. rośnie liczba rodza-
jów polskich służb specjalnych. Plat-
forma Obywatelska obiecała w 2007
roku przerwanie tego procederu, ale
skończyło się na obietnicach. Spec-
służby stały się na trwałe państwem
w państwie. Kontrola nad nimi ze
strony parlamentu, rządu, sądów
i prokuratury jest fikcją. Do takich
wniosków można dojść po lekturze
ostatnich raportów NIK, Eurostatu
(Urząd Statystyczny UE) oraz or-
ganizacji monitorujących ochronę
prywatności. Tym bardziej rząd ma
gdzieś fakt, iż rozrasta się także im-
perium informacyjne Kościoła rzym-
skokatolickiego. Jego instytucje bez
żadnej kontroli gromadzą i przetwa-
rzają informacje o milionach oby-
wateli. Rząd olewa też masową in-
wigilację obywateli Polski przez ob-
ce służby.
Dziurawe prawo
Jedną z przyczyn tego stanu rze-
czy jest dziurawe prawo. Otóż
w kwietniu 1997 roku koalicja ów-
czesnej SdRP, PSL i Unii Wolno-
ści wyłączyła spod nadzoru Gene-
ralnego Inspektora Ochrony Danych
Osobowych między innymi informa-
cje zbierane przez specsłużby oraz
Kościół katolicki. Sens tej decyzji
do dzisiaj budzi poważne wątpli-
wości prawne i polityczne. Przypo-
mnijmy, że stało się to zaledwie pół-
tora roku po prowokacji ówczesne-
go Urzędu Ochrony Państwa wy-
mierzonej w lewicowego premiera
Józefa Oleksego, czyli po wybuchu
tzw. afery Olina. Wywołał ją ówcze-
sny szef MSW Andrzej Milczanow-
ski, który dzień przed podaniem się
do dymisji oskarżył z mównicy sej-
mowej polityka SdRP o współpra-
cę z rezydentami rosyjskich służb
specjalnych w Polsce.
Od wiosny 1996 roku premier był
non stop podsłuchiwany i śledzony.
Jako podstawę do wszczęcia tej bez-
precedensowej akcji szefowie służb
podali „pozyskanie wiarygodnej infor-
macji o jego współpracy z rosyjskim,
a wcześniej radzieckim wywiadem”.
Po latach okazało się, że była to plot-
ka rozpowszechniana przez jednego
z dyplomatów Federacji Rosyjskiej.
Nie została ona w żaden sposób po-
twierdzona. Badając tę sprawę, pro-
kuratura znalazła także ślady prowo-
kacji UOP z lat 1990–1993, wymie-
rzonej w Aleksandra Kwaśniew-
skiego i Leszka Millera. Obaj po-
litycy byli śledzeni, a w ich biurach
i mieszkaniach założono podsłuchy.
Operacja oczywiście była niele-
galna.
Z analiz doktora Wojciecha Wie-
wiórowskiego (od 25 czerwca 2010
roku pełni funkcję generalnego in-
spektora ochrony danych osobowych)
wynika, że Polska jest ewenementem
w Europie, jeżeli chodzi o faktycz-
ny brak kontroli sądów i parlamentu
nad działaniami tajnych służb oraz
nad zebranymi przez nie informacja-
mi. Przekonali się o tym także dzien-
nikarze prasowi i telewizyjni inwigilo-
wani przez CBA w latach 2007–2009.
Sytuację krytykował wielokrotnie Eu-
ropejski Trybunał Praw Człowieka
w Strasburgu.
O tym, że sprawa jest po-
ważna, mogą świadczyć
dane zebrane przez
NIK i Helsińską
Fundację Praw
Człowieka.
Otóż od
2005 roku
obserwujemy rosnącą liczbę podsłu-
chów zakładanych przez służby. Licz-
ba tych zakładanych na więcej niż
7 dni wynosi rocznie 4–6 tysięcy.
Krótsze nie podlegają żadnej ewi-
dencji. Rozmaite służby na masową
skalę proszą firmy telekomunikacyj-
ne i internetowe o dane abonentów,
m.in. o wskazanie, kto jest użytkow-
nikiem danego numeru i adresu e-
-mail, z jakim numerem się łączył,
od kogo odbierał połączenie, do ko-
go wysyłał SMS-a, od kogo go ode-
brał, a także kiedy i z jakiej stacji
bazowej korzystał. Ta ostatnia in-
formacja pozwala na bardzo precy-
zyjne określenie miejsca pobytu abo-
nenta. Obrońcy służb dowodzą, że
zakładają one podsłuchy i proszą
o billingi tylko wtedy, kiedy to na-
prawdę jest to niezbędne. Przeczą
temu dane statyczne. Wynika z nich,
że ABW, Policja, CBA, Straż Gra-
niczna, Służba Celna, Wywiad Skar-
bowy łącznie przeglądają około
2 milionów billingów oraz informa-
cji, gdzie znajdował się wskazany
przez nie abonent. Zdaniem NIK
obowiązujące regulacje „nasuwają
wątpliwości co do współmierności sto-
sowanych ograniczeń praw i wolno-
ści obywatelskich (to jest kontroli
rozmów – przyp. red.) z zasadami
określonymi w Konstytucji RP”. Szef
NIK Krzysztof Kwiatkowski (do la-
ta tego roku jeden z wpływowych
polityków PO) zwraca także uwagę,
że „obowiązujący system zbierania
informacji o zakresie wykorzystania
przez organy państwa danych z bi-
llingów, informacji o lokalizacji oraz
innych danych (…) telekomunika-
cyjnych nie pozwala na określenie
rzeczywistej liczby dokonywanych
sprawdzeń. Brak jest również mecha-
nizmów kontroli o charakterze ze-
wnętrznym, które pozwoliłyby na we-
ryfikację zakresu wykorzystywania da-
nych telekomunikacyjnych przez
uprawnione podmioty, a w szczegól-
ności zasadności ich pozyskiwania
i przetwarzania”.
Sytuacji nie naprawi projektowa-
na specjalna komisja złożona z sę-
dziów i prokuratorów. Nie będzie ona
miała bowiem prawa do badania ar-
chiwów służb ani kontroli nad pro-
cesem niszczenia zbędnych akt.
Kościół jak specsłużba
Na masową skalę nasze dane
gromadzi także Kościół katolicki.
Odpowiednie przepisy zostały fatal-
nie zredagowane, co pozwoliło ko-
lejnym generalnym inspektorom
ochrony danych osobowych skutecz-
nie uchylać się na przykład od prze-
prowadzenia na wniosek byłych ka-
tolików kontroli parafialnych karto-
tek. Wykorzystywali to proboszczo-
wie, którzy bezkarnie je sprzedawa-
li (parokrotnie informowali nas
o tym Czytelnicy „FiM”, ale nie zde-
cydowali się na pozwanie księży).
Nic dziwnego – oprócz adresu za-
wierają one wiele trudnych do zdo-
bycia w oficjalny sposób informacji
o historii rodziny, finansach, orien-
tacji seksualnej, stanie majątkowym,
a nawet o poglądach politycznych
i relacjach towarzyskich. Firmy re-
klamowe i przedsiębiorstwa zajmu-
jące się marketingiem bezpośred-
nim mogą za ich pośrednictwem
tworzyć bardzo precyzyjne dodatko-
we bazy danych. Z badań profeso-
ra prawa Uniwersytetu w Oksfor-
dzie i Cambridge Dawida Erdosa
wynika, że z takiej usługi coraz czę-
ściej korzystają banki i towarzystwa
ubezpieczeniowe. Pod pozorem in-
dywidualnego dopasowania umowy
rachunku lub polisy nakładają
na część klientów dodatkowe ukry-
te opłaty i dopłaty. Finansiści tłu-
maczą, że chodzi na przykład o mi-
nimalizowanie kłopotów, jakie na
bank może ściągnąć nadmiernie za-
dłużony klient z nadwagą, ze wzglę-
du na zwiększone ryzyko przedwcze-
snej śmierci, pochodzący z ubogiej
rodziny czy też często zmieniający
partnerki...
Obok racjonalistów na problem
kościelnych baz danych zwracał uwa-
gę od wiosny 2010 roku wspo-
mniany już dr Wojciech
Wiewiórowski.
W przedkładanych Sejmowi spra-
wozdaniach prosił parlament o pil-
ne kompleksowe uregulowanie kwe-
stii sposobu występowania z kościo-
łów i związków wyznaniowych. Na
apel GIODO odpowiedzieli posło-
wie Twojego Ruchu, składając wio-
sną 2012 r. odpowiednie projekty
ustaw. Konferencja Episkopatu Pol-
ski zażądała ich odrzucenia.
Zaraza idzie z USA
Dowodem na lekceważenie przez
rząd kwestii ochrony prywatności jest
sprawa podsłuchiwania naszych oby-
wateli przez amerykańskie specsłuż-
by. Inaczej zachowali się unijni ko-
misarze i politycy wielu państw UE,
którzy zażądali od władz USA in-
formacji o zakresie kontroli przez
amerykańskie agendy treści e-ma-
ili, SMS-ów wysyłanych przez oby-
wateli państw Unii. Taką praktykę
ujawnił w czerwcu tego roku
Edward Snowden. Był on konsul-
tantem NSA – Agencji Bezpieczeń-
stwa Narodowego, jednej z najbar-
dziej tajnych agend amerykańskich.
Do wiosny 1975 r. żaden rządowy
informator nie potwierdzał jej ist-
nienia. Wtedy to specjalna komisja
Kongresu USA ds. podsłuchiwania
Martina Luthera Kinga jra, ak-
torki Jane Fondy oraz pediatry Ben-
jamina Spocka odkryła dziwne ra-
chunki za prąd zużywany przez sta-
cje nasłuchowe FBI. Na nich jako
płatnik figurowała NSA. Poprosili
więc o informacje o tej agendzie.
Od ówczesnego prezydenta Gerar-
da Forda dowiedzieli się, że to taj-
na agencja zajmująca się kryptolo-
gią (nauka o szyfrowaniu). W rze-
czywistości jest to największa na świe-
cie firma zajmująca się podsłucha-
mi i przechwytywaniem korespon-
dencji (obecnie głównie e-mailowej).
W 2001 roku po ataku na WTC
otrzymała ona prawo do pobiera-
nia bez żadnych ograniczeń danych
dowolnego cudzoziemca z portali
społecznościowych (np. Nasza Kla-
sa, Facebook), komunikatorów in-
ternetowych (np. Gadu-Gadu) czy
prywatnych kont wyszukiwarki Go-
ogle. Takiej inwigilacji poddani są
także Polacy. Regulacja ta miała
obowiązywać tylko trzy lata. W 2004
roku kongresmeni bezterminowo
przedłużyli uprawnienia NSA. Do ich
realizacji agencja wykorzystuje spe-
cjalny program komputerowy o na-
zwie PRISM. Umożliwia on auto-
matyczne przeglądanie po słowach
kluczowych jednocześnie milionów
e-maili, SMS-ów oraz wyszukiwa-
nych przez internautów haseł.
Z badań specjalistów od krymi-
nalistyki wynika, że NSA
przyjęła najmniej efektyw-
ny sposób namierzania
ewentualnych przestępców. Anali-
za miliardów danych wymaga wiel-
kich sił i pieniędzy. Zdaniem izra-
elskiego profesora Omera Tene
Amerykanie szukają igły w stogu sia-
na. Prowadzi to do przyjęcia zało-
żenia, że wszyscy są dla nich podej-
rzani. W jego opinii to Europejczy-
cy przyjęli znacznie lepszy system.
Wyszukują bowiem danych o kon-
kretnych podejrzanych.
Postępowania w sprawie amery-
kańskich działań wszczęły rządy Nie-
miec, Francji, Portugalii i Słowacji.
Kilka dni temu prezydent Francji
zadzwonił osobiście do prezydenta
z Obamy z protestami i żądaniem
wyjaśnień, a wcześniej Paryż wezwał
na dywanik ambasadora USA.
W Polsce na wniosek rzecznika praw
obywatelskich profesor prawa Ire-
ny Lipowicz sprawę bada prokura-
tor generalny Andrzej Seremet.
Polski rząd nie wykazuje zainte-
resowania sprawą. Być może jed-
ną z przyczyn jest to, że w jed-
nej z peryferyjnych dzielnic War-
szawy działa europejska stacja
nasłuchowa NSA. Według inter-
nautów w pobliżu amerykańskiej ba-
zy nie działają telefony komórko-
we i są problemy z odbiorem na-
ziemnej telewizji cyfrowej. Inni zaś
twierdzą, że przyczyną niemrawej
reakcji polskiego rządu jest umowa
robocza pomiędzy CIA a ABW.
Na jej podstawie polskie służby ja-
koby przekazują NSA dane polskich
obywateli. MiC
Polska bije europejskie rekordy, jeżeli chodzi
o stosowanie przez służby specjalne podsłuchów
i podglądów oraz pobieranie billingów.
MMaanniiaaccyy ppooddssłłuucchhóóww
Nr 43 (712) 25–30 X 2013 r.1122 POD PARAGRAFEM
W lipcu tego roku premier ogło-
sił, że w budżecie naszego kraju bra-
kuje 51 mld zł. W związku z tym
zapowiedział, że cięć można się spo-
dziewać w każdym resorcie. Nieste-
ty, oszczędności w poszczególnych
ministerstwach dotkną przede wszyst-
kim obywateli, a nie urzędników, bo-
wiem ci drudzy nie dość, że nic nie
stracą, to jeszcze jak zwykle dosta-
ną obfite premie i nagrody, które co
roku przyznają im ich przełożeni
za rzekomo „wybitne osiągnięcia”.
Niestety, nie udało nam się ustalić,
czym się szacowne grono resorto-
wych biurokratów nadzwyczajnie wy-
kazało. Wiemy natomiast, jakie przy-
znano im nagrody. Przez pierwsze 6
miesięcy 2013 r. rząd wypłacił swo-
im urzędnikom prawie 22 mln zł pre-
mii. Dokładniejsze dane o premiach
mamy za rok ubiegły, kiedy przecież
też była wielka dziura budżetowa.
Nie przeszkodziło to Tuskowi w spre-
zentowaniu swoim, niewątpliwie wy-
borcom PO, prawie 90 mln zł.
Ministerstwo Finansów
Dla członków gabinetu politycz-
nego ministra finansów oraz innych
ministerstw tworzony jest specjalny
fundusz w wysokości 3 proc. plano-
wanych wynagrodzeń osobowych
z przeznaczeniem na nagrody
za szczególne osiągnięcia w pracy
zawodowej, który może być podwyż-
szany przez kierowników urzędów
lub jednostek w ramach posiadanych
środków na wynagrodzenia. Te
3 proc. to absolutne minimum, więc
nagrody mogą być znacznie wyższe.
Przeciętna wysokość jednorazowej
premii wypłaconej w 2012 r. w re-
sorcie Jacka Rostowskiego dla
członków gabinetu politycznego mi-
nistra finansów i dyrektora gene-
ralnego wyniosła 4194 zł, natomiast
łącznie wszystkim pracownikom mi-
nisterstwa przyznano 19,2 mln zł.
Warto przy tym zauważyć, że śred-
nia pensja w tym resorcie wynosi po-
nad 7 tys. zł.
Ministerstwo Edukacji
Narodowej
W resorcie edukacji dowiaduje-
my się, że „nagrody jako niestały ele-
ment wynagrodzenia są ważnym
czynnikiem, który sprzyja osiąganiu
wyższej wydajności i jakości pracy”.
Jaką wydajność osiągają pracowni-
cy tego ministerstwa, pokazuje nam
na przykład raport NIK, z którego
wynika, że minister Krystyna Szu-
milas i jej bogato nagradzani pra-
cownicy nie potrafili nawet przygo-
tować szkół na reformę w sprawie
sześciolatków. Placówki edukacyj-
ne są według kontrolerów komplet-
nie do tego nieprzystosowane. Łącz-
na kwota wypłaconych nagród
w 2012 r. wyniosła ponad pół mi-
liona złotych.
Ministerstwo Obrony
Narodowej
W 2012 r. w Ministerstwie Obro-
ny Narodowej w ramach nagród roz-
dano 7,8 mln zł, czyli ponad 10 tys.
zł dla każdego pracownika. Poza tym
przyznano także nagrody dla dyrek-
tora generalnego i członków gabine-
tu politycznego w kwocie 83,5 tys. zł.
Nierzadko jednorazowa suma przy-
znana oczywiście za „wybitne” osią-
gnięcia wynosiła nawet 18 tys. zł.
Ministerstwo Sprawiedliwości
1,74 mln zł kosztowało nas na-
gradzanie urzędników działających
w resorcie panującego w 2012 r.
ministra Jarosława Gowina. Z ko-
lei premier Donald Tusk przyznał
sekretarzowi stanu oraz podsekre-
tarzowi stanu, odpowiedzialnym
za przebieg prac legislacyjnych pro-
wadzonych w Ministerstwie Sprawie-
dliwości, nagrody po 9 tys. zł (sfi-
nansowane ze środków Kancelarii
Prezesa Rady Ministrów). Natomiast
z funduszu resortu dyrektorowi ge-
neralnemu Ministerstwa Sprawiedli-
wości przyznano 33,5 tys. zł, a sze-
ściu pracowników zatrudnionych
w gabinecie politycznym ministra do-
stało w sumie 37,35 tys. zł.
Ministerstwo Środowiska
Na nagrody, premie oraz rozmaite
dodatki w zeszłym roku poszło około
1,3 mln zł. Kierownictwu Ministerstwa
Środowiska oraz pracownikom gabi-
netu politycznego ministra wypłaco-
no w formie nagród 43,5 tys. zł.
Ministerstwo Administracji
i Cyfryzacji
Na urzędników z tego resortu cze-
kały nagrody o łącznej wartości 2,5
mln zł, w tym pracownikom z gabi-
netu politycznego oraz dyrektorowi
generalnemu Ministerstwa Admini-
stracji i Cyfryzacji wypłacono 96 tys.
zł, co przy 7 etatach w gabinecie da-
je ponad 13 tys. zł na głowę.
Ministerstwo Pracy i Polityki
Społecznej
Wysokość nagród przyznanych
w 2012 r. w resorcie Władysława
Kosiniaka-Kamysza (PSL) wynio-
sła ponad 6,4 mln zł. Zalicza się
do tego m.in. premia dla dyrektora
generalnego oraz członków gabine-
tu politycznego – 135,2 tys. zł, co
przy obecnym stanie zatrudnienia
w gabinecie daje 22,5 tys. zł na jed-
nego pracownika.
Ministerstwo Rolnictwa
i Rozwoju Wsi
W kolejnym resorcie zarządza-
nym przez PSL rozdano nagrody
o wartości 2,07 mln zł. W tym kie-
rownictwu ministerstwa – 36 tys. zł,
dyrektorowi generalnemu – 6 tys. zł,
członkom gabinetu politycznego – 30
tys. zł.
Ministerstwo Rozwoju
Regionalnego
Nagrody dla pracowników MRR
przyznawane są z resortowego i unij-
nego budżetu. W sumie urzędnicy
dostali prawie 300 tys. zł. W tym dla
kierownictwa przeznaczono 40 tys.
zł, a sekretarz i troje podsekretarzy
stanu otrzymali po 10 tys. zł.
Ministerstwo Skarbu Państwa
W ministerstwie zarządzanym
przez Włodzimierza Karpińskie-
go na nagrody wydano 6,27 mln zł,
co znaczy, że średnio każdy pracow-
nik dostał 11 tys. zł ekstrakasy. Po-
za tym nagrody otrzymali dyrektor
generalny (w wysokości 15 tys. zł
– za przygotowanie i przeprowadze-
nie procesu likwidacji 13 delegatur
terenowych MSP i wygenerowanie
oszczędności budżetowych z tego ty-
tułu) oraz pewien pracownik gabi-
netu politycznego ministra. Dostał
on nagrodę w wysokości 5 tys. zł
za szczególne zaangażowanie w pro-
ces komunikacji społecznej dotyczą-
cy nowych zadań i projektów.
Ministerstwo Sportu i Turystyki
Ministra Joanna Mucha nagro-
dziła urzędników swojego resortu
kwotą miliona złotych. Dodatkowo
dyrektor generalny oraz czterech
członków gabinetu politycznego do-
stali premie o łącznej wysokości 46,5
tys. zł. Biorąc pod uwagę, że resort
dopłacił do koncertu Madonny 1,6
mln zł z budżetu przeznaczonego
na siatkówkę i do tej pory, notorycz-
nie łamiąc prawo, nie chce ujawnić,
ile przeznaczył na organizację wizy-
ty „wskrzeszacza umarłych” o. Ba-
shobory, to Joanna Mucha wcale
nie jest dla swoich podwładnych ta-
ka hojna.
Ministerstwo Spraw
Wewnętrznych
Jego szef Bartłomiej Sienkie-
wicz, prawnuk słynnego pisarza, mimo
olbrzymich możliwości i hucznych za-
powiedzi od miesięcy nie jest w stanie
poradzić sobie z białostockimi rasista-
mi, którzy kilkakrotnie napadali
w ostatnim roku na obcokrajowców.
Liczne niepowodzenia w MSW osła-
dzane są wysokimi nagrodami.
W 2012 r. urzędnicy tego resortu do-
stali 8,4 mln zł, co przy zeszłorocznym
zatrudnieniu dawało około 9 tys. zł
na głowę. Przez pierwsze 6 miesięcy
tego roku resort Bartłomieja Sienkie-
wicza wydał na premie 2 mln zł.
Ministerstwo Transportu,
Budownictwa i Gospodarki
Morskiej
W sumie pracownicy dostali 3,5
mln zł nagród, 54,9 tys. zł dodatków
specjalnych, ponad 500 tys. zł trzy-
nastek oraz 117,5 tys. zł na nagro-
dy jubileuszowe. Z kolei fundusz na-
gród dla dyrektora generalnego
MTBiGM oraz gabinetu polityczne-
go wyniósł 109 tys. zł.
Ministerstwo Zdrowia
Bartosz Arłukowicz w ubiegłym
roku rozdał swoim pracownikom
2,1 mln zł, co daje około 3,8 tys. zł
na głowę. Afera z refundacją leków
i zapisy z kilkuletnim wyprzedzeniem
do lekarzy specjalistów faktycznie są
godne premii…
Ministerstwo Gospodarki
W ubiegłym roku Najwyższa Izba
Kontroli krytykowała resort gospo-
darki za wypłacenie w 2011 r. 7,5
mln zł nagród bez podstawy praw-
nej. W 2012 r. ówczesny minister
Waldemar Pawlak na premie dla
swoich urzędników przeznaczył oko-
ło 6,5 mln zł. W poprzednich la-
tach panowania byłego ministra roz-
dano kolejno: w 2008 r. – 6,2 mln
zł, w 2009 r. – 5 mln zł, w 2010 r.
– 7,2 mln zł.
Ministerstwo Kultury
i Dziedzictwa Narodowego
Dyrektorom, ich zastępcom oraz
kierownictwu ministerstwa Bogda-
na Zdrojewskiego, który hojnie do-
tuje również kościoły i czasopisma
katolickie typu „Fronda”, rozdano
w ubiegłym roku ponad pół milio-
na złotych.
Ministerstwo Spraw
Zagranicznych
W 2012 r. na nagrody w resor-
cie Radosława Sikorskiego przezna-
czono 10 mln zł, co dało 6,5 tys. zł
na jednego pracownika. Natomiast
przez pierwsze 6 miesięcy 2013 r.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych
wydało na ten cel już 9,2 mln zł,
więc prawdopodobnie w tym roku
szef MSZ pobije swój poprzedni re-
kord.
Ministerstwo Nauki
i Szkolnictwa
Prawie połowa z 95 publicznych
szkół wyższych, nad którymi pie-
czę trzyma resort nauki, zakończy-
ła ubiegły rok ze stratą. Niemniej
nawet tak fatalne dane nie ogra-
niczyły nagród dla urzędników, któ-
rzy dostali do podziału prawie
2 mln zł.
Kancelaria Prezesa Rady
Ministrów oraz Kancelaria Pre-
zydenta Rzeczypospolitej Pol-
skiej na nagrody przeznaczyły łącz-
nie 6,5 mln zł.
W sumie premie 18 mini-
sterstw oraz Kancelarii Premie-
ra i Prezydenta kosztowały nas
w ubiegłym roku 89,5 mln zł. Bio-
rąc pod uwagę wydatki na ten cel
za lata 2008–2012, kwota ta osią-
gnęła w sumie zawrotną wyso-
kość pół miliarda złotych.
A tymczasem… Wciąż brakuje
funduszy dla ciężko chorych pacjen-
tów, na refundację leków i pomoc
dla bezdomnych. Wspomniane mi-
liony na lata poprawiłyby byt wie-
lu szpitali i przytułków, ale rządzą-
ca koalicja – zamiast ograniczyć pre-
miowanie swoich pracowników
– wciąż rok w rok rozpieszcza ich
tysiącami złotych ekstra. Niestety,
wszystko wskazuje na to, że w 2013
roku urzędnicy dostaną w prezen-
cie jeszcze wyższe nagrody.
ARIEL KOWALCZYK
BBooggaaccii bbiiuurrookkrraacciiBBooggaaccii bbiiuurrookkrraaccii
„Nie możemy sobie dawać nagród, gdy nie
możemy dać ludziom podwyżek” – powiedział
premier Donald Tusk. Co nie przeszkodziło mu…
rozdać milionów złotych na nagrody dla swojaków.
Nr 43 (712) 25–30 X 2013 r. 1133ZAMIAST SPOWIEDZI
N
adzwyczajna komisja
skończyła debatę nad
projektem dotyczącym
izolacji groźnych prze-
stępców już po odbyciu przez nich
kary. Jeśli poprze ją Sejm, dyrektor
więzienia, który uzna, że osadzony
może popełnić na wolności przestęp-
stwo, wnioskuje o powołanie bie-
głych. Na podstawie ich pozytywnej
opinii delikwent wyląduje w Krajo-
wym Ośrodku Terapii Zaburzeń Psy-
chicznych. Nawet bezterminowo! Ta-
kie regulacje – zdaniem resortu spra-
wiedliwości – mają uchronić porząd-
nych obywateli przed degenerata-
mi, którym ćwierć wieku temu karę
śmierci zamieniono na 25 lat po-
zbawienia wolności, co oznacza, że
wkrótce skończą odsiadkę. Zdaniem
ekspertów – szykowane prawo jest
nie tylko niehumanitarne, ale i nie-
konstytucyjne („FiM” 40/2013).
„FiM” rozmawiają z posłem
Michałem Kabacińskim (Twój
Ruch), który zrezygnował z prze-
wodniczenia nadzwyczajnej komi-
sji w proteście przeciw panują-
cym w niej standardom.
– Dlaczego tak chwalebną ini-
cjatywę jak zaproponowana przez
resort sprawiedliwości terapia
szczególnie niebezpiecznych prze-
stępców nazywa Pan sowietyzacją
prawa?
– Ministerstwo chce izolować lu-
dzi nie dlatego, że są niebezpieczni
dzisiaj, tylko dlatego, że mogą w przy-
szłości popełnić przestępstwo. Okre-
śla się w ustawie, że każdą osobę po-
zbawioną wolności, która ma zabu-
rzenia osobowości – a to jest poję-
cie na tyle ogólne i łatwe do zmani-
pulowania, że może dotyczyć wszyst-
kich – można izolować. To jest po-
wracanie do sowieckich psychuszek.
To było bardzo modne, ale w ustro-
ju totalitarnym.
– Ale ministerstwo mówi: „le-
czyć”, a nie „izolować”.
– Cała ustawa opiera się na fał-
szywym twierdzeniu, że to nie jest
izolowanie i odbywanie kary, tylko
leczenie oraz terapia. Tymczasem
wszyscy terapeuci twierdzą wprost:
tych ludzi nie da się wyleczyć. W za-
kresie obowiązywania tej ustawy,
w sposobie podejmowania decyzji wi-
dać, że ten projekt nosi znamiona
niekonstytucyjności, a chce się spra-
wić wrażenie, że jest inaczej. To są
sztuczki, które się w Trybunale Kon-
stytucyjnym nie obronią.
– Ale minister Królikowski
twierdzi, że projekt został tak
przemyślany, żeby zmieścić się
w ramach konstytucji i orzecznic-
twa Trybunału w Strasburgu.
– Robi się wszystko, aby stwo-
rzyć pozory, że jest to ośrodek lecze-
nia, a nie izolacji. Dlatego porząd-
ku i bezpieczeństwa ma pilnować nie
służba więzienna, posiadająca kwa-
lifikacje do stosowania przymusu bez-
pośredniego, ale cywilna agencja
ochrony osób i mienia, która wygra
przetarg. Osoby bez kwalifikacji, któ-
re na co dzień zabezpieczają super-
markety, dostaną prawo do korzy-
stania z miotaczy gazowych, pałek
czy kajdanek. Będą mogły zrobić
wszystko. Ale ministerstwo stwier-
dziło, że jeśli wprowadzimy tam służ-
bę więzienną, to damy Trybunałowi
argument, że jednak jest to ponow-
ne odbywanie kary. Tylko dlatego,
że boją się o niekonstytucyjność, nie
chcą tam dać wykwalifikowanych
osób, ryzykując tym samym życie
i zdrowie choćby personelu medycz-
nego. Z kolei żelazną zasadę lex re-
tro non agit ominięto w ten sposób,
że sąd nie orzeknie kary pozbawie-
nia wolności, tylko wyśle delikwen-
ta na terapię. Kolejny absurd jest ta-
ki, że o tym, czy ktoś jest szczegól-
nie niebezpieczny, będzie rozstrzy-
gał sąd opiekuńczy. No a poza tym
regulacje ubiera się w ustawę. Gdy-
by te zmiany były zawarte w kodek-
sie, obowiązywałyby wyłącznie tych,
którzy popełnili przestępstwo i do-
stali wyrok, gdy już obowiązywały.
Teraz dotyczy wszystkich.
– Wyłącznie tych najgroźniej-
szych.
– Trzeba to jasno powiedzieć:
projekt w tej formie nie dotyczy osób
szczególnie niebezpiecznych. W ar-
tykule 1 jest sformułowanie: „Każ-
dy, kto został skazany na karę po-
zbawienia wolności, odbywający ka-
rę w systemie terapeutycznym lub
w zakładzie zamkniętym”. Z prak-
tyki wynika, że każdy może trafić
do takiego zakładu, bo często de-
cyduje o tym nie skala przestępstwa,
a względy zewnętrzne, na przykład
bezpieczeństwo więźnia. Pijany ro-
werzysta, który idzie do więzienia,
odbywa karę w systemie terapeu-
tycznym. Polityk, który idzie siedzieć
za korupcję, często ląduje w zakła-
dzie zamkniętym ze względu na swo-
je bezpieczeństwo.
– Dlatego zrezygnował Pan
z przewodniczenia komisji?
– Ministerstwo Sprawiedliwości
nie ma pojęcia o wymiarze sprawiedli-
wości, co mogliśmy zobaczyć podczas
prac tej komisji. Eksperci we wszyst-
kich opiniach mówią jedno: ten pro-
jekt jest niekonstytucyjny, ponieważ
narusza podstawowe gwarancje praw
człowieka. A ministerstwo konse-
kwentnie odrzuca wszelkie propozycje
zmian, ignoruje merytoryczne głosy
płynące ze strony świata nauki. Posło-
wie Platformy byli zdania, że należy
zrobić jedną opinię i „jechać z projek-
tem”, bo jest mało czasu. Posłanki
używały demagogicznych sformułowań
w stosunku do krytykujących projekt
ekspertów, pytając, jak zareagują, gdy
ich dziecko zostanie zamordowane
przez któregoś z groźnych przestęp-
ców. Sprowadzanie dyskusji do takie-
go poziomu powoduje, że komisja jest
po prostu śmieszna, a jej procedo-
wanie to jest kabaret. Jako przewod-
niczący komisji, który chciał przepro-
wadzić projekt, ale go złagodzić, po-
stanowiłem w formie protestu zrezy-
gnować z tego przewodnictwa.
– Na czym miałoby polegać
to złagodzenie?
– Bolszewickie prawo zapropo-
nowane przez ministra Biernackie-
go chcieliśmy ograniczyć do napraw-
dę niebezpiecznych przestępców, któ-
rzy dopuścili się gwałtu, szczególne-
go okrucieństwa czy morderstwa. Dzi-
siaj tego katalogu nie ma. Złożyłem
więc stosowną poprawkę, ale zosta-
ła odrzucona.
– Projekt z komisji wyszedł.
To oznacza, że wprowadzono ja-
kieś gruntowne zmiany?
– Zmieniła się kosmetyka. Skoń-
czy się to w Trybunale Konstytucyj-
nym. Będziemy żądali od prezyden-
ta, aby przez podpisaniem ustawy
zwrócił się do TK i sprawdził, czy
jest ona zgodna z konstytucją.
– Dlaczego resort kurczowo
trzyma się projektu, o którym
wszyscy, nawet Biuro Analiz Sej-
mowych, mówią, że jest niekon-
stytucyjny?
– Mam wrażenie, że PO – po nie-
szczęsnej reformie sądów, po kom-
promitacji Gowina, ze świadomością,
że w państwie brakuje ukłonu w stro-
nę konserwatywnej części społeczeń-
stwa – puszcza oko do prawicowego
elektoratu, który może się trochę po-
gubić i nie chcieć głosować na PiS,
bo tam są wariaci smoleńscy. Plat-
forma chce więc zrobić takie wraże-
nie, że oni potrafią – tak jak kiedyś
Ziobro – stworzyć państwo szeryfa.
Tylnymi drzwiami próbuje wprowa-
dzić projekt, który będzie dotyczył
nie tylko tych niebezpiecznych, ale
wszystkich skazanych. Trzeba zdać
sobie sprawę z konsekwencji, że bę-
dzie to doskonała metoda na szan-
tażowanie osób osadzonych w zakła-
dach karnych.
– Kto miałby ich szantażować?
– Dajemy oręż dyrektorowi jed-
nostki, aby wpływać na zachowanie
osadzonych. Dajemy narzędzie
do manipulowania osadzonymi lu-
dziom, którzy nie mają żadnych kwa-
lifikacji i uprawnień, żeby decydo-
wać o tym, czy ktoś może nosić zna-
miona niebezpiecznego. To jest po-
stawione na głowie.
– Ale opinia publiczna słysza-
ła od ministra Gowina, że w naj-
bliższym czasie mury więzień opu-
ści setka bestii i potworów.
– W ten sposób resort sprawie-
dliwości nadmuchuje balon strachu.
Chodzi o 18 osób szczególnie nie-
bezpiecznych (redakcja „FiM” usta-
liła, że chodzi co najwyżej o kilka
osób – przyp. red.). Gdyby ich dziś
zbadać, może się okazać, że więk-
szości wystarczy dozór policyjny. Tyl-
ko że nikt tego nie sprawdzał
przed podjęciem tak radykalnej usta-
wy. Cała zagadka dziwnej pracy mi-
nisterstwa polega na tym, że oni swo-
je opinie kształtują nie na podstawie
obecnych badań osób, które zostały
skazane 25 lat temu. Nikt z nimi
nie przeprowadzał badań, czy fak-
tycznie noszą znamiona osób szcze-
gólnie niebezpiecznych. Ministerstwo
nie było zainteresowane takimi ba-
daniami.
– Ale po co straszyć obywa-
teli?
– Aby stworzyć atmosferę stu-
procentowego poparcia dla swego
projektu. Jeśliby dziś zrobić na uli-
cy sondaż, niemal każdy powie, że
oczywiście należy izolować groźnych
przestępców. Tak mówi społeczeń-
stwo, które zostało przekonane, że
jeśli ci ludzie wyjdą na wolność, będą
dalej gwałcić i zabijać. Politycy Plat-
formy tę atmosferę wykorzystują.
Będą budować taką legendę, że ich
partia i rząd Donalda Tuska muszą
wyjść naprzeciw oczekiwaniom spo-
łeczeństwa i chronić je. A ci z Two-
jego Ruchu nie chcą zagwarantować
obywatelom bezpieczeństwa. Taka
będzie teza formułowana ze strony
władzy. O to właśnie chodzi, aby opo-
zycję zepchnąć na margines.
– Resort sprawiedliwości po-
wołuje się na prawo Niemców.
– W Niemczech wprowadzono
terapię po odbyciu kary oraz izolo-
wanie szczególnie niebezpiecznych
pedofilów od społeczeństwa. Niedaw-
no sąd najwyższy orzekł, ze ta usta-
wa jest niekonstytucyjna i na mocy
orzecznictwa europejskiego każdy
pedofil „leczony” na tej podstawie
ma prawo do roszczeń wobec pań-
stwa o odszkodowanie w wysoko-
ści 500 euro za miesiąc pobytu. Ta-
kich osób jest ponad sto. To daje kil-
kadziesiąt tysięcy euro na miesiąc.
Nasz resort robi wszystko, aby pol-
scy osadzeni mieli podstawę do po-
dobnych roszczeń za niesłuszne po-
zbawienie wolności. Twój Ruch wraz
z ekspertami chce stworzyć projekt,
który będzie zabezpieczał interes spo-
łeczeństwa, ale też nie był gwałtem
na konstytucji. Jesteśmy w stanie
do końca roku go przeprowadzić
przez Sejm.
– Jakie są jego podstawowe
założenia?
– Prowadzimy konsultacje z eks-
pertami, m.in. z prof. Moniką Pła-
tek i prof. Piotrem Kruszyńskim.
Skłaniamy się ku temu, aby rozsze-
rzyć nadzór prewencyjny poprzez
stworzenie nowego modelu dozoru
policyjnego dla szczególnie niebez-
piecznych sprawców, którzy opusz-
czą zakład karny. Szczegóły przed-
stawimy do końca października.
– W takiej atmosferze nieła-
two będzie wytłumaczyć ludziom,
że nie chodzi o to, aby bronić prze-
stępców, ale o to, by szanować
prawa człowieka.
– Moje słowa i stanowisko mo-
jego klubu może być postrzegane ja-
ko obrona pedofilów czy przestęp-
ców. Ale tak nie jest. Na dowód te-
go złożyliśmy projekt o nieprzedaw-
nianiu przestępstwa pedofilii. Trze-
ba chronić społeczeństwo, ale i pa-
miętać, że nie żyjemy w średniowie-
czu, gdzie dochodziło do egzekucji
na rynku. A mam wrażenie, że mi-
nisterstwo zachowuje się jak średnio-
wieczny władca, który zamierza ro-
bić igrzyska, piętnując te osoby. Ujaw-
nienie nazwisk, mówienie wprost,
z jakiego są miasta, jest niczym in-
nym, jak tylko podgrzewaniem at-
mosfery przez resort sprawiedliwo-
ści. Przecież gdy ci ludzie wyjdą, zo-
staną natychmiast piętnowani przez
społeczeństwo. Jeśli się emocje do-
prowadzi do skraju, społeczeństwo
kupi wszystko. W sondażach bę-
dzie 100 proc. poparcia. Tylko że
Trybunał będzie orzekał na podsta-
wie konstytucji, a nie na podstawie
tego, co chce społeczeństwo.
Rozmawiała
OKSANA HAŁATYN-BURDA
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
PPoollsskkiiee ppssyycchhuusszzkkii
Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowuje bat
na niepokornych. Według założeń nowej ustawy
do zakładu psychiatrycznego na bezterminowe
leczenie może trafić... każdy niewygodny więzień.
„Nie założyłem rodziny, gdyż co
poznam jakąś dziewczynę i zaczy-
na się nam jakoś układać, to gdy
przyznaję się, że jestem niewierzący,
bo nie chcę żyć w kłamstwie, od ra-
zu kończy się znajomość, bo ona po-
trzebuje kogoś, z kim mogłaby cho-
dzić do kościoła i takie przypadki już
miałem kilka razy (...). Nie chodzę
do kościoła i to – według nich – jest
moja największa wada i powoli za-
czynam tracić nadzieję, że kiedyś ko-
goś normalnego poznam, który po-
dzielałby mój światopogląd, a zaczy-
na powoli doskwierać mi samotność,
więc może za pośrednictwem mojej
ulubionej gazety udałoby się kogoś
poznać” – tak napisał do „FiM” Da-
riusz z Podkarpacia.
Ludzie wolni od religii w swo-
ich rodzinach są szczęśliwi. Gorzej,
gdy zaczynają dopiero szukać „dru-
giej połówki pomarańczy”…
Gosia ma 19 lat, urodziła się
i wychowała w miasteczku czterech
kościołów i dwóch wspólnot religij-
nych. Jej rodzice oparli się każdej,
a córkę wychowali na świadomą ate-
istkę. – Mnie nie przeszkadza to, że
ktoś wierzy w Boga. Niech on so-
bie wierzy nawet w latającą filiżan-
kę, jeśli mu to sprawia przyjemność.
Tylko niech nie wchodzi ze swoimi
poglądami w moje życie. Jeśli ta stre-
fa jest zachowana, jest w porządku
– deklaruje.
Jacek, obecnie student prawa,
pochodzi z Małopolski – regionu,
gdzie nierzadko ksiądz ma do po-
wiedzenia więcej niż rodzina, a są-
siedzi na słowa: „Nie wierzę w Bo-
ga” reagują zdziwieniem, bo dla nich
to niepojęte, że tak można. Jego na-
stoletnie miłości rozbiły się o reli-
gię, dlatego dziś – jako 28-latek – wie
jedno: wspólny światopogląd osób
będących w związku ma kolosalne
znaczenie.
Gosia i Tomek, gdy się pozna-
li, mieli po 17 lat, chodzili do tej sa-
mej szkoły i odbierali na tych sa-
mych falach. Spotykali się przez sie-
dem miesięcy. Ani długo, ani krót-
ko. – Na początku normalnie się po-
znawaliśmy, nie było większych pro-
blemów, bo nie wchodziliśmy na te-
maty wiary.
Impulsem do zmiany stał się dru-
gi ślub ojca jej chłopaka. O tym, że
jest niewierząca, swojego chłopaka
lojalnie uprzedziła. On do wiado-
mości przyjął ten fakt. Problemów
nie robił. Nawet nie czuł potrzeby,
by ten temat zagłębiać.
Zmienił podejście po ślubie oj-
ca. Gosia – z szacunku nie tyle
do miejsca kultu, co rodziny uko-
chanego – starała się co prawda
zachowywać dyskretnie i subtelnie,
ale nie uszło uwagi czujnej familii
to, że we mszy przykładnie nie
uczestniczy.
Wtedy dotarło do niego (a mo-
że bardziej do jego bardzo poboż-
nej rodziny), że jego dziewczyna na-
prawdę nie jest katoliczką. Postano-
wili „trędowatą” nawrócić. Bezustan-
nie zapraszali na rodzinne spotka-
nia. – One były dla mnie największą
traumą w tym związku, bo podczas
nich pierwsze skrzypce grał ojciec,
gorliwy katolik – wspomina Gosia.
Do dziewczyny syna jako
bezbożnicy z góry się uprze-
dził. Za każdym razem pro-
wokował niezręczne sytuacje.
– Kiedy ja miałam 17 lat, cie-
szyłam się tym, co tu i teraz,
a on wciąż zagadywał o ślub
kościelny, o chrzest naszego
dziecka, co tydzień były naci-
ski, żeby chodzić kościoła, bo
tylko wtedy ludzie będą trakto-
wali nas poważnie. To tak jakby
bez tego nasz związek był fikcją
– opowiada.
Pewnej niedzieli jej ukochany
postawił warunek: może przyjść
na niedzielny obiad do jego dziad-
ków, tylko jeśli wcześniej pójdzie ze
wszystkimi na mszę.
Oniemiała. Taka legitymacja
przyjścia na rodzinny obiad była dla
niej irracjonalna. Ona, wolna od re-
ligijnych pęt, nie mogła tego zro-
zumieć. – Jeżeli ktoś stara mi się
na siłę coś narzucać, włącza się
u mnie mechanizm obronny. A To-
masz wciąż powtarzał: zrób to dla
mojej babci, zrób to dla mojego
dziadka. W tym związku był dobry
czas, ale sprawy Kościoła i wiary od-
ciskały na nim zbyt wielkie piętno,
abyśmy my, wówczas uczniowie kla-
sy maturalnej, mogli to przetrwać
– mówi Gosia.
Byli akurat na wspólnym wyjeź-
dzie, gdy Tomasz w sobotni wieczór
zaczął planować niedzielną mszę.
Powiedziała, że nie ma nic przeciw-
ko temu, aby poszedł, ale ona zo-
stanie i przygotuje śniadanie.
On uznał, że jego rodzina tego
nie zaakceptuje. Ona – że dla jego
rodziny nie zmieni światopoglądu
i nie zgodzi się na to, aby co nie-
dziela ciągnął ją pod ramię
przed „oblicze Pana”, jego Pana.
Rozstali się. Pomógł ojciec Tom-
ka, który postawił ultimatum – jeśli
wybierze Gośkę, może zapomnieć
o ojcu, rodzinie, rodzeństwie. Dla
18-latka to jest przecież koniec świa-
ta. Armagedon.
– Ten związek był świeży, spon-
taniczny, byłam nim zauroczona.
A od momentu, gdy zaczęły się spo-
tkania rodzinne, rozpoczęły się fru-
stracje, problemy i rozmowy poważ-
niejsze niż by o tym świadczył nasz
wiek. On zamykał się w sobie, był co-
raz bardziej daleki, choć byliśmy w so-
bie zakochani. Próbowaliśmy, ale nie
dało rady. Nie potrafiłam zrozumieć,
dlaczego z powodu światopoglądu
kogoś trzeba aż tak odsunąć. To by-
ło dla mnie bardzo przykre. Nagro-
madziło się za dużo negatywnych
emocji. Doszliśmy do wniosku, że le-
piej będzie, jak każdy pójdzie w swo-
ją stronę – mówi Gosia.
Dziś już może
o swej zawiedzionej miłości mówić
spokojnie. I stwierdza, że największy
problem miał jej były chłopak: on
z jednej strony był bardzo zakocha-
ny, z drugiej – jako nastolatek zależ-
ny od ojca i jego woli. To był wybór,
który nie jest w porządku wobec mło-
dego człowieka.
Gośka dla odmiany miała u swo-
ich rodziców wsparcie. Owszem,
mieli obawy, ale raczej o to, jak
ten związek się potoczy, bo ojciec
Tomka stawiał zapory nie do przej-
ścia. Tam było albo czarne, albo bia-
łe, nie było szarości. Nie chodzisz
do kościoła – jesteś nikim.
– Urodziłem się ateistą i nie by-
łem wychowywany w jakiejś religii.
Rodzice nigdy nie nakazywali, nigdy
nie zakazywali. Rozmawiali, chcieli
nas nauczyć życia, uczyli przewidy-
wania konsekwencji – mówi Jacek.
Kiedyś dla niego, jako człowie-
ka niereligijnego, wyznanie dziew-
czyny nie było wyznacznikiem bycia
ze sobą. Teraz już jest...
Pierwszą licealną miłość poznał
na kółku tematycznym. Wiedziała,
że jest niewierzący, bo jako jedyny
chłopak w klasie nie chodził na re-
ligię. Ona zresztą też nie chodziła,
ale – jak się okazało – dlatego, że
była świadkiem Jehowy.
Wszystko było dobrze do czasu,
aż jego dziewczyna zaczęła go ewan-
gelizować. Na wszystko miała odpo-
wiedni przepis z Biblii. Przynosiła
przedruki ze „Strażnicy”. – Ja już
wówczas nie byłem łatwym przeciw-
nikiem. To wyglądało tak, że jeśli
na bieżąco nie umiała sobie z ja-
kimś zagadnieniem poradzić, milcza-
ła i wracała do tego – już przygoto-
wana – przy kolejnym spotkaniu. Ja
się w pewnym momencie zacząłem
tego bać – opowiada. Tym bardziej
że ona i jej znajomi ze zboru uwa-
żali, że Jacek ma problem, bo nie
wierzy. A to znaczy, że „wewnętrz-
nie nie żyje”, jest mar-
twy.
Jacek twierdzi, że
to jest właśnie najczęstszy zarzut wy-
suwany przez jego dotychczasowe
partnerki – że on jako ateista mu-
si mieć pustą duszę. Cierpliwie tłu-
maczy, że bogactwem wewnętrznym
każdego przeciętnego ateisty jest to,
że jest niewtłoczony w żadne ramy.
Ale to raczej nie trafia im do prze-
konania.
– Nie przyszło mi to łatwo, ale
to ja skończyłem ten związek. Zła-
małem jej serce. Walczyła o mnie
jeszcze z pół roku. Emocjonalnie
bardzo do siebie pasowaliśmy. Ale
mnie przerażało, że to wszystko
zmierzało do mojego podporządko-
wania się. Na dłuższą metę to by-
łaby kwestia potężnych ustępstw
– głównie z mojej strony. Byłbym
postawiony w sytuacjach skrajnych,
musiałbym dokonywać wyborów,
których nigdy nie chciałbym doko-
nywać – mówi.
Bardzo wsparli go rodzice. To
oni starali się pokazać, jakie będą
konsekwencje pozostania u boku ko-
biety, która ma tak skrajnie inne
spojrzenie na świat.
Kolejną dziewczyną Jacka była
Sylwia, katoliczka. – Jej matka co
niedzielę czyniła mi wyrzuty, że nie
idę razem z Sylwią do kościoła, czu-
ła się z tego powodu obrażona, ale
już nie przeszkadzało jej, że śpimy
w jednym łóżku przed ślubem. Mam
wrażenie, że to, co jest im wygod-
ne, katolicy wykonują; reszta jest
milczeniem – mówi Jacek.
Wytrzymał z Sylwią ponad trzy
lata. Wytrzymał – dosłownie. A lek-
ko nie było, bo ona na przykład ra-
dziła się księdza proboszcza, co po-
cząć z takim odmieńcem. – Ksiądz
proponował interwencję w moim
domu, a kiedy rodzina mojej dziew-
czyny już szykowała nas przed oł-
tarz, wskazał na mnie palcem jak
na konia i powiedział: „Z tym bę-
dzie problem” – opowiada Jacek.
A problem z nim był dlatego, że
nie miał ani chrztu, ani bierzmo-
wania, ani wiary w Boga.
– Dla mnie to bez znaczenia, w ja-
kim obrządku wezmę ślub. Mogę
klęknąć nawet przed Allachem, jeśli
to będzie przyjemność dla mojej part-
nerki. Ja to traktuję jako imprezę te-
matyczną – deklaruje. Sylwia wciąż
natomiast powtarzała, że nic by mu
się nie stało, gdyby uwierzył...
A może faktycznie łatwiej było
zostać katolikiem?
– Jestem pragmaty-
kiem. Cieszę się, że
mam takie życie, że
zostałem tak wycho-
wany. Nie muszę za-
chowywać się tak, jak
tego oczekuje ode mnie
społeczeństwo. Katolicy zwy-
kle robią to, co wypada, bo
„co ludzie powiedzą”. Wyj-
ście poza te ramy powodu-
je, że czują się sfrustrowa-
ni. To budzi niechęć, pro-
wokuje niepotrzebne dys-
kusje. W moich związkach
przerażało mnie to, że pro-
blemy, które nas dotyczyły, dziew-
czyny rozwiązywały na poziomie osób
trzecich. Jedna szła do starszyzny,
druga – do księdza i ludzie debato-
wali, jak mi pomóc – mówi Jacek,
wciąż singiel.
Chociaż trudno w to uwierzyć,
po rozstaniu z Sylwią spotkał dziew-
czynę, którą ojciec bił po głowie Bi-
blią za to, że nie nauczyła się psal-
mów, a w telewizorze pozwalał oglą-
dać tylko „Trwam”. – Pierwsze je-
go pytanie brzmiało, z której para-
fii jestem – mówi Jacek. Ojciec od-
powiedzi nie doczekał, bo chłopak
pod ten dach po prostu nie wrócił.
Okazuje się, że starcie wiary
z ateizmem rzuca cień na związki
– także te nastoletnie. Moi rozmów-
cy zgodnie twierdzą, że w najtrud-
niejszych momentach najważniejsze
było dla nich wsparcie i zrozumie-
nie ze strony rodziny.
Gosia dziś jest w szczęśliwym
związku z chłopakiem, który nie
wymaga od niej niemożliwego. Ja-
cek wciąż poszukuje pokrewnej
ateistycznej lub choćby tolerancyj-
nej duszy.
OKSANA HAŁATYN-BURDA
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Czy religijny świat dorosłych może
zniszczyć niewinną, nastoletnią miłość?
Owszem, i to bardzo skutecznie.
MMiiłłoośśćć ii wwiiaarraa
RODZINA NIEWIARĄ SILNA
Nr 43 (712) 25–30 X 2013 r.1144 STREFA LAICKIEGO RODZICA
Nr 43 (712) 25–30 X 2013 r. 1155PO ROZUM DO GŁOWY
Duchowni razem ze zwolenni-
kami PiS próbują nie dopuścić do re-
alizacji zajęć antydyskryminacyjnych
na podstawie sfinansowanego przez
UE poradnika pt. „Jak stosować za-
sadę równego traktowania kobiet
i mężczyzn” autorstwa Anny
Dzierzgowskiej, Joanny Piotrow-
skiej oraz Ewy Rutkowskiej z Fun-
dacji Feminoteka.
– Na Dolnym Śląsku duchowni
nachodzą nauczycielki w domach,
a na Mazowszu grożą organizacją pi-
kiet przed przedszkolami. Do takich
incydentów dochodzi w małych miej-
scowościach. Kobiety są przerażone,
boją się napiętnowania i wytykania
palcami – powiedziała „FiM” Anna
Dryjewska z Fundacji Feminoteka.
Strach przedszkolanek jest jak najbar-
dziej uzasadniony – działacze bydgo-
skiego Klubu „Gazety Polskiej” oraz
żądnych sławy prawicowych, kanapo-
wych partyjek, takich jak Prawica RP,
już przeszli od słów do czynów i pi-
kietowali przed kujawsko-pomorskim
Kuratorium Oświaty. Protestowali
przeciw wprowadzaniu do przedszko-
li unijnych programów edukacyjnych
i „ideologii gender” (chodzi o bada-
nia nad płciowością), mających jako-
by na celu „demoralizację młodzieży,
niszczenie rodziny i seksualne ekspe-
rymentowanie na dzieciach”.
Aferę wywołał wspomniany po-
radnik. Autorki miały szczytne cele
– postanowiły napisać książkę pro-
mującą równość kobiet i mężczyzn
we wszystkich sferach życia. Chodzi-
ło im o identyczny dostęp do rynku
pracy, dóbr oraz usług. Autorki wy-
szły z założenia, że „czym skorupka
za młodu nasiąknie, tym na starość
trąci”, i postanowiły nauczyć przed-
szkolaki, iż nie ma czegoś takiego jak
„gorsza płeć”. Opracowały serię sce-
nariuszy zabaw polegających na tym,
że dzieci mogły się bawić, z kim chcą
i w to, co chcą. Dziewczynki mogły
odgrywać rolę podróżników, pilo-
tów i strażaków, a chłopcy – sadzić
kwiatki czy bawić się w dom. Spisa-
ły wszystkie te pomysły w jednym
podręczniku, który wydano dzięki po-
mocy Unii i rozpropagowano poprzez
Fundację Edukacji Przedszkolnej
(FEP). Ani autorkom, ani Tadeuszo-
wi Szmigielowi, prezesowi FEP, nie
przeszło przez myśl, że ta edukacyj-
na publikacja błyskawicznie zajmie
pierwsze miejsce na indeksie ksiąg
zakazanych. Tuż po tym, jak trafiła
ona do przedszkoli, prawicowcy i du-
chowni dostali amoku. Wszystko
przez feralne słówko „gender”, któ-
re z niewiadomych powodów prawi-
cowcy kojarzą z transseksualizmem.
W kwietniu 2013 r. posłanka Elż-
bieta Rafalska (PiS) wystosowała
interpelację do Krystyny Szumilas
(PO), minister edukacji narodowej,
domagając się wyjaśnień w sprawie
podręcznika. Chciała wiedzieć, „jak
ministerstwo ocenia przydatność tego
lobbingu – upowszechniania modelu
wychowania przedszkolnego służące-
go określonym środowiskom”. I „czy
aktualnie realizowane są projekty
utrwalające podstawowe wartości, ta-
kie jak rodzina”. Szybko się jednak
okazało, że posłanka ośmieszyła się
na własne życzenie, bo wybór pod-
ręczników zależy nie od MEN,
a od dyrekcji przedszkoli. Dyrekto-
rzy podejmują decyzje także na pod-
stawie rekomendacji nauczycieli, a nie
własnego widzimisię. Tuż po rozpo-
częciu roku szkolnego do walki z pod-
ręcznikiem przyłączyły się „patrio-
tyczne media”, trąbiąc, iż „unijny pro-
jekt realizowany jest w 86 przedszko-
lach kosztem 1,4 mln zł” (faktycznie
chodzi tylko o 20 placówek).
Prawicowe portale typu Niepo-
prawni.pl czy Pch24.pl opublikowały
całą serię tekstów sugerujących, że
w przedszkolach korzystających z po-
radnika mali chłopcy zmuszani są
do malowania ust szminką oraz do za-
kładania sukienek. „Dzieci, które zo-
stały objęte programem, reagują na za-
jęcia bardzo źle. Jedna z nauczycielek,
która przyznała, że została przymuszo-
na przez dyrektora przedszkola do wpro-
wadzenia tego programu, opowiedzia-
ła, że w momencie, kiedy zapropono-
wała chłopcom przebranie się w su-
kienki, część z nich uciekła do toale-
ty, część zaczęła płakać, kilku zaopo-
nowało natychmiast, a jeden zareago-
wał agresją i chciał nauczycielkę po-
gryźć” – pisał portal Pch24.pl. Nie spre-
cyzował jednak, gdzie ani kiedy do-
szło do podobnych incydentów... Nie-
którzy blogerzy, na przykład dr inż.
Antoni Zięba, apelowali do „kocha-
nych rodziców i dziadków”, by pilno-
wali tego, co się dzieje w przedszko-
lach z ich dziećmi i wnukami!”. Inni
sugerowali, że prezes Szmigiel „przy-
pomina im posła Biedronia”, choć
nie wyjaśniali, czy z wyglądu, czy
z usposobienia.
Wkrótce potem we Wrocławiu
przerażeni rodzice wystosowali pismo
do MEN, domagając się wyjaśnień
w sprawie „Równościowego przed-
szkola”. Zagrozili przedszkolankom
strajkiem dzieci, zaś Tadeusz Szmigiel
został obrzucony pomidorami i jajka-
mi. Prezes FEP próbował wyjaśniać,
że poradnik nie jest świętą księgą i że
nauczyciele wybierają z niego to, co
jest im potrzebne do potrzeb eduka-
cyjnych. Tłumaczył, że ani autorki, ani
Fundacja nie chcą robić z maluchów
transseksualistów, gejów ani lesbijek.
Niestety, rzucał grochem o ścianę, po-
nieważ do akcji protestacyjnej włączy-
li się proboszczowie, piętnujący z am-
bon indoktrynację „ideologią gender”.
Sęk w tym, że duchowni i prawi-
cowcy robią wiele hałasu o nic, a ca-
ła afera przypomina zadymę o toreb-
kę bajkowej postaci Tinky Winky.
Przypomnijmy, że w 2007 r. Ewa So-
wińska, ówczesna rzecznik praw dziec-
ka z ramienia LPR, stwierdziła, że te-
letubiś jest gejem, bo nosi podobno
damską, a do tego czerwoną toreb-
kę. Doszła do wniosku, że polskie dzie-
ci nie mogą oglądać podobnych be-
zeceństw na antenie. Chciała zabro-
nić emisji bajki w TVP, a na wszelki
wypadek – także w BBC. Pytana, w ja-
ki sposób można zablokować przekaz
brytyjskiej stacji, odparła: „Możemy
wysadzić siedzibę BBC w Wielkiej Bry-
tanii albo odebrać jakieś koncesje, li-
cencje, częstotliwości, czy co tam oni
muszą mieć do tego, aby nadawać”.
Te słowa zapewniły jej międzynaro-
dową „sławę”. Rok później pani rzecz-
nik zrezygnowała ze stanowiska i słuch
po niej zaginął. A szkoda, bo może
mogłaby nam teraz podpowiedzieć,
jaka część garderoby umożliwia roz-
poznanie idioty.
MAŁGORZATA BORKOWSKA
Brońmy dzieci przed idiotami!
Kler, wspierany przez kluby „Gazety Polskiej”,
wypowiedział wojnę przedszkolankom podejrzanym
o „genderową indoktrynację maluchów
za unijne pieniądze”…
J
ako czytelnicy i widzowie oczeku-
jemy rzetelnej informacji od ludzi
zwanych w mediach ekspertami.
Tymczasem – zamiast na nich – często tra-
fiamy bezwiednie na płatnych lobbystów.
Problem z tak zwanymi ekspertami ma wy-
miar globalny. Wszędzie eleganckie panie lub
mili panowie z dobrze płatnymi pensjami, fun-
dowanymi na przykład przez przemysł lub ban-
kowość, występują w mediach, pyszniąc się swo-
imi tytułami profesorskimi lub przynależnością
do jakichś społecznych organizacji z ładną na-
zwą. Telewidzowi pokazuje się często tylko
tytuł naukowy gościa w studiu (sugeruje to, że
jest specjalistą – niezależnym ekspertem) lub
nazwę fundacji (najlepiej, żeby była „obywa-
telska” lub „społeczna”), ale już nie mówi się,
że dany profesor ekonomii pobiera pensję od ja-
kiegoś banku, a fundacja ma biznesowych spon-
sorów lub wprost została założona przez ludzi
z jakieś firmy. I ów ekspert mówi oczywiście
tak, aby interesom lobby – na przykład ban-
kowego – co najmniej nie zaszkodzić, a jak
się nadarzy okazja – aby te interesy swoimi wy-
powiedziami aktywnie promować. Widzowie
sądzą, że słyszą obiektywną informację, a tym-
czasem oglądają płatną reklamę, nie mając na-
wet o tym bladego pojęcia. Czasem kasę za ten
medialny przekręt bierze zupełnie świadomie
także telewizja, która ten ekspercki cyrk po-
kazywała, a czasem tylko redaktor programu,
który miał swobodę przy wyborze i zaprosze-
niu konkretnej osoby do studia. W tym dru-
gim przypadku oszukani zostali nie tylko wi-
dzowie, ale i pracodawcy dziennikarza.
Oto kilka przykładów, jak działa ten sys-
tem. Mieliśmy ostatnio wielką debatę na temat
tego, czy świat zachodni powinien interwe-
niować w Syrii, czy nie (już od dawna wpraw-
dzie popiera jedną ze stron, ale to osobny
problem). Słynny amerykański prospołeczny
portal informacyjny Democracy Now! doniósł,
że w głównych stacjach telewizyjnych USA
wystąpiło 22 dwóch komentatorów powiąza-
nych osobiście z przemysłem zbrojeniowym,
a więc żywo zainteresowanych rozpętaniem
kolejnej wojny. Mieli 111 wystąpień i tylko
w 13 przypadkach telewidzowie zostali poin-
formowani o związkach występujących osób
ze zbrojeniówką. A więc niemal w 90 proc.
emisji widzowie mogli sądzić, że oglądają „nie-
zależny autorytet”, a tymczasem oglądali płat-
nego najemnika, często aktywnego podżega-
cza wojennego. Democracy Now! podaje skraj-
ny przykład byłego polityka Stephena Ha-
dleya, który jest obecnie jednym z dyrekto-
rów firmy Raytheon (i jej akcjonariuszem,
więc współwłaścicielem), produkującej ra-
kiety Tomahawk. Żadna ze stacji telewizyj-
nych, która go pokazywała, nie była łaskawa
poinformować widzów o obecnym zajęciu Ha-
dleya. Można się tylko domyślać, że ten ro-
dzaj dyskrecji, a de facto medialnego oszu-
stwa, opłacał się tym, którzy je zorganizowa-
li i wyemitowali.
Francuska telewizja pokazywała niedawno
na przykład, jak jeden z medialnych komenta-
torów od spraw zdrowego żywienia został
nakryty przez dziennikarzy na konferencji zor-
ganizowanej i sponsorowanej przez przemysł
spożywczy. Tak się składa, że ów specjalista
bagatelizował w telewizji zły wpływ na zdrowie
słodyczy produkowanych przez tego sponsora…
Czasami tego rodzaju manipulacje orga-
nizują firmy PR, a ich ofiarami padają od-
biorcy informacji razem z mediami. W tej
samej Francji dziennikarz Nicolas Arpagnan
ustalił, że w kilku dziennikach i portalach in-
ternetowych w tym kraju prowadzono pro-
pagandę na rzecz różnych firm (przemysł spo-
żywczy, bankowość, motoryzacja) za pomo-
cą… zupełnie zmyślonych postaci eksper-
tów. Wymyślano nazwiska, życiorysy, prywat-
ne strony internetowe, a nawet fizyczne wi-
zerunki. Wszystko to tworzono za pomocą
zdjęć skradzionych z internetu. Zapewne fir-
my PR przynosiły do redakcji „gotowce” new-
sów ze wszystkimi tymi kłamstwami, a media
tylko puszczały to w obieg.
Polscy odbiorcy mediów są narażeni na ma-
nipulację jeszcze bardziej niż ci na Zachodzie,
a to z powodu zwykłej niewiedzy o jej me-
chanizmach i nadmiernego zaufania do me-
diów. Nie przez przypadek uchodzimy za jed-
no ze społeczeństw najbardziej w Europie zma-
nipulowanych propagandą wolnorynkową. Na-
sze media roją się od różnych pseudoeksper-
tów i materiałów prasowych opracowanych
przez firmy lobbystyczne.
W ostatniej, jeszcze niezakończonej deba-
cie na temat OFE często pojawia się dr hab.
Leszek Balcerowicz. Występuje on tam i prze-
mawia jako specjalista od ekonomii, czyli eks-
pert. Jednak nie wszyscy pamiętają, że jest on
– jako były polityk – współtwórcą systemu OFE
w Polsce, dobrodziejem wielu banków, które
stworzyły fundusze emerytalne. A potem ofe-
rowały środki na różne inicjatywy fundacji Bal-
cerowicza… Tylko skąd przeciętny zjadacz chle-
ba ma o tym wiedzieć? Telewizje jakoś nie na-
rzucają się z tego rodzaju informacjami.
Inny przykład dziwnego eksperta to stary by-
walec mediów prawicowych profesor Krzysztof
Rybiński, zwany czasem Violettą Villas pol-
skiej ekonomii. Zawdzięcza ten przydomek eks-
centrycznym poglądom. Ostatnio na przykład
ogłosił, że Polska jest krajem socjalistycznym
– m.in. dlatego, że dzieci chodzą u nas głównie
do państwowych szkół. Otóż Rybiński, zwłasz-
cza na początku kryzysu w strefie euro, zapo-
wiadał zdecydowanie rychły koniec tej waluty
i wieszczył wielką katastrofę gospodarczą. Nie
wszyscy jednak wiedzieli i wiedzą do dziś, że
profesor jest właścicielem funduszu inwestycyj-
nego Eurogeddon (zbieżność nazwy z Armage-
donem pewnie nieprzypadkowa), który obsta-
wiał rychły krach unijnej gospodarki. Oczywi-
ście wszyscy, którzy w tym funduszu mają swo-
je udziały, bardzo stracili, bo zagłada nie nastą-
piła. Zawsze w takich sytuacjach rodzi się pyta-
nie, w jakiej roli występuje Rybiński – profeso-
ra, biznesmena czy napędzacza koniunktury
(w tym przypadku – antykoniunktury). Tacy lu-
dzie zdarzają się w każdym kraju, ale nie wszę-
dzie uchodzą za nadal cytowane „autorytety”.
MAREK KRAK
JJaakk ppiieerrzzee ssiięę mmóózzggiiJJaakk ppiieerrzzee ssiięę mmóózzggii
Nr 43 (712) 25–30 X 2013 r.1166 ZE ŚWIATA
KONKURENCJA KRK
Religia rycerzy Jedi – bohate-
rów serii „Gwiezdne wojny” – ma
coraz więcej zwolenników.
W Anglii członków tego ruchu
religijnego jest już tak wielu (175 tys.
osób), że stanowią 7 wyznanie
pod względem liczebności. Wierni re-
ligii Jedi nie wierzą w świętych czy
duchy, ale w MOC. Nie odprawiają
też żadnych modłów do nikogo, a je-
dynie hołdują wartościom reprezen-
towanym przez kodeks gwiezdnych
rycerzy. „Moc jest obecna w naszych
naukach. Niektórzy nazywają ją ma-
gią, inni – energią. Ona jest we wszyst-
kim, co nas otacza. Można ją znaleźć
nawet w Biblii. Kiedy Mojżesz roz-
dzielił wody Morza Czerwonego – jak
to zrobił? Właśnie dzięki energii, któ-
rą my nazywamy Mocą” – tłumaczą
wyznawcy tego kościoła.
BÓG ZRZUCA SAMOLOTY
Samoloty spadają, bo Bóg tak
chce – oznajmiła nigeryjska mi-
nister lotnictwa.
W Nigerii do wypadków lotni-
czych dochodzi częściej niż na Za-
chodzie. Ale dla minister Stelli Odu-
ah takie katastrofy to „nieuniknio-
ne wydarzenia”, za które odpowia-
da sam usadowiony gdzieś na niebie
Stwórca. Dlaczego tak uwziął się
na nigeryjskich pilotów? Oto wielka
tajemnica wiary. „Niech poda się
do dymisji!” – przytomnie doradzili
Oduah jej rodacy. Uznali, i słusznie,
że skoro za podniebną komunikację
odpowiada Najwyższy, to płacenie
pani minister pensji z resortu lotnic-
twa nie ma najmniejszego sensu. My
pytamy: a co ze Smoleńskiem…?
ŚMIERĆ RAZY DWA
Irańczyk Ali Reza M. został ska-
zany na śmierć za handel narko-
tykami. Egzekucję wykonano,
ale… nie wyszła.
Po wydawałoby się udanym po-
wieszeniu mężczyzna ocknął się
w kostnicy. Skazańca natychmiast
przewieziono do szpitala na OIOM,
gdzie już zupełnie doszedł do sie-
bie. Krewni 37-latka twierdzą, że
po tak szczęśliwym wypadku – zgod-
nie z dawną tradycją – mężczyźnie
powinno się darować życie. Tamtej-
sze władze nie są tak litościwe. Za-
powiedziano, że wyrok zostanie po-
wtórzony. Postawa irańskich władz
wywołała krytykę ze strony organi-
zacji praw człowieka. Iran Human
Rights zwróciła się z apelem do spo-
łeczności międzynarodowej i próbu-
je zablokować „nieludzki proces”.
KSIĄDZ GA(E)JOWY
Nie wszyscy księża gustują
w dzieciach. Niektórzy wolą przy-
stojnych leśniczych.
W lesie w okolicach miasta Cle-
veland grasował 68-letni ks. James
McGonegal. Amerykański kazno-
dzieja podjeżdżał samochodem do la-
su i kiedy widział jakiegoś apetyczne-
go leśnika, rozpaczliwie krzyczał: „Po-
mocy”. Tamten podbiegał, otwierał
drzwi do auta, a wówczas McGone-
gal… ściągał majtki i kusił nagim przy-
rodzeniem, oferując dodatkowo 50
dol. za seks. Ksiądz został aresztowa-
ny. Nie przyznaje się do winy.
ŚLUBY CZYSTOŚCI
Przyrzekanie sobie miłości i wier-
ności, póki śmierć nie rozłączy,
staje się coraz mniej atrakcyjne.
Według badań przeprowadzo-
nych w Wielkiej Brytanii, ponad po-
łowa nowożeńców nie uprawia sek-
su w noc poślubną. Powody? Proza-
iczne. Mało która para czeka z sek-
sem do ślubu, więc spółkowanie
w nocy po uroczystym ślubowaniu
nie jest już – nie oszukujmy się – wiel-
ką atrakcją dla młodych zmęczonych
tańcami. Innym dosyć częstym po-
wodem poślubnej abstynencji – we-
dług przeprowadzonych ankiet – jest
upicie się pana młodego na weselu.
Swoją świeżo zaobrączkowaną
małżonką szybko znudził się pewien
młody Niemiec. W podróż poślub-
ną nowożeńcy pojechali do Francji,
a w czasie drogi powrotnej mężczy-
zna wysiadł z samochodu, żeby za-
tankować. Jak wrócił, to od razu ru-
szył. Nieobecność żony w aucie za-
uważył ponoć dopiero po… 2,5 godz.!
Okazało się, że kiedy on płacił za pa-
liwo, kobieta skorzystała z okazji i po-
szła do toalety.
Wściekła małżonka czekała na
lubego na stacji benzynowej. Tam,
gdzie ją zostawił. Można się domy-
ślić, jak ten incydent wpłynął na świe-
żo rozpoczęte małżeńskie pożycie…
ZAMIAST PARASOLKI
Drinka, w którym pływa… ludzki
paluch od nogi, można wypić w ka-
nadyjskim mieście Dawson City.
To specjalność baru w hotelu
Eldorado. Palec jest zakonserwowa-
ny i prawdziwy. W czasie picia obo-
wiązuje zasada – ludzki kawałek trze-
ba dotknąć ustami, ale nie wolno go
połykać. Po konsumpcji zostaje się
honorowym członkiem Klubu Palu-
cha, który zrzesza już ponad 65 tys.
osób. Za przypadkowe (albo i celo-
we!) połknięcie drinkowego „wkła-
du” klient musi zapłacić karę w wy-
sokości 500 dol. kanadyjskich (około
480 amerykańskich).
Ta dziwaczna tradycja narodzi-
ła się ponoć w 1973 r. Wtedy to ka-
pitan Dick Stevenson podczas
sprzątania kabiny statku odkrył od-
cięty paluch zakonserwowany w ru-
mie. Należał on – jak ustalono
– do górnika, któremu w latach 20.
amputowano go z powodu odmro-
żenia. Stevenson dogadał się z kum-
plami i razem wpadli na dziwaczny
pomysł z drinkami. Ten pierwszy
ludzki dodatek do napoju przetrwał 7
lat, czyli do momentu, kiedy został
niechcący połknięty. Od tamtej po-
ry klienci posmakowali już różnych
palców. Jeden był od anonimowe-
go nadawcy – przysłany w słoiku z al-
koholem, z dołączoną kartką: „Nie
wkładaj sandałów, gdy kosisz trawę”.
Kiedy właściciele baru ogłosili, że
potrzebują paluchów „na zaś”, wie-
lu Kanadyjczyków... zapisało im swo-
je w testamencie.
TELEFON ZAUFANIA
Brytyjscy mundurowi – policjan-
ci i strażacy – mają pełne ręce
roboty. Niekoniecznie takiej na po-
ważnie...
Tamtejsi obywatele numery alar-
mowe mylą z telefonem zaufania.
Ktoś zadzwonił z informacją, że...
do butelki wina wpadł korek. Ktoś
inny – że w koszu na śmieci zalęgły
się robaki. Odnotowano jeszcze zgło-
szenie o zagubionej protezie zębo-
wej, pająku, który siedział na po-
ścieli, i telefonie, który niefortunnie
wpadł do sedesu. Policja straszy su-
rowymi karami za absurdalne apele
o pomoc. Niedawno mieszkankę Coc-
kermouth skazano na 70 dni odsiad-
ki, bo zgłosiła policji – oczywiście
pijana – śmierć swojej złotej rybki.
NIEBIAŃSKI POCHÓWEK
Amerykańska firma „Pola Elizej-
skie” oferuje nietypową usługę
pogrzebową.
Za niecałe 2 tys. dolarów (taniej
niż tradycyjny tamtejszy pochówek!)
umieści ona urnę na orbicie około-
ziemskiej. A krewni nieboszczyka
dzięki specjalnej aplikacji w telefo-
nach komórkowych przez kilka mie-
sięcy będą mogli śledzić położenie
rakiety z urną. Potem trafi ona znów
do ziemskiej atmosfery, gdzie za-
mieni się w spadającą gwiazdę.
SAUNA JAK KOŚCIÓŁ
Mieszkańcy Finlandii uwielbiają
saunę. Sami twierdzą, że „mają
ją w DNA”.
W kraju, gdzie mieszka 5,4 mln
ludzi, jest około 1,6 mln saun, a po-
nad 90 procent obywateli regular-
nie z nich korzysta. Fińscy żołnie-
rze pokojowych misji ONZ budują
prowizoryczną saunę w każdej ba-
zie, do której trafią.
Już dawno temu Finowie uwa-
żali, że takie parowe kąpiele uzdra-
wiają ze wszystkich dolegliwości.
Saunę nazywano nawet apteką bie-
daków, a bywało, że kobiety w niej
rodziły. Tak przyszedł na świat wie-
loletni prezydent Urho Kaleva
Kekkonen, który – w późniejszym
życiu, już jako przywódca kraju
– właśnie w saunie uwielbiał prowa-
dzić różne poważne rozmowy.
Dzisiaj kąpiele parowe służą
głównie do relaksu. Oczywiście je-
śli ktoś nie ma problemów z ser-
cem. Ale przy okazji kąpieli ciało
ludzkie wytwarza endorfiny – hor-
mony szczęścia. Pocenie się ozna-
cza również pozbycie się z organi-
zmu różnych toksyn: ołowiu, cyn-
ku, rtęci. Popularne w Niemczech
są seanse zwane aufguss, podczas
których na gorące kamienie wyle-
wana jest woda nasycona olejkami
eterycznymi, a kąpielowy rytmicz-
nie wachluje powietrze ręcznikiem
nasączonym olejkami. Ich działanie
może być różne – uspokajające bądź
energetyzujące. Przy okazji olejki
korzystnie wpływają na nasze dro-
gi oddechowe. „Wszyscy ludzie są
równi, ale nigdzie bardziej równi
niż w saunie” – mówi fińskie po-
wiedzenie. Jest jeszcze jedno:
„W saunie należy zachowywać się
jak w kościele”. Chodzi o to, żeby
powstrzymać się w tym miejscu
przed miłosnymi igraszkami. Zwłasz-
cza przy ludziach!
WYPOŻYCZALNIA KOTÓW
Niejaki Siergiej z Kijowa wpadł
na pomysł biznesu, jakiego jesz-
cze nie było.
Ukrainiec wypożycza rodakom
koty. Tanio. Spędzenie wieczoru
z mruczkiem kosztuje 30 hrywien
(ok. 12 zł). Zwierzęta są na ten czas
brane ze schroniska, do którego
– po skończonej robocie – znów tra-
fiają. Obrońcy praw zwierząt ape-
lują, że takie wywózki i częste zmia-
ny miejsca są dla kotów bardzo stre-
sujące. Siergiej broni się, że dzięki
jego pomysłowi jakiś mruczek mo-
że znaleźć pana lub panią nie tylko
na jeden wieczór.
BEZ SZMALU… JEST BAL!
Od 4 lat nie wydałem ani grosza
i jestem szczęśliwy! – przekonu-
je Raphael Fellmer.
Berlińczyk wydał właśnie książkę
pt. „Szczęśliwy bez pieniędzy”, w któ-
rej opisuje, jak to w ogóle możliwe.
Fellmer, żeby móc mieszkać tam,
gdzie mieszka, wykonuje prace ty-
powe dla dozorcy. Ubrania dostaje
od innych. Żywi się produktami, któ-
rych codziennie pozbywają się super-
markety – tuż przed datą wygaśnię-
cia ważności lub przeterminowany-
mi. Połowa nakładu książki – na ży-
czenie autora – zostanie rozdana
za darmo. Wersja elektroniczna bę-
dzie całkowicie bezpłatna.
POŚREDNI KOCHANKOWIE
Kiedy idziemy z kimś do łóżka,
przy okazji „zaliczamy” poprzednich
partnerów naszych partnerów.
Na stronie internetowej Sex De-
grees of Separation można obliczyć
ilu – mniej więcej – mamy „kochan-
ków pośrednich”. Wystarczy wpisać
swój wiek, liczbę osób, z którymi upra-
wiało się seks, a także ich płeć i wiek
podczas ostatniego stosunku. Meto-
da obliczania „pośrednich” gachów
i gaszek opiera się na tzw. teorii sze-
ściu stopni oddalenia. Stronę wymy-
ślono, żeby przestrzec przed choro-
bami przenoszonymi drogą płciową.
BEZDOMNY PRZEWODNIK
Kto zna miasto lepiej niż ci, któ-
rzy mieszkają na ulicy! – do ta-
kiego wniosku doszli włodarze
portugalskiego miasta Porto.
Tamtejszym bezdomnym zapro-
ponowano pracę pilotów wycieczek.
Najpierw muszą przejść 3-miesięcz-
ne szkolenie. Pierwsza kilkuosobo-
wa grupa chętnych została wysłana
na kurs w lipcu. Ci, którzy ich uczy-
li, twierdzą, że teraz kursanci są już
gotowi na podjęcie pracy. Nauczyli
się historii miasta i ciekawostek z nim
związanych. Dodatkową atrakcją dla
turystów ma być fakt, że bezdomni
przewodnicy opowiedzą im o swo-
im życiu na ulicy. „Kiedy zapropo-
nowano mi udział w projekcie, my-
ślałem, że to żart. Nie spodziewa-
łem się, że ktoś w tak trudnych cza-
sach mógłby dać mi drugą szansę
i zaoferować pracę. Wierzę, że dzię-
ki temu projektowi będę mógł po-
nownie ustabilizować swoje życie”
– powiedział Jorge Garceres, były
narkoman. Opracowała
JUSTYNA CIEŚLAK
Nr 43 (712) 25–30 X 2013 r. 1177KOŚCIÓŁ POWSZEDNI
ZZbbuunnttoowwaannyy kkaarrddyynnaałł
RRaabbiinn tteerrrroorryyssttaa
SSiioossttrraa MMaarrkkssaa
DD ecyzje papieża Franciszka budzą nie tylko ciche niezadowo-
lenie części hierarchów Kościoła, ale także głośny bunt na naj-
wyższym szczeblu.
Peruwiański kardynał Juan Ci-
priani jest chyba pierwszym hie-
rarchą tak wysokiego szczebla, któ-
ry potępił decyzje papieża.
Otóż Franciszek zdymisjonował
biskupa Gabina Mirandę Melga-
rejo, oskarżonego o molestowanie
nieletnich (płci obojga). Tak się
składa, że ten hierarcha – zwol-
niony nie tylko ze stanowiska, ale
także ze stanu duchownego – jest
przyjacielem kardynała, jego pro-
tegowanym, a przede wszystkim
współpracownikiem Opus Dei, po-
tężnej, konserwatywnej i bardzo
wpływowej za czasów Jana Paw-
ła II organizacji katolickiej.
Zwolnienie kolegi kardynał Ci-
priani nazwał „cyrkiem”, w którym
„nie chce brać udziału”. „Gazeta
Wyborcza” donosi, że krytycznie wy-
powiadał się także o przyjęciu przez
papieża Gustava Gutierreza, sę-
dziwego współtwórcy teologii wy-
zwolenia i także Peruwiańczyka.
Wspomniany konflikt nie jest
jedynym skandalem z ostatnich ty-
godni w peruwiańskim Kościele.
Jest tam jeszcze jeden świeżo usu-
nięty przez papieża biskup – Gu-
illermo Abanto Guzman. Ten
z kolei dorobił się córeczki z dwu-
krotnie młodszą od siebie panią.
MaK
ZZ nany duchowny zastraszał i dręczył członków swojej wspól-
noty religijnej za pieniądze… zrozpaczonych kobiet!
Środowiska Żydów ortodoksyj-
nych w USA nie mają ostatnio
szczęścia do swoich liderów. Wstrzą-
snęła nimi cała seria przestępstw
dokonanych przez duchownych
– od gigantycznych wykroczeń fi-
nansowych po podejrzenia o udział
w handlu organami ludzkimi. Te-
raz doszła jeszcze nowa sprawa. Ra-
bin Mendel Epstein wraz z dzie-
więcioma współpracownikami prze-
bywa w areszcie domowym z powo-
du podejrzeń o naruszanie cielesnej
integralności wielu osób. Chodzi
o mężów, którzy nie chcieli wręczyć
swoim żonom listu rozwodowego,
na który te kobiety z różnych wzglę-
dów bardzo czekały. Ponieważ w ju-
daizmie ortodoksyjnym o rozwód
mogą wnieść tylko mężowie, zde-
sperowane kobiety wywierały pre-
sję, aby to zrobili. Jeśli to nie po-
magało, dawały Epsteinowi nawet
do 10 tys. dol. za nakłonienie mę-
żów do zgody na rozwód. Rabin
jako argumentów używał czasem pa-
łek elektrycznych i worków folio-
wych naciąganych na głowy nieszczę-
śników. Sprawa trafiła w końcu
na policję. MaK
HH iszpania ma nową, radykalną lewicową działaczkę. Jest nią
kobieta w mniszym habicie.
Sława benedyktynki siostry Te-
resy Forcades sięga daleko poza jej
kraj. Jest wrogiem kapitalizmu, do-
maga się legalności aborcji i eutana-
zji, popiera równouprawnienie ge-
jów i lesbijek, prezentuje się również
jako radykalna pacyfistka. Siostra
Forcades została już ostro upomnia-
na przez Watykan, ale nie bardzo
się przejęła kościelnymi pogróżka-
mi. Zobaczymy, co ją czeka w cza-
sach papieża Franciszka. MaK
K
onserwatyści religijni przy-
jęli wybór Franciszka z na-
dzieją, że będzie jak dotąd.
Nadzieja wkrótce zmieniła się
w ostrożną rezerwę, ta zaś ustą-
piła miejsca niedowierzaniu i dez-
aprobacie. Teraz przychodzi czas
na coś od setek lat nie do pomy-
ślenia – otwartą krytykę.
Dobiega ona najgłośniej z Ame-
ryki, bo tamtejsi wierni, którzy wie-
rzą, że wszystko najlepiej zostawić
po staremu, bo każda zmiana to
zmiana na gorsze, mają skłonność
do otwartego gadania. A jest co ob-
gadywać. Bergoglio najpierw mył ko-
bietom (!) nogi i przyjął
do nieba ateistów, potem py-
tał, kim jest, by osądzać ge-
jów, aż wreszcie stwierdził, że
katolicy nie powinni „ulegać
obsesji doktrynalnej” w kwe-
stiach stosunku do przerywa-
nia ciąży i małżeństw gejów.
„Kiedy ugrupowanie pro-
aborcyjne NARAL wysyła
papieżowi podziękowanie, to
staje się jasne, że coś jest nie
w porządku – konstatuje Ro-
bert Royal, prezes konser-
watywnego waszyngtońskie-
go think-tanku Faith & Re-
ason (Wiara i Rozum).
– Franciszek to nietuzinko-
wy człowiek, nikt temu nie
przeczy. Ale nie jestem pewien, czy
przykłada wagę do tego, by być na-
leżycie rozumianym. Co będzie da-
lej?”. Wtóruje mu Phil Lawler, szef
konserwatywnej agencji religijnej
Catholic World News: „W przeszło-
ści wszystko, co słyszało się od pa-
pieża, było wcześniej starannie przy-
gotowane i sprawdzone. Chodziło
o to, by nic nie odbywało się ad hoc.
Obecny papież postępuje na odwrót.
Myślę, że koncentruje swą uwagę
poza Kościołem. To ogromna zmia-
na”. Katolicy przywykli, że wypo-
wiedzi papieskie bazowały na teo-
logii, zaś aktualny lider Kościoła wy-
powiada swe opinie za pośrednic-
twem długich, nieograniczonych wy-
wiadów. W dodatku potrafi udzie-
lić takowego nawet dziennikarzowi
ateiście.
Historyk Kościoła David O’Brien
przypomina jednak, że w przeszło-
ści bywało, iż wypowiedzi głów ka-
tolicyzmu komentowano niekoniecz-
nie z pietyzmem. Kontrowersje po-
jawiły się pod koniec XIX wieku
przy okazji ogłoszenia doktryny
o nieomylności papieskiej. Ujaw-
niły się także w latach 50. XX wie-
ku, gdy Jan XXII spotkał się z pro-
minentnym komunistą – nie wiado-
mo było wówczas, czy przypadkiem
nie udzieli mu błogosławieństwa.
O’Brien podkreśla, że czasy są
skomplikowane i trudno określić,
kto to taki „dobry katolik”. Ale kon-
serwatyści wiedzą. To ktoś, kto trzy-
ma się linii Jana Pawła II i Be-
nedykta XVI, którzy zadbali o to,
by kościelna doktryna była jasna
i stanowcza – zwłaszcza w przypad-
ku aborcji i praw homoseksualistów.
Na katolickich forach interneto-
wych jest mnóstwo wypowiedzi ludzi
tęskniących za tą jasno określoną
przeszłością. „Strasznie brak mi Be-
nedykta” – wyznaje internautka. Krą-
żą eseje pod znamiennymi tytułami:
„Papież Franciszek mnie zabija” czy
„Dlaczego z Franciszkiem czuję się
niekomfortowo”. Gregory Popcak,
który prowadzi poradnictwo małżeń-
skie i rodzinne w duchu tradycyjne-
go katolicyzmu, skarży się w radiu,
że pojawił się nowy gatunek klien-
tów. Nie chcą słuchać jego
wykładów o tradycyjnej na-
uce kościelnej, zwłaszcza od-
nośnie seksu i miłości, i re-
zygnują z porad, mówiąc, że
są „katolikami Franciszka
i nie uznają starej szkoły
JPII”. Popcak czarno widzi
przyszłość tradycyjnego (czy-
taj konserwatywnego) katoli-
cyzmu: „Ludzie, którzy ode-
szli z Kościoła, bo go niena-
widzili, teraz nagle dowia-
dują się, że Bóg ich kocha,
zaprasza... Nie mogę się
oprzeć ogarniającej mnie go-
ryczy”. Konserwatyści kato-
liccy kompletnie ignorują wy-
powiedzi i czyny Franciszka,
stawiające pod znakiem zapytania
jego domniemane zamierzenia pie-
restrojki Kościoła. Nowy papież ja-
sno powiedział, że nie zamierza mo-
dyfikować doktryny Kościoła i wciąż
uważa homoseksualizm i aborcję
za grzechy. Nie planuje też godzić
się na ordynację kobiet. Nie zwra-
cają uwagi na to, że w październiku
ekskomunikował księdza, który wy-
powiadał się pozytywnie w kwestii
ordynacji kobiet. ST
CChhłłoossttaanniiee FFrraanncciisszzkkaa
Joseph Atwill jest amerykańskim badaczem biblij-
nym i najwyraźniej szuka guza. Utrzymuje, że od-
nalazł starożytne wyznania autorów Biblii, którzy
przyznają się, że wymyślili całą historię z życiem
Jezusa.
Atwill twierdzi, że Nowy Testament został napisa-
ny w I wieku przez rzymskich arystokratów i był to
element wyrafinowanego planu spacyfikowania Żydów
zamieszkujących terytoria okupowane przez Rzymian.
Sekty żydowskie w Palestynie wyczekiwały wówczas po-
jawienia się proroka wojownika Mesjasza i nieustan-
nie wywoływały zbrojne powstania. Rzymianie mieli te-
go powyżej uszu i gdy wyczerpali konwencjonalne me-
tody zwalczania rebelii, wpadli na koncept zastosowa-
nia broni psychologicznej. Chodziło o zastopowanie mi-
sjonarskiej aktywności żydowskiej przez stworzenie
konkurencyjnego wyznania. W ten sposób wykreowa-
li Mesjasza jako postać pokojową oraz nową religię,
nienawołującą do wojen, ale mówiącą o nadstawia-
niu drugiego policzka oraz o posłuszeństwie cezarowi
i płaceniu podatków Rzymianom. Życie Chrystusa opar-
li na historii Mitry – starożytnego boga słońca. Atwill
podkreśla, że Jezus nie był postacią historyczną – je-
go biografię wymyślono, ale wpisano w autentyczne wy-
darzenia podczas pierwszej wojny żydowsko-rzymskiej,
prowadzonej przez Tytusa Flawiusza na terytoriach
palestyńskich.
Atwill, autor książki pt. „Mesjasz Cezara”, nie łu-
dzi się, że jego teoria zdobędzie poklask chrześcijan.
Przedstawił ją publicznie 19 października podczas sym-
pozjum Covert Messiah w Londynie. Innym jego uczest-
nikiem podobno był Kenneth Humphreys, autor książ-
ki pt. „Jezus nigdy nie istniał”. „Choć chrześcijaństwo
może być dla wielu wygodne – mówi Atwill – ma tak-
że bardzo szkodliwe aspekty. Przyczyniło się do repre-
sji, wytworzyło specyficzną formę kontroli umysłów,
która doprowadziła do ślepej akceptacji i posłuszeń-
stwa – biedy i wojen przez całą nowożytną historię.
Do dziś, zwłaszcza w USA, jest używane, by wytwarzać
poparcie dla wojen na Bliskim Wschodzie”. PZ
Jezus to bujda
W związku ze zbliżającym się ter-
minem kanonizacji JPII oraz wciąż
szalejącą w naszym kraju papa-
manią pozwolę sobie napisać
na ten temat parę słów.
Mimo że JPII nic istotnego nie
wniósł w świecie katolickim (ludzie
szli, aby go oglądać, a nie słuchać),
Polska wciąż żyje w euforii kultu te-
go śp. papieża. A oto obrazek z mo-
jego podwórka. Kilkakrotnie byłem
świadkiem, jak ludzie podchodzili
do pomnika Wojtyły, kładli dłoń na je-
go bucie, a następnie „uświęconą”
w ten sposób dłoń całowali i, żegna-
jąc się znakiem krzyża, wchodzili
do kościoła. Widziałem też osoby mo-
dlące się do tej bryły spiżu. Domy-
ślam się, że te akty bałwochwalstwa
uprawiane są przez fanatycznych, nie-
znających Pisma Świętego oszołomów
katolickich. Dla nich Wojtyła już za ży-
cia był świętym, a teraz spogląda
na nich z nieba i modli się o ich zba-
wienie. Co za naiwność! W niebie
nikogo nie ma. O tym, kto będzie
mógł oglądać Królestwo Boże, zde-
cyduje Sąd Ostateczny. Czy nie pa-
radoksem byłoby, aby mieszkańcy nie-
ba, piekła i tzw. czyśćca fatygowali się
na Sąd Ostateczny, aby usłyszeć: ty
jesteś w niebie, a ty w piekle?
A teraz kilka zdań adresowa-
nych do „świętego” nieboszczyka…
Do Jana Pawła II
Napisałeś, że nie cały umarłeś.
To prawda, bo za Tobą snują się
dokumenty o szwindlach i kłam-
stwach Twojego pontyfikatu. To Ty
dzięki poparciu mafijnej organiza-
cji katolickiej Opus Dei i CIA, za-
siadłszy na tronie tzw. Stolicy Apo-
stolskiej, utajniłeś watykańskie ba-
gno po otruciu Jana Pawła I, który
musiał umrzeć, bo chciał je ujaw-
nić. To Ty głosiłeś naukę miłości,
skazując miliony ludzi Trzeciego
Świata na śmierć głodową i AIDS
przez zakaz stosowania środków an-
tykoncepcyjnych. To Ty w zachwy-
cie nazwałeś ewangelizacją rzeź In-
dian torturowanych i mordowanych
przez katolickich najeźdźców, któ-
rzy indiańskie dzieci rzucali na po-
żarcie swoim ogarom. To Ty teolo-
gię wyzwolenia zgodną z nauką Je-
zusa systematycznie tępiłeś w Ame-
ryce Łacińskiej. To Ty gloryfiko-
wałeś zbrodnię, wynosząc na ołta-
rze takich zbrodniarzy jak Jan Sar-
kander, zwany rzeźnikiem Moraw,
ludobójcę arcybiskupa Stepinaca,
Piusa IX, okrutnika i mordercę kil-
ku tysięcy włoskich patriotów,
a przez swój dogmat o nieomylno-
ści papieskiej – bluźniercę przeciw
Bogu najwyższemu. Usiłowałeś też
uświęcić faszystowskiego „papieża
Hitlera” – Piusa XII, odpowiedzial-
nego m.in. za faszystowskie sympa-
tie Krk, organizowanie wraz z fa-
szystowską organizacją Caritas
ucieczki przez Watykan największym
zbrodniarzom hitlerowskim. To Ty
zbrodniczego dyktatora Chile Au-
gusta Pinocheta, odpowiedzialne-
go za śmierć tysiąca niewinnych lu-
dzi (przed śmiercią kobiety były
gwałcone przez specjalnie wytreso-
wane psy), nazwałeś swoim wiernym
i oddanym przyjacielem. To Ty, „go-
łąbku pokoju”, popierałeś wyścig
zbrojeń, aprobując program Reaga-
na w jego „gwiezdnych wojnach”
(prototyp współczesnych tarcz an-
tyrakietowych). To Ty, podobnie jak
Hitler, Stalin, Husajn, pozwoliłeś
stawiać sobie za życia bałwochwal-
cze pomniki. To Ty dyskryminowa-
łeś kobiety, wyznając teologię św.
Tomasza z Akwinu (1225–1274, oj-
ciec Krk), który pisał: „Kobiety są
błędem natury z ich nadmiarem wilgo-
ci, temperaturą ciała świadczącą o cie-
lesnym i duchowym upośledzeniu (…)
za rodzaj kalekiego, chybionego, nie-
udanego mężczyzny”. To Ty aprobo-
wałeś tajny dokument do wszystkich
diecezji, aby utajniać panoszącą się
wśród kleru pedofilię. To Ty beatyfi-
kowałeś Matkę Teresę z Kalkuty. Mu-
siałeś wiedzieć, że mimo opinii abso-
lutnej ikony miłosierdzia XX wieku
była wielokrotną oszustką, nie rozli-
czała się z milionowych dotacji, sprze-
dawała katolickim rodzinom hindu-
skie dzieci, a przed śmiercią leczo-
na była w luksusowych klinikach, pod-
czas gdy jej podopieczni umierali
w straszliwych warunkach. Aby przy-
sporzyć kasy swojemu watykańskiemu
królestwu, byłeś rekordzistą w two-
rzeniu często wątpliwych świętych. Ty
nie byłeś papieżem ludzi, Ty byłeś pa-
pieżem Kościoła, którego doktryny
i dogmaty niewiele wspólnego mają
z Pismem Świętym.
Było Ci, Karolku, lepiej pozostać
aktorem, a nie ze swoją teatralnością
i skostniałą, pełną fałszu i obłudy do-
gmatyką Krk tumanić niedoinformo-
wanych i naiwnych katolików. Tyś nie
poszedł do Domu Ojca. Wcześniej
rozkawałkują Twoje truchło na wstręt-
ne Bogu i światłym ludziom bałwo-
chwalcze relikwie, na które ustawiły
się już w kolejce pseudochrześcijań-
skie kościoły na całym świecie. A kie-
dy przyjdzie Sąd Ostateczny, staniesz
goły, beż swoich szat pontyfikalnych
i okaże się, że Twoja ewangelizacja
była pustosłowiem, że po Tobie zo-
stał tylko nr 262 papieża, który tak
jak jego poprzednicy nie zrobił nic,
aby Jezus, kiedy powróci na ziemię,
mógł utożsamić się z Kościołem, ja-
ki pozostawił, odchodząc do Ojca.
Jerzy Wojciuch
Co sukienkowi zwołają jakąś
konferencję, to kłamią w żywe oczy.
Ciągle mają dziennikarzy i widzów
za stado baranów. Nie potrafią od-
powiedzieć na pytanie o skalę zja-
wiska w polskim Kościele, rzekomo
nie znają nawet przybliżonej liczby
pedofilów w sutannach. Kiedy dzien-
nikarze pytają o procedury w przy-
padkach podejrzeń o pedofilię, spa-
ślaki w sukienkach niezmiennie
odpowiadają, że nie podlegają ta-
kim samym obowiązkom jak urzęd-
nicy świeccy! Czyli duchowni są
urzędnikami obcego państwa – wszy-
scy obywatele powinni powiadamiać
prokuraturę o przestępstwach,
a księża nie... Ha! Jak to możliwe,
że ustawy kościelne są ważniejsze
od Konstytucji RP?! Dlaczego zga-
dzają się na to prezydent, premier,
minister spraw wewnętrznych?!
Sukienkowi powtarzają także
do znudzenia, że pedofil jest bar-
dzo surowo karany według prawa
kanonicznego, bo jest aż usuwany
ze stanu kapłańskiego! To nauczy-
ciele, lekarze czy policjanci pedo-
file też powinni zostać tylko zwol-
nieni z pracy i nadal gwałcić dzie-
ci w majestacie prawa! Tymczasem
idą bezwzględnie do kicia. Albo ko-
lejny absurd – bodajże Kloch stwier-
dził, że w więzieniach na stu pedo-
filów jest być może jeden ksiądz,
więc to jest maleńki ułamek i na-
prawdę nie ma o co kruszyć kopii.
No, zaraz mnie szlag trafi, za prze-
proszeniem, co za skurczybyki kłam-
liwe. A ilu księży ma siedzieć, je-
śli każdy dostaje śmieszny wyrok
i prawie zawsze w zawieszeniu?!
Czy inne grupy zawodowe są rów-
nie pobłażliwie traktowane? Po-
deślijcie im wszystkie dane, które
od lat drukujecie na temat sukien-
kowych pedofilów. Wszystkie udo-
kumentowane przypadki pedofilii,
które w ciągu wielu lat były „bo-
haterami” Waszych artykułów, po-
winniście oprawić w rameczki, ob-
wiązać wstążeczką i posłać tym igno-
rantom – niech już skończą pierni-
czyć, że nie znają skali zjawiska.
Mam nadzieję, że Wy, redak-
torzy „FiM” i posłowie Twojego Ru-
chu, będziecie kuć żelazo, póki go-
rące. Niech ta tragiczna sprawa nie
rozmyje się tak jak wiele innych.
Jonaszu, jako poseł Twojego
Ruchu nie przejmuj się docinkami
i wrednymi uwagami innych polity-
ków, zwłaszcza z prawej strony sce-
ny politycznej. Oni po prostu Wam
źle życzą i tylko się modlą, jakże
po katolicku, żebyście w przyszło-
ści nie przekroczyli progu wybor-
czego, a do tego trzepią portkami
ze strachu o przyszłość katabasów,
którym dogadzają na każdym kro-
ku. Róbcie dalej swoje, plany roz-
wiązania gospodarczych problemów
na pewno przysporzą Wam zwolen-
ników, nie na odwrót.
A na koniec pocieszająca wia-
domość, z której ogromnie się cie-
szę, a i pewnie ucieszyłby się Mare-
czek Szenborn: Nobel dla Higgsa!
Już tam nasz Przyjaciel wiruje z ra-
dości między tymi wszystkimi kwar-
kami i bozonami, a szczęście to pew-
nie promieniuje z Jego każdej czą-
steczki energii i krąży po wszech-
świecie w oczekiwaniu na połącze-
nie z nowo powstałym słońcem czy
mgławicą. Bo to cały Marek – od-
dać siebie innym bez reszty. A ja so-
bie rekompensuję smutek i tęskno-
tę za Markiem, patrząc w rozgwież-
dżone niebo i marząc o kolejnych
naukowych odkryciach ku chwale
racjonalizmu i ateizmu.
Tereska z Jastrzębia
Nr 43 (712) 25–30 X 2013 r.1188 CZYTELNICY DO PIÓR
KKiimm bbyyłłeeśś,, JJaanniiee PPaawwllee IIII??
KKuujjcciiee żżeellaazzoo!!
Nie mogę już znieść telewizyj-
nych tłumaczeń hierarchów
na temat pedofilii wśród księży.
KKuujjcciiee żżeellaazzoo!!
Znudów, jak to emerytka, gapię się w TV jak sro-
ka w gnat i – chcę czy nie – oglądam różności.
Oglądam i tak sobie myślę, że ci nasi dostojnicy ko-
ścielni chyba marnie byli „formatowani” w swych semi-
nariach. Jacyś tacy monotematyczni i dziwni są. Tak wie-
le wiedzą o in vitro, bruzdach i innej stygmatyzacji u tak
poczętych. Tak wiele wiedzą o aborcji, jej skutkach w psy-
chice tych, któ-
re tego dokona-
ły itd. A tak ma-
ło (zgoła wcale)
wiedzą, skąd tak
naprawdę bierze się homoseksualizm, pedofilia i inne spo-
soby wykorzystywania bezbronnych owieczek. Niejaki Oko
szermuje wokół swym 10-letnim pobytem w Niemczech
i rzekomymi danymi na wyżej wymienione tematy. Jed-
nak nie podaje źródeł swej wiedzy ani nazwisk naukow-
ców, którzy owe wyniki badań mu udostępnili, za to
chętnie cytuje sam siebie. Arcybiskup Michalik głośno
i wyraziście potępia tych, którzy o pedofilii wśród kapła-
nów mówią, ale słowem nie wspomni o tych, którzy się
owych potworności dopuszczają. Sam grzech i jego skut-
ki w rozumieniu arcybiskupa nic nie znaczą, ale upu-
blicznienie ich stanowi niewybaczalną krzywdę wyrzą-
dzaną Kościołowi. Szanowny biskupie! Krzywdę Ko-
ściołowi czynią głównie wasi funkcjonariusze i wy sami!
Dziwi się arcybiskup, że społeczność parafialna podno-
si głowy i śmie oceniać swoich pasterzy. Z jednej stro-
ny wszelkie próby dezaprobaty wobec agitacji z ambon
zakrzykuje się słowami: „My som tyż obywatele tego kra-
ju i mamy takie same prawa”. To prawda. Ale też obo-
wiązki winny być takie same jak reszty obywateli. A w obo-
wiązkach mieści się informowanie odpowiednich władz
o przestępstwie
i odpowiedzial-
ność (nie tylko
moralna) za
czyny kryminal-
ne i szkody czynione przez pracowników „firmy”. A tak
już na marginesie, jak to jest z tymi naszymi grzecha-
mi? Co i kiedy staje się grzechem, a co wręcz przeciw-
nie? Mały 10-latek jest w konfesjonale odpytywany, czy
miewa myśli nieskromne, czy dotyka swych miejsc in-
tymnych lub nimi się bawi, a jeżeli tak, to otrzymuje
pokutę i pouczenie o czekających go mękach piekiel-
nych. Jeżeli zaś duchowny pasterz podaje temuż mało-
latowi alkohol, puszcza mu pornosa, robi zdjęcia por-
nograficzne, onanizuje jego i siebie, a czasem też zgwał-
ci, to wtedy przestaje to być grzechem, a wina spada
na dziecko? Chyba czegoś tu nie rozumiem. Może to
sprawa wieku, może małej inteligencji. No, nie rozu-
miem i już! Babcia Helenka
PPrraawwaa ii oobboowwiiąązzkkii
Pan Zygmunt Samela czytał „FiM” w Eupatorii na Ukrainie
Nr 43 (712) 25–30 X 2013 r. 1199SZKIEŁKO I OKO
Koniec świętych krów
Wiadomość z ostatnich dni: „Ar-
cybiskup Józef Michalik po raz ko-
lejny zwala winę za pedofilię w Ko-
ściele. Tym razem na feministki.
Ksiądz Isakowicz-Zaleski reaguje:
Nie ma usprawiedliwienia dla pe-
dofilów. Arcybiskup polemizuje z pa-
pieżem?! O czym to świadczy?
O tym, że coś jest nie tak na linii
arcybiskup–papież. Powinien się nim
zająć nuncjusz – prawi Zaleski”.
No, jak już szeregowi księża po-
lemizują i krytykują biskupa, który
jest w Polsce pierwszą osobą ko-
ścielną, to już dobra nasza. Kościół
traci na prestiżu już nie tylko wśród
swoich wiernych, ale nawet wśród
swoich funkcjonariuszy! Jest to po-
chodna tego, że wcześniej jego we-
wnętrzne sprawy, nawet te najbar-
dziej bulwersujące, były owiane ta-
jemnicą i nie wychodziły poza ko-
ścielne kręgi. Obecnie mleko się roz-
lało i najgorsza z przewin Kościoła
– pedofilia – ujrzała światło dzien-
ne. Hierarchowie nie byli na to przy-
gotowani, stąd takie ich miotanie
i wypowiedzi – jedna głupsza od dru-
giej. Szeregowi księża, widząc bez-
radność swoich przełożonych, za-
czynają brać sprawy w swoje ręce,
już bez bojaźni przed nimi. Taka sa-
mowola i krytyka swoich zwierzch-
ników musi doprowadzić do utraty
prestiżu przez cały Kościół katolic-
ki w Polsce, bo wcześniej chroniła
ich osoba papieża JPII, a potem – je-
go duchowa świętość, na którą się
powoływali. Za Ratzingera to jesz-
cze działało, bo BXVI w dużej mie-
rze wszedł w buty Wojtyły i po czę-
ści kontynuował jego pontyfikat.
Zresztą sam jako szef Kongregacji
brał w nim udział. Obecnie kult
Wojtyły przeterminował się. Fran-
ciszek jest już zgoła odmienny od po-
przedników – wprowadza drastycz-
ne zmiany, które mają ukrócić przy-
wileje swoich podwładnych, co w du-
żej mierze odnosi się do naszych
hierarchów. To dla nich za duży cię-
żar do udźwignięcia, bo nie dość, że
sprawy pedofilii, to jeszcze papież,
który – zamiast chronić ich jak je-
go poprzednicy – gani ich za to. To
już za wiele jak na ich psychiczną
wytrzymałość, stąd taki rozgardiasz,
który powstał w Kościele, a to ozna-
cza, że czas świętych krów dobiega
końca. Cz.
Flaszka dla Michalika
Uważam, że jako czytelnicy
„Faktów i Mitów” powinniśmy się
złożyć na butelkę jakiegoś dobrego
wina dla abpa Michalika. Swoimi
głupawymi wypowiedziami zrobił
w ciągu ostatnich tygodni dla anty-
klerykalizmu w Polsce więcej niż
niejeden polityk lewicy czy dzien-
nikarz. Wywołać takiej autentycz-
nej niechęci do ich brzuchowiencji
biskupów i księży nie byłby w sta-
nie żaden z przeciwników kleru – to
mógł zrobić tylko przedstawiciel hie-
rarchii, plotąc brednie o tym, jako-
by gender i feministki były odpo-
wiedzialne za pedofilię kleru. Czy
w seminariach naucza się gender
studies? Czy na gosposie u księży
przyjmuje się feministki? Naprawdę,
krętymi drogami chodzą myśli abpa
Michalika, co pośrednio przyznał na-
wet rzecznik prasowy kleru, wspomi-
nając, że Michalik często gada bez
ładu i składu, inaczej mówiąc – beł-
koce. Zrobił jednak dla nas dużo
dobrego i nie pozwólmy mu prze-
stać. Solidna flaszka dobrego wina
powinna jeszcze niejeden raz roz-
wiązać mu usta i sprawić, że znowu
przysłuży się procesowi zeświec-
czenia Polski. Tomek
Nie wierzę
Franciszkowi
W przeciwieństwie do niektó-
rych antyklerykałów nie dałam się
nabrać na skromność papieża Fran-
ciszka, bo okazywanie niechęci
do przepychu przy jednoczesnym
posługiwaniu się tytułami najwyż-
szej pychy nie jest świadectwem
skromności, ale hipokryzji.
Gdyby papież Franciszek był
człowiekiem konsekwentnie skrom-
nym, nie postępowałby w sposób cał-
kowicie sprzeczny z następującymi
słowami swego rzekomego Mistrza:
„Nie dajcie obwołać się »RABBI«,
jeden bowiem jest wasz unikalny oj-
ciec – ten niebiański. Ani nie dajcie
obwołać się przewodnikami, bo prze-
wodnik wasz jest jeden – ten poma-
zaniec” (Mt 23. 8–10). I.M.
Po owocach
go poznamy
Było wiele wypowiedzi i gestów
papieża Franciszka wskazujących
na to, że chce zmian w Kościele, któ-
remu przewodzi. Ale po ostatniej wy-
powiedzi, że czasami jest antyklery-
kałem, zapaliła mi się lampka, czy
nie mówi i nie robi pewnych rzeczy
tylko po to, by zahamować masowy
odpływ wiernych z Kościoła, który
obecnie jest faktem. W pewnym mo-
mencie nawet zyskał moją sympatię,
ale słowa to nie wszystko – za nimi
powinny iść czyny. Jest przecież sze-
fem organizacji skompromitowanej
i uwikłanej w przestępstwa pedofil-
skie i finansowe. To właśnie od kle-
ru powinno się oczekiwać, żeby był
jak żona cesarza – winien świecić przy-
kładem moralnym i uczciwością, być
autorytetem, a jak jest, wszyscy widzi-
my. Więc nie dajmy się zwieść skrom-
nym sposobem bycia jego szefa. Mo-
wa to jedno, a czyny to coś więcej
– po owocach go/ich poznamy. Jeże-
li Franciszek zacznie wcielać w życie
swoje zapowiedzi, wtedy będzie moż-
na go nazwać REFORMATOREM
– takim, jakim był Jan Paweł I, któ-
ry przeżył tylko 33 dni swojego pon-
tyfikatu i zmarł w niewyjaśnionych
okolicznościach. W takiej sytuacji je-
dzenie przez Franciszka posiłków
na stołówce razem ze wszystkimi jest
całkiem słuszne.
Jerzy Z., Gdańsk
Powrót do przeszłości
Piotrowi Ikonowiczowi grozi
trzymiesięczna odsiadka. Wsadze-
nie go do więzienia byłoby dysho-
norem dla instytucji karnych na-
szego państwa. Piotr bezkompromi-
sowo zajmował się i zajmuje tym,
czym powinno zajmować się pań-
stwo, tzn. obroną i ochroną obywa-
teli, którzy zostali pokrzywdzeni
przez państwowe niewydolności
i ułomności. Piotr Ikonowicz powi-
nien mieć status podobny do Jurka
Owsiaka, bo on także swoją działal-
nością w dużej mierze wyręcza pań-
stwo w jego obowiązkach. Ikono-
wicz broni słabszych i biedniejszych,
z kolei Owsiak pomaga naszej cho-
rej służbie zdrowia, bo w obu tych
wypadkach nasze państwo jako in-
stytucja sobie nie radzi. Piotr Iko-
nowicz w więzieniu to kompromi-
tacja naszego państwa, które zamiast
wspierać go w jego działaniach, dys-
kredytuje go i karze, zamiast karać
tych, z którymi Piotr walczy w inte-
resie nie swoim, ale pokrzywdzo-
nych obywateli. Nie pozwólmy, aby
Piotr znalazł się tam, gdzie powin-
ni się znaleźć ci, którzy dla swoich
partykularnych interesów, najczę-
ściej finansowych, majątkowych,
krzywdzą słabszą część naszych
współobywateli, w obronie których
staje Piotr Ikonowicz i jego kance-
laria. Tym bardziej że zarzuty prze-
ciwko niemu o pobicie kamienicz-
nika są w dużej mierze niewiarygod-
ne, bo organom ścigania nie chcia-
ło się ich dogłębnie zweryfikować
– poszli po linii najmniejszego opo-
ru. Mamy osobę, to i paragraf
na nią się znajdzie – to przecież
motto PiS-u i Ziobry. J.F.
10 przykazań ludzkich
Na szczycie noblistów Pokojowej
Nagrody Nobla, który odbył się
w Warszawie 21.10.2013 r., pan pre-
zydent Lech Wałęsa powiedział, że
powinniśmy ustanowić 10 laickich
przykazań. Popieram ten pomysł, po-
nieważ jestem bezwyznaniowcem
i uważam, że takie przykazania mo-
głyby być uniwersalne dla wszystkich
tych, którzy nie identyfikują się z żad-
ną istniejącą religią. Oto one w mo-
im wydaniu: 1. Żyj zgodnie z wła-
snym sumieniem. 2. Nie rób krzyw-
dy sobie i innym. 3. Bądź zawsze życz-
liwy, a dobro do Ciebie powróci.
4. Sprzeciwiaj się nierówności spo-
łecznej. 5. Pomagaj słabszym. 6. Wierz
w co tylko chcesz, ale nie obnoś pu-
blicznie symboli swojej wiary. 7. Nie
wymuszaj finansowania swojej wspól-
noty na członkach innej wspólnoty
lub niewierzących. 8. Nie zawieszaj
w miejscach publicznych żadnych to-
temów, symboli swojej wspólnoty.
9. Nie pozwól, by przywódcy Twojej
wspólnoty byli bezkarni. 10. Nie czcij
bożków wymyślonych przez człowie-
ka i nie daj się wciągnąć do żadnej
sekty. Może macie inne pomysły w tej
kwestii? Podzielcie się nimi.
Jerzy Z. Gdańsk
Religia to bieda
Część osób podnosi, że Twój
Ruch za dużo zajmuje się sprawami
kościelnymi, a za mało biedą i bez-
robociem. Ja trochę w przewrotny
sposób przedstawię wpływ religii i Ko-
ścioła na bezrobocie i biedę społe-
czeństwa, które jest poddawane re-
ligijnej indoktrynacji od poczęcia aż
do śmierci. Otóż ludzie głęboko wie-
rzący bardziej wierzą w boską moc
sprawczą niż we własne inwencje
i możliwości. Stąd zamiast samemu
o siebie zadbać, wziąć swoje sprawy
w swoje ręce, oni najczęściej zwra-
cają się w tych sprawach do mitycz-
nego bóstwa, że ono za nich wyko-
na tę czynność. Zamiast samemu szu-
kać sposobu, żeby wyjść z zaklętego
kręgu bezrobocia, oni oddają się mo-
dłom, że ich Bóg ich z tego wycią-
gnie, co jest utopią i chyba sami to
przyznamy. Indoktrynacja religijna
sprawiła, że wiara w nieograniczone
możliwości Boga ogranicza wierzą-
cych w poszukiwaniu innych dróg wyj-
ścia ze swojej niedoli. Gdyby uwie-
rzyli bardziej w swoje możliwości,
a nie w boską opatrzność, która jest
iluzoryczna, to część z nich sama zna-
lazłaby wyjście z impasu poprzez zna-
lezienie pracy lub samemu coś two-
rząc. W społeczeństwie głęboko re-
ligijnym brakuje inwencji twórczych,
wiary we własne możliwości, bo li-
czą, że sam Bóg ich w tym wyręczy,
a to odbija się na kondycji całego
społeczeństwa, które jest apatyczne,
nieufne, bo licząc na pomoc niebios,
która nigdy nie nadejdzie, sami sta-
ją się poprzez swoją wiarę kulą u no-
gi dla samych siebie. Wiem, że to,
co napisałem, po części jest przesa-
dzone, ale na wstępie zaznaczyłem,
że będzie to trochę przewrotne. Jest
jednak w tym coś na rzeczy, bo pań-
stwa, które nie poddały się religij-
nym wpływom, dużo lepiej prospe-
rują, ich społeczeństwa nie czekają
na boskie zmiłowanie. Weźmy pod
uwagę dzisiejszy kryzys. Otóż dotknął
on najbardziej kraje o dużym stop-
niu religijności jak Grecja (prawo-
sławie), Włochy, Hiszpania, Portu-
galia czy Irlandia, o USA nie wspo-
minając. Nie przyjmuję także do wia-
domości mitów ekipy Tuska, że nas
kryzys nie dotknął, ponieważ my je-
steśmy w kryzysie od początku lat 90.,
więc nawet nie zauważyliśmy tego
obecnego, bo zdążyliśmy do niego
przywyknąć. Czytelnik
Niebo dla burka
Wbrew temu, co Pan Bolesław
Parma napisał w artykule „Czy bu-
rek będzie zbawiony?” („FiM”
41/2013), miłość niektórych zwie-
rząt do ludzi wykracza poza instynk-
towne przywiązanie, czego najlep-
szym przykładem jest kotka z Po-
morzan (dzielnica Szczecina), któ-
ra tak bardzo kochała swoją panią,
że po jej śmierci popełniła rodzaj
samobójstwa, odmawiając przyjmo-
wania jakiegokolwiek (nawet naj-
bardziej luksusowego) pokarmu.
W tym samym artykule czytamy: „Je-
dynie człowiek jest zdolny do zła za-
winionego, tj. grzechu”. Jeśli tak jest,
oznacza to, że Biblia, domagając się
ukamienowania zwierzęcia, które
śmiertelnie pobodło człowieka (Wj 21.
28–32), żąda kary największej za zło
nawet w najmniejszym stopniu nie-
zawinione!
Irena Matejek, Szczecin
LISTY
Radio „FiM” nadaje!
Szukajcie nas i włączajcie na stro-
nie www.faktyimity.pl. Jak zwykle
można nas słuchać w czwartki i piąt-
ki od godziny 12.00 do 13.30. Tele-
fonujcie do nas podczas trwania au-
dycji pod numer 695 761 842 i pisz-
cie na Gadu-Gadu: 23105300 lub
adres e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. .
Zapraszamy!
Nasz nowy portal!
Zapraszamy do korzystania z nowe-
go multimedialnego portalu „Faktów
i Mitów”. Najnowsze informacje z kra-
ju i ze świata uzupełniane felietona-
mi naszych publicystów, artykułami
o ekologii, forum dyskusyjnym, omó-
wieniami bieżących numerów „FiM”
i gorącymi tematami naszych dzien-
nikarzy – to wszystko pod stałym
adresem www.faktyimity.pl. Portal
działa także na telefonach komórko-
wych i tabletach. Redakcja
20 przemilczana historia Nr 43 (712) 25–30 X 2013 r.
Kiedy Robert Koch odkrył,
że gruźlicę wywołują bakterie,
a nie zabawy z samym sobą,
masturbacja przestała być kwestią
medyczną, a stała się… polityczną.
P
roblem z onanizowaniem
się to dziecko Oświecenia.
To wtedy rozgłos zyskała
„Onania” – niewielka bro-
szura medyczno-reklamowa przepo-
wiadająca straszny koniec oraz do-
legliwe przypadłości tym, którzy
oddają się samotnemu grzechowi.
Czyli w zasadzie wszystkim. Diagno-
za postawiona przez anonimowego
autora szybko trafiła na salony. Po-
nieważ salonem byli wówczas ency-
klopedyści, znalazła swoje miejsce
także w tworzonej przez nich naj-
ważniejszej publikacji Oświecenia –
„Wielkiej encyklopedii francuskiej”.
Jako że ta ostatnia była czytana w ga-
binetach medycznych całego świata,
onanizm stał się wyjątkowo użytecz-
nym narzędziem tłumaczenia wszyst-
kiego, czego lekarze wytłumaczyć
nie potrafili. A trochę tego było…
Taka na przykład „Wielka encyklo-
pedia” Larousse’a jeszcze pod ko-
niec tamtego stulecia utrzymywała,
że onanizm to najczęstsza przyczyna
śmierci dzieci, a jedną z przypadło-
ści, które wyjątkowo chętnie wiązano
z onanizmem, była gruźlica.
Koch dla feministek
Trudno było rozmawiać o czymś,
od czego można umrzeć na sucho-
ty lub nabawić się… „debilizmu”.
W końcu o takich rzeczach się nie
mówi. Ich się po prostu nie robi, bo
jak się robi, to się choruje. Wszyst-
ko było przekonujące, bo niemal
każdy gruźlik kiedyś się masturbo-
wał. Oczywiste zatem jest również
to, że onanizm może powodować
powstanie dziur w płucach. Praw-
da? Natomiast to, że nie każdy, kto
kiedyś się masturbował, chorował
na gruźlicę, nie miało znaczenia.
Święcie wierzono w chorobotwór-
czą siłę onanizmu. Przynajmniej do
czasu, gdy Robert Koch udowodnił,
że gruźlica – oraz szereg innych cho-
rób wiązanych z onanizmem – jest
wywoływana przez Mycobacterium
tuberculosis, a nie przez samogwałt
w okresie dojrzewania.
Medyczny przełom podważył
prawdziwość zabobonu i otworzył
drogę feministkom oraz artystom,
którzy chcieli wykorzystać onanizm
jako narzędzie zmiany społecznej.
Sprawa była – wbrew pozorom – pa-
ląca i wcale nie zabawna, bo wiązał
się z nią niespotykany nigdy wcześ-
niej ani później rozwój prostytucji
oraz liczby seksualnych nerwic i psy-
choz, a rozmowa stała się możliwa
właśnie wtedy, gdy za sprawą Kocha
onanizm przestał być traktowany jak
śmiertelne zagrożenie dla zdrowia.
Czekać nie trzeba było dłu-
go, bo już na początku XX wieku
w Wielkiej Brytanii głos podniosły
działaczki, które przez całą epokę
wiktoriańską nieskutecznie walczyły
z plagą prostytucji i fatalnymi wa-
runkami, w których większość ko-
biet wykonywało najstarszy zawód
świata. Co mówiły? Przede wszyst-
kim to, że panowie powinni prze-
stać na masową skalę chodzić po
burdelach, a w zamian zaczęli się
onanizować. „Blackwell zaobserwo-
wała w klinicznej praktyce, że młodzi
mężczyźni korzystali z usług prostytu-
tek za pozwoleniem rodziców, którzy
chcieli w ten sposób uniknąć groź-
niejszych problemów: zatrzymania
nasienia z jednej strony, a mastur-
bacji z drugiej” – pisała Edith Ward
z Ligi Wyzwolenia Kobiet. Tak to
bowiem wtedy było i nie ma się cze-
mu dziwić. Który rodzic – wiedząc,
że masturbacja wywołuje gruźlicę
i wysychanie rdzenia kręgowego –
nie zrobiłby tego samego?
Zmiana była jednak tylko częś-
ciowa, bo zabobon, jak to zabobon,
nie ustępuje łatwo i aktualna pozo-
stawała kwestia moralności samo-
zaspokajania oraz jego wpływu na
psychikę. Środowiska kościelne ro-
biły zresztą wiele, żeby stosunek do
masturbacji się nie zmienił, i robiły
to z sukcesami. Kolportowano nowe
mity dotyczące samotnych zabaw. Je-
den z nawiedzonych ojców seksuo-
logii Richard von Krafft-Ebbing
uważał, że negatywne skutki są zwią-
zane nie tyle z samym onanizmem,
co raczej z ciągłym przegrywaniem
walki z pokusą. Porażka miała bo-
wiem demoralizować. Z tym tylko, że
żeby przegrać walkę, trzeba ją w ogó-
le podjąć. A to zrozumiano nieco
później – między innymi za sprawą
surrealistów, którzy do masturbacji
przykładali wyjątkową wagę.
Autoportret onanisty
Moralne tabu zaczęli przeła-
mywać artyści. Gustav
Klimt malował onani-
zujące się kobiety (obraz
powyżej), a jego uczeń –
wielokrotnie oskarżany
o szerzenie pornografii
Egon Schiele, którego
obrazy osiągają dziś na
aukcjach wielomilionową
wartość – poszedł o krok
dalej i namalował własny
portret, na którym widać,
jak malarz się mastur-
buje (obraz obok). Było
to łamanie społecznej
konwencji, ale też wy-
raz zmieniającej się at-
mosfery. W tym czasie
freudyści próbowali bo-
wiem ustalić swój stosu-
nek do onanizmu, co im
się ostatecznie nie udało,
ale ich dyskusje zmienia-
ły sposób rozmowy o sa-
motnym seksie.
To także miało zna-
leźć – i to niedługo po-
tem – swój artystyczny
wyraz. Za Schielem po-
szli bowiem surrealiści,
dla których masturbacja – tu od-
daję głos Thomasowi Laquerowi,
autorowi najbardziej chyba dokład-
nej monografii tematu – „była nie-
zwykle istotna. Rozmawiali o tym, ile
razy robi to każdy z nich, czy jest to
substytut seksu z kobietami i jakie
jest miejsce onanizmu w ich seksu-
alnej pamięci”.
Istotne okazało się jednak nie
to, że o sprawie rozmawiali w nowy
sposób, ale że malowali to, o czym
mówili. Ich sztuka miała wkrótce
zyskać ogromną siłę oddziaływania
i – znów cytując za Laquerem –
„z całą pewnością przekomarzania
się surrealistów i sztuka ich znacznie
wybitniejszego kolegi (Marcel Du-
champ – dop. red.) zapowiedziały
nowe role, w których wystąpi samot-
ny seks w dalszej części dwudzieste-
go wieku”.
Wal, pókiś młody
Hasło to nawiązywało do lat 60.
i 70. XX w., gdy feministki uczyniły
z onanizmu... oręż polityczny. Dziw-
ne? Dziwne. Ale co jeszcze dziw-
niejsze – miało to sens. Jakiś sens
w każdym razie. Argumentowano,
że samotny seks był czymś, co od-
bierano kobietom, i należy im to
przywrócić. Mówiono też tak: moż-
liwość samozaspokojenia to wolność
i niezależność. To podstawa, która
pozwala kobietom nie polegać na
mężczyznach i świecie zewnętrznym.
Była to nowa definicja roli ko-
biety, a w pewnym sensie także
prawdziwa rewolucja, ponieważ
wcześniej krytykowano masturba-
cję jako czyn aspołeczny. Feministki
– a przynajmniej część z nich – po-
wiedziały, że jest dokładnie na od-
wrót. „Tym, co się liczy, są relacje,
a masturbacja to jeden ze sposobów
ich wzbogacania” – pisze o ich po-
glądach Laquer.
Na gadaniu zresztą nie poprze-
stały i szybko przeszły do działania.
Było o to tym łatwiej, że działania
należały raczej do przyjemnych. Na
początku lat 70. rynek zalały książki,
które stały się przełomem w pojmo-
waniu seksualności i prawa kobiet
do czerpania z niej przyjemności.
Było trochę ideologii. Trochę po-
radników. A trochę pozycji łączą-
cych jedno z drugim – na przykład
„Seks dla jednej”.
Terry Garrity, autorka „Zmysło-
wej kobiety”, pisała, że onanizm „jest
jednym z najbardziej zadowalających
doświadczeń człowieka”, i radziła,
żeby czytelniczki wygospodarowały
na niego przynajmniej (sic!) kilka
godzin tygodniowo. W 1971 roku
opublikowano książkę „Nasze cia-
ła, my: kobiety dla kobiet”, w której
uznano, że masturbacja może służyć
nie tylko indywidualnej samorea-
lizacji, ale świetnie nadaje się też
do „budowania wspólnoty”. Za tym
znów poszły czyny i zaczęto organi-
zować grupy wspólnej masturbacji
i nauki jej technik. Robiły to zresztą
nie tylko panie, bo trochę później
ich tropem poszli także niektórzy
panowie i do życia powołano kluby
o znaczących nazwach – na przy-
kład New York Jacks i Melbourne
Wankers.
Tak było w latach 70. i 80. W la-
tach 90. Rebeka Chalker, autorka
bestsellerowej książki o wiele mó-
wiącym tytule: „Prawda łechtaczki:
tajemny świat pod twymi palcami”,
pisała o tym, że prawo do samoza-
spokojenia jest jednym z... niezby-
walnych praw człowieka. Poważnie.
Upolitycznienie onanizmu to
jednak nie tylko sprawa brytyjskich
i amerykańskich feministek. To tak-
że rzecz polskich muzyków, bo – jak
się wydaje – wszędzie tam, gdzie za-
bobon trzyma się mocno, potrzeba
humoru, by z nim walczyć. Nad Wi-
słą było tak całkiem niedawno, bo
w 1993 roku (powstał na ten temat
fenomenalny reportaż Mariusza
Szczygła pt. „Onanizm polski”),
kiedy do szkół chciano wprowadzić
podręcznik „Zanim wybierzesz”.
W książce napisanej przez kil-
ka katolickich małżeństw twierdzo-
no, że onanizujący się uczeń trafia
„na listę przegranych” i czekają go
„zaburzenia w kontaktach z płcią
odmienną”, „życie w ciągłym po-
czuciu zniewolenia”, „deformacja
popędu”, „może rozwinąć się w nim
orientacja homoseksualna”, odnie-
sie „szkodę na własnej osobowości”,
„pojawi się niemożność, aby uczyć
się czekać na cokolwiek”, „spadnie
zdolność opanowania frustracji”.
Rzecz byłaby śmieszna, gdyby
nie była poważna. Książkę zalecono
bowiem do użytku szkolnego. A po
przeczytaniu tych porad – zupełnie
jak w wieku XIX – młodzież zaczę-
ła wpadać w nerwice. Na szczęście
na ratunek ruszył jej wtedy Artur
„Cezar” Krasicki, który jeździł po
Polsce i podczas koncertów (ale nie
tylko) kolportował Manifest Onani-
styczny „Wal, pókiś młody”. Pisał
w nim: „Nie szkodzimy nikomu (...).
Poza tym masturbacja jest najzdrow-
szą ucieczką przed światem. Nie al-
kohol, nie marihuana, lecz właśnie
machanie rączkami. Tak więc walmy.
Póki młodość w nas”.
Później „Cezar” przestał być po-
trzebny, bo zabobon troszkę odpuś-
cił. Ale kto wie, co się stanie, kie-
dy coś do powiedzenia będzie mieć
w tych sprawach Krystyna Pawło-
wicz, i czego w szkołach będą się
wtedy uczyć dzieci. Może znów do-
wiedzą się o tym, że onanizm wy-
wołuje gruźlicę. Niewątpliwie prze-
konywać dzieci będą o tym „etycy”
w sutannach, notoryczni onaniści.
Wtedy „Cezara” trzeba będzie od-
naleźć i znów wysłać w trasę.
KAROL BRZOSTOWSKI
Onanizm
i polityka
21okiem biblistyNr 43 (712) 25–30 X 2013 r.
Tło reformacji
Aby mówić o reformacji – jej
przyczynach i skutkach – należy się
cofnąć aż do IV wieku po Chrystu-
sie, kiedy to w 313 r. cesarz Kon-
stantyn (306–337) uznał chrześci-
jaństwo za religię legalną, a cesarz
Teodozjusz I (347–395) uczynił ją
religią państwową. Wtedy to bo-
wiem ogłoszony został pierwszy re-
strykcyjny edykt Teodozjusza I, który
„nakazywał wszystkim swym ludom
wyznawać tylko tę religię, której prze-
strzegają biskup Rzymu Damazy i bi-
skup Aleksandrii Piotr; jej wyznawcy
mają z rozkazu cesarza nosić nazwę
chrześcijan katolików. Wszyscy inni to
szaleńcy i obłąkani, heretycy, a miej-
sca ich zebrań nie mogą być nazywane
kościołami. Było to prawne usankcjo-
nowanie katolicyzmu” (Aleksander
Krawczuk, „Kronika Rzymu i Ce-
sarstwa Rzymskiego”, s. 276).
Od tego czasu rozpoczęła się
nowa epoka w historii chrześcijań-
stwa. Chrześcijanie „z prześlado-
wanych stali się prześladowcami in-
nowierców i dyktowali swe warunki
państwu” (tamże, s. 251). Sprzyjała
temu polityka cesarza Teodozjusza,
który w 381 r. zwołał do Konstan-
tynopola sobór, na którym nie tylko
potwierdził nicejskie wyznanie wia-
ry i potępił wszystkie autonomiczne
wspólnoty chrześcijańskie, ale także
zrzekł się tytułu pontifex maximus na
rzecz biskupa Rzymu oraz wyniósł go
nad innych. W ten sposób nowo po-
wstała instytucja papiestwa stopniowo
coraz bardziej stawała się odbiciem
Imperium Rzymskiego, sprzeniewie-
rzając się prostocie ewangelii.
Oczywiście już przed epoką kon-
stantyńską wśród chrześcijan poja-
wiały się elementy obce Biblii. Na
przykład na przełomie II i III wieku
zaczęto czcić męczenników i wierzyć,
że mogą oni zadośćuczynić za grze-
chy żywych. Jednak dopiero polityka
cesarzy, przyznająca biskupom rzym-
skim coraz więcej przywilejów, spo-
wodowała, że Kościół papieski po-
czął coraz bardziej upadać duchowo
i moralnie (rozpusta, rządza władzy
hierarchów) oraz dopuszczać się na-
jokropniejszych zbrodni.
Z chwilą, kiedy chylący się ku
upadkowi Rzym pogański powierzył
biskupowi Rzymu prawie wszystkie
swe tytuły i przyozdobił nimi jego
tron, wynosząc go nad innych bisku-
pów, papieże zapragnęli również wła-
dzy politycznej, i to władzy nadrzęd-
nej nad całym ówczesnym światem.
Ten zaś wzrost potęgi i presti-
żu, począwszy od powstania Państwa
Kościelnego (756 r.), a w szczegól-
ności od pontyfikatu Grzegorza VII
(1073–1085), który sformułował teorię
o nadrzędności władzy duchownej nad
świecką („Dictatus papae”), spowodo-
wał, że kolejni papieże starali się cał-
kowicie podporządkować sobie nawet
królów, których – jeśli ci im się sprze-
ciwiali – mogli obłożyć interdyktem
z całym krajem włącznie. Jeśli zaś tylko
król został ekskomunikowany, papież
zwalniał poddanych od posłuszeństwa
i w ten sposób zmuszał monarchę do
przyjęcia jego żądań.
Był to okres, w którym papiestwo
niepodzielnie sprawowało rządy dusz.
Hierarchia kościelna całkowicie uza-
leżniła od siebie wiernych, wmawia-
jąc im, że nie może być zbawiony
ten, kto nie zastosuje się do ich za-
leceń. Ponieważ większość ludzi nie
umiała czytać, a poza tym Biblia była
niedostępna, wierni skazani byli wy-
łącznie na pokrętne nauki Kościoła.
Jan Henryk Merle d’Aubigné pisał
o tym tak:
„Tak tedy w łonie Kościoła wszyst-
ko się zmieniło. Na początku był Koś-
ciół narodem braci, teraz wytworzyła
się w łonie jego nieograniczona samo-
władza. Wszyscy chrześcijanie byli kró-
lewskim kapłaństwem (1 Piotra 2. 9),
pokorni pasterze przewodniczyli im.
Lecz z liczby pasterzy tych wyniósł je-
den głowę swą nad innych, jedne usta
zaczęły powiadać wyroki i słowa wy-
niosłe, jedna żelazna ręka zniewoliła
wielkich i małych, biednych i boga-
czów, wolnych i niewolników, zmu-
siwszy ich przyjąć piętno panowania
swego. Znikła ona pierwotna święta
równość każdej duszy wobec Boga. Na
słowo jednego człowieka rozdzieliło
się chrześcijaństwo na dwa nierówne
obozy; po jednej stronie stanęła kasta
duchowieństwa, przywłaszczając sobie
wyłącznie nazwę Kościoła i chełpiąc
się z wielkich przywilejów, którymi od
Boga wyszczególniona być utrzymywa-
ła; po drugiej zaś stronie stały tłumy
niewolnicze, stał lud ujęty więzami,
dźwigający kajdany, wydany na pa-
stwę zarozumiałej kasty duchowień-
stwa. Wszystkie szczepy, języki i narody
chrześcijaństwa uległy samowładzy du-
chownego króla, który jej dopiął w dro-
dze zwycięstwa” („Historya reforma-
cyi szesnastego wieku”, t. 1, s. 16).
Ten stan rzeczy doprowadził
w końcu do wystąpienia Marcina
Lutra.
Źródeł protestantyzmu nie nale-
ży się jednak dopatrywać wyłącznie
w jego wystąpieniu. Reformacja nie
wybuchła nagle w 1517 r. – poprze-
dzały ją wystąpienia między innymi
albigensów, waldensów, lollardów
i husytów.
Analizując początki protestan-
ckiej reformacji, nie wolno więc zapo-
minać o takich postaciach jak: Pierre
de Bruys, który nie uznawał mszy
oraz celibatu; Arnold z Brescii, któ-
ry m.in. piętnował pasożytniczy tryb
życia hierarchów Kościoła i wzywał
do wyzwolenia spod panowania pa-
piestwa; Piotr Waldo, który za naj-
wyższy autorytet w sprawach wiary
i życia uważał Biblię, a nie tradycję
(nauki kościelne), oraz odrzucał cały
szereg świąt kościelnych, ofiarę mszal-
ną, kult relikwii, obrazów i tzw. świę-
tych z Kościołem rzymskim włącznie
jako „matką wszetecznic i obrzydliwo-
ści ziemi” (Ap 17. 5); Jan Wiklif, któ-
ry zakwestionował widzialny Kościół,
jego sakramenty oraz papieża, które-
go nie uznawał za następcę św. Piotra,
lecz za następcę cesarza Konstanty-
na, czyli za samego antychrysta; Jan
Hus, który postulował konieczność
zreformowania instytucji kościelnych
na wzór pierwotnych wspólnot chrześ-
cijańskich, twierdząc, że apostoł Piotr
nigdy nie był głową Kościoła, a władza
papieska pochodzi od cesarzy, a nie
od Boga.
Oczywiście to tylko niektórzy po-
przednicy reformacji. Nie ulega jed-
nak wątpliwości, że to właśnie oni
przygotowali grunt dla Lutra i in-
nych współczesnych mu reformato-
rów. Dzięki nim reformacja mogła
się rozpocząć równocześnie i nie-
zależnie w różnych krajach Euro-
py. Reformatorzy wszędzie – mimo
pewnych różnic – głosili to samo
poselstwo o zbawieniu z łaski przez
wiarę. Było to możliwe nie tylko dzię-
ki współpracy, ale przede wszystkim
dlatego, że wszyscy za najważniejsze
źródło objawienia Bożego uznawali
Pismo Święte.
Znamienne jest również to, że
wszelkie prądy reformacyjne rodzi-
ły się w najbardziej znanych uniwer-
sytetach Europy: w Wittenberdze,
w Oksfordzie, w Cambridge i w Pa-
ryżu. Krótko mówiąc, reformatorzy
należeli do ludzi wszechstronnie wy-
kształconych oraz znających takie ję-
zyki jak łaciński, hebrajski i grecki.
Niektórzy z nich zajmowali też od-
powiedzialne stanowiska w samym
państwie, co również przyczyniło się
do rozwoju reformacji.
Wystąpienie Lutra
Wystąpienie Marcina Lutra – jak
już wyżej wspomniano – z jednej stro-
ny było reakcją na poważne naduży-
cia występujące w Kościele rzymskim
(korupcja, symonia, nepotyzm, rozpu-
sta i pogarda dla zwykłych ludzi, czyli
demoralizujący wpływ kleru), z dru-
giej zaś – było odpowiedzią na błędy
doktrynalne Kościoła, szczególnie na
doktrynę czyśćca oraz naukę o odpu-
stach i handel nimi. Tym bardziej że
dominikanin Jan Tetzel tak przed-
stawiał ich skuteczność:
„Chodźcie tedy, ja dam wam list,
zaopatrzony pieczęcią na dowód tego,
iż mocą jego nawet i te grzechy wam
są odpuszczone, które dopiero w przy-
szłości popełnić zamierzacie”.
„Ja bym przywileju mego ani za
stanowiska św. Piotra w niebie nie za-
mienił, bo ja moimi odpustami więcej
wybawiłem dusz, aniżeli on kazania-
mi swymi”.
„Co więcej, odpusty nie wybawiają
jedynie żywych, ale także i umarłych.
Do tego nie trzeba nawet pokuty”.
„Skoro pieniądz brząknie w skrzyni,
opuszcza dusza czyściec i wybawiona
ulatuje do nieba” (tamże, s. 186, 188).
W pewnym sensie przez ten ha-
niebny proceder również Tetzel uto-
rował drogę do reformacji, ponieważ
– jak powiedział później Luter – nikt
nie mógł dłużej znieść tych oszustw.
Tyle tylko, że ani jeden z biskupów
nie odważył się wystąpić przeciwko
temu szalbierstwu. Uczynił to dopiero
wspomniany Marcin Luter, który 31
października 1517 r. przybił swoje 95
tez na drzwiach zamkowego kościoła
w Wittenberdze.
Chociaż więc reformacja miała
wielu prekursorów, to faktycznie do-
piero determinacja Lutra i odwaga,
z jaką wystąpił przeciwko kupczeniu
odpustami, dały jej początek. Jego
tezy – za sprawą przedsiębiorczego
drukarza – w krótkim czasie obie-
gły całe Niemcy i wzbudziły ogrom-
ne poruszenie, również w Rzymie,
bowiem „biły papiestwo w najczulsze
miejsce – po kieszeni. Wzmogły one
w Niemczech poczucie niezadowolenia
z nadmiernych podatków płaconych
Rzymowi” (Tony Lane, „Wiara, ro-
zum, świadectwo”).
Dość wspomnieć, że chociaż
początkowo Luter nie miał zamiaru
występować przeciwko Kościołowi
rzymskiemu, a jedynie zwrócić uwa-
gę na prawdziwy sens pokuty, to
jednak podczas dysputy teologicznej
w Heidelbergu, którą zorganizowali
kard. Albrecht, Tetzel oraz Jan Eck,
nie dał się przekonać o niesłuszno-
ści swoich tez i nie poddał się woli
papieskiej. Jego wystąpienie wywo-
łało też wielkie wrażenie na słucha-
czach, wśród których byli m.in. przyszli
przywódcy reformacji: Marcin Bu-
cer, Jan Brenz i Erhard Schnepf,
którzy już wkrótce z zapałem zaczęli
szerzyć nauki Lutra.
Kiedy zaś kolejna dysputa w Lip-
sku w 1519 r. okazała się nieskuteczna,
a Luter miał już wokół siebie zaufa-
nych sprzymierzeńców (Filip Melan-
chton, Ulrich Hutten, Franck von
Sickingen) oraz obrońców (książę
Fryderyk Mądry) i z każdym dniem
zdobywał coraz więcej zwolenników
(również za granicą), papież Leon
X wydał 15 czerwca 1520 r. bullę
„Exsurge Domine” i wyklął niepokor-
nego mnicha, a także nakazał spalić
wszystkie jego dzieła. W odpowiedzi
Luter uczynił to samo z bullą papieską
(patrz malowidło) i również wyklął
papieża, mówiąc: „Ponieważ skaziłeś
prawdę Bożą, niechaj cię dziś Pan po-
chłonie w tym ogniu”. W ten sposób
doszło do całkowitego zerwania re-
formatora z Kościołem rzymskim, co
zostało przypieczętowane 16 kwiet-
nia 1521 r. w Wormacji następują-
cymi słowami Lutra: „Ja ani papie-
żowi samemu, ani soborom wierzyć
nie mogę, ponieważ oczywiste jest, iż
jedni i drudzy nieraz w błędy popadali
i sami z sobą stawali w sprzeczności.
Dlatego jeśli mię świadectwami Pisma
Świętego lub jasnymi publicznymi do-
wodami nie przezwyciężą, tudzież tymi
samymi wyrokami Pisma, które ja przy-
toczyłem, nie przekonają i nie wyzwolą
sumienia mego, które słowem Bożym
jest związane, to ja niczego odwołać
nie mogę i nie chcę (…). Oto stoję;
inaczej nie mogę; niech mi Bóg dopo-
może. Amen” (J.H. Merle d’Aubigné,
tamże, t. 2, s. 200).
BOLESŁAW PARMA
Interesują mnie zagadnienia związane z reformacją
i z postaciami, które odegrały w niej szczególną rolę,
takimi jak na przykład Marcin Luter.
Proszę zatem przybliżyć Czytelnikom fakty
związane z tymi wydarzeniami. Interesuje mnie również,
jaki wpływ wywarła reformacja na kraje Europy
oraz Kościół rzymskokatolicki.
Protestancka reformacja(1)
PY­TA­NIA­CZY­TEL­NI­KÓW
22 okiem sceptyka Nr 43 (712) 25–30 X 2013 r.
Dotarły już do mnie niektóre reakcje
Czytelników na tekst z minionego tygodnia,
dotyczący etycznych aspektów jadania mię-
sa. Jeden z Czytelników, który – zresztą po-
dobnie jak ja – jada mięso, powiedział mi,
że gdyby przyszło mu własnoręcznie zabijać
świnie na własne potrzeby, to wolałby chyba
umrzeć z głodu, niż zamordować zwierzę. To
bardzo ciekawe spostrzeżenie, bo uzmysławia
nam, że przemysł bierze na siebie w zasa-
dzie całe to barbarzyństwo, jakie wiąże się
z pozyskiwaniem mięsa dla celów spożyw-
czych. My możemy udawać, że nie wiemy,
skąd bierze się mięso w sklepach, i sprawiać
wrażenie, że nie mamy – jako zleceniodaw-
cy – udziału w całym tym procederze. Tę
formę wygodnego samookłamywania, jaką
zafundowała nam współczesna cywilizacja,
zdemaskował już 150 lat temu Ralph Waldo
Emerson, pastor unitariański i wolnościo-
wy myśliciel amerykański. Ujął to w lekko
ironicznej formie: „Właśnie skończyłeś jeść
obiad; i choćby rzeźnia była nie wiem jak sta-
rannie ukryta we wdzięcznej oddali, jest w tym
twój współudział”.
Cała sprawa hodowania i zabijania zwie-
rząt ma zresztą różne poziomy, a także rozma-
ite odmiany samooszukiwania się oraz hipo-
kryzji. Niektóre z nich mają wygląd zupełnie
humanitarny. Niedawno mieliśmy na przy-
kład walkę ze słynnym już ubojem rytualnym.
Oczywiście, rzecz była warta zachodu i godna
pochwały. Dobrze, że likwidujemy najbardziej
bestialskie formy zabijania. Ale rzecz ma swój
nieco wstydliwy odcień.
Otóż trudno nie odnieść wrażenia, że wal-
ka o „humanitarne zabijanie” zwierząt ma
w sobie coś nieco groteskowego. Już samo
sformułowanie „humanitarne zabijanie”, któ-
re pojawiło się tysiące razy w tej debacie,
jest mocno podejrzane. Bo co to właściwie
takiego jest?! Co może być humanitarnego
w zabijaniu? Czy zabijanie przez to, że staje
się trochę mniej bolesne i drastyczne, staje
się zaraz „humanitarne”? I czy uczynienie
go w taki sposób „humanitarnym” sprawi, że
znikną już wszelkie etyczne problemy zwią-
zane z zabijaniem?
I tu rodzą się kolejne pytania: czy całe
to moralne oburzenie przeciwko rytualne-
mu ubojowi nie było trochę zabiegiem sa-
mousprawiedliwienia i rozgrzeszenia więk-
szości społeczeństwa kosztem małych grup
religijnych? No bo teraz już wiemy, kto jest
„niehumanitarny” w odróżnieniu od nas –
sprawiedliwych pięknoduchów „zabijających
humanitarnie”. „Niehumanitarne” są te obce
etnicznie, okrutne religie bliskowschodnie, no
i chciwy biznes mięsny. My jesteśmy tacy nowo-
cześni, cholernie humanitarni, bo dajemy świni
w łeb przed poderżnięciem gardła i rozcię-
ciem bebechów.
À propos naszego humanitaryzmu. Nie-
dawno sieć sklepów Makro wycofała ze
sprzedaży mrożone kilkutygodniowe pro-
sięta. Nie z powodu przypływu humanitary-
zmu, ale wskutek protestów obrońców praw
zwierząt. Otóż widok martwych prosiaków
najwyraźniej dosyć trafnie kojarzy się części
klientów z dziećmi. Po nagłośnieniu sprawy
w mediach ten asortyment produktów mięs-
nych sieć sklepów wycofała z Polski, mimo
że istnieje pewne zapotrzebowanie na tego
rodzaju „towar”.
Nie wiem, czy „bardziej humanitarnie”
jest pozwolić świni dłużej żyć i się rozwijać,
czy może lepiej jest zabić ją w kilka tygodni
po urodzeniu. W każdym razie dostrzegam
w tym oburzeniu wokół zabijania zwierząt pe-
wien potencjał empatii. Ktoś w zwierzęciu, na
początek tylko w małym, dostrzegł jednak coś
„ludzkiego”, wartego współczucia i ochrony.
Dobre i to. Jak wspomniałem – także deba-
tę o uboju rytualnym uważam za pożyteczną,
o ile nie spowoduje ona u większości ugrzęź-
nięcia w trochę obłudnym samozadowoleniu.
MAREK KRAK
10 czerwca 1658 r. zebrał się
sejm, który już na początku obrad
na wniosek biskupów wykluczył
arian z poselskich ław. Uchwała wy-
pędzająca innowierców z Rzeczypo-
spolitej głosiła, że „jeśliby kto taki
znalazł się, który by sektę tę ariań-
ską w państwach naszych koronnych
jako i w W.X.L. (…) śmiał i ważył się
wyznawać, krzewić albo opowiadać
(…), na gardle ma być karan”. Ci,
którzy nie chcieli przejść na kato-
licyzm, dostali trzy lata na wyprze-
danie majątków i opuszczenie kra-
ju. Na sejmie z 1659 r. termin ten
skrócono do dwóch lat, a uchwałę
antyariańską uroczyście ponowiono
w 1661 r.
W 1662 r. rozciągnięto ją na
kobiety, żony braci polskich nawró-
conych na katolicyzm. Stwierdzono,
że ich dobra będą konfiskowane,
a mężowie zostaną pociągnięci do
odpowiedzialności zgodnie z usta-
wą z 1658 r., przewidującą karę
śmierci za „protegowanie ariani-
zmu”. Co do pozostałych w kraju,
a nienawróconych braci kazano „ta-
kowych imać i na gardle (…) ka-
rać”. Aby zachęcić do denuncja-
cji, ofiarowywano oskarżycielom
połowę majątku zdemaskowa-
nego arianina. Z ambony nato-
miast, co oczywiste, poza zyskiem
doczesnym – łupem w pogromie
miejskim, zyskownym majątkiem
bądź gratyfikacją pieniężną – obie-
cywano również nagrodę wieczną.
Chcąc ostatecznie skompromito-
wać przeciwnika, sformułowano
zarzut pokrewieństwa arianizmu
z… islamem, a następnie przecho-
dzono do oskarżenia o sprzyjanie
Turcji, by w końcu „udowodnić”
braciom zdradę.
Najwierniejsze religii ariańskiej
były kobiety – bardziej przywiązane,
żarliwsze, śmielsze i bardziej nie-
ugięte od mężczyzn. Dużą rolę od-
grywały względy emocjonalne, ale
też fakt, że paniom łatwiej było unik-
nąć odpowiedzialności prawnej. Co
więcej, w środowisku arian pozycja
kobiet była znacznie silniejsza niż
w zborach protestanckich czy wśród
katolików. Arianie wiernie trzymali
się litery Biblii, kwestionowali więc
boskość Jezusa oraz nadprzyrodzo-
ną rolę Marii jako „Matki Boga”.
Skutkowało to w arianizmie odrzu-
ceniem ideału kobiety dziewiczej,
niepokalanej. W rezultacie arianki
traktowano bardziej racjonalnie i po
partnersku, panie często wygłaszały
kazania, a także nauki moralne.
Do 1663 r. ukrywała się
w Polsce (m.in. u dawnych
współwyznawczyń: Szem-
bekowej i Strzałkowskiej)
Zofia Przypkowska, żona
Mikołaja. Arianką aż do
śmierci w 1664 r. pozostała
żona Zbigniewa Sienieńskiego
(zmarł w 1651 r.). Identyczną de-
cyzję podjęła Elżbieta z Mosko-
rzowskich, matka arianina Acha-
cego Taszyckiego, bachmistrza
(nadzorca prac górników) bocheń-
skiej kopalni soli, który wyemigro-
wał wraz z rodziną.
Elżbieta do końca życia, a więc
przypuszczalnie do 1670 r., pozo-
stała arianką, podobnie jak służą-
ca Taszyckim rodzina Dewiatów.
Identycznie postąpiła Aleksandra
Potocka, córka Jana Potockie-
go, która wyszła za mąż za kalwi-
nistę Zygmunta Mierzyńskiego,
eksarianina. Wytrwała ona w wie-
rze rodziców do końca życia. Mało
tego, w tym samym wyznaniu wy-
chowała – ku radości babki, Zofii
z Taszyckich Potockiej – swoją
córkę, również Zofię. Po śmierci
matki Zofię juniorkę wzięła na wy-
chowanie babka arianka, zapisując
jej w testamencie różne kosztowno-
ści. Wywołało to
oburzenie synów Jana Potockiego,
którzy wszczęli w sądzie walkę
z Zofią Mierzyńską o zwrot ma-
jątku otrzymanego w spadku po
babce (Potoccy ostatecznie nic nie
uzyskali). Zofia Mierzyńska była
prawdopodobnie arianką „ostatnią
w Sądecczyźnie”.
O tym, czym groziło posiadanie
żony arianki, dowiedział się Marek
Lubieniecki po tym, jak przeszedł
z arianizmu na kalwinizm. Za po-
życie z Barbarą z Gosławskich
skonfiskowano mu majątek, który –
jako dobra poariańskie – miał przy-
paść jej krewnym. Dopiero oświad-
czenie Lubienieckiego, że „żonę
swoją, ariańską sektą zarażoną, od
siebie za granicę oddalił i dotąd (bez
komunikacyjej) z nią nie żyje”, za-
pobiegło przepadkowi jego mienia
i spowodowało unieważnienie de-
cyzji o jego konfiskacie. W 1675
r. dziekan biecki ksiądz Jan Cza-
plic oskarżył Jana i Wacława
Potockich
o to, że żyją z żonami arianka-
mi. Obaj zostali również oskarże-
ni o ukrywanie w swoim majątku
m.in. arianek Elżbiety Ankwi-
czowej i Doroty Bieńkowskiej.
Sprawy te skończyły się jednak na
pozwie. Kobiety mogły liczyć nie
tylko na opiekę eksarian, ale rów-
nież na pomoc Jerzego Gejża-
nowskiego, któremu ostatni synod
ariański w Polsce zlecił opiekować
się tymi paniami, których mężowie
przeszli na katolicyzm.
Wielu zostało zmuszonych do
oficjalnej konwersji ze względu na
donosicielstwo sąsiadów. Anna z Bi-
dzińskich Wiszowata, żona kalwina
Aleksandra z Szumek, eksarianina,
w 1691 r. pod groźbą wiszącego nad
rodziną procesu przyjęła katolicyzm.
Za spóźnioną konwersję zapłaciła
niewielką grzywnę, za to jej mąż po-
szedł na 12 tygodni do wieży. Bardzo
gorliwa w arianizmie była również
Gryzelda de domo Wylamówna,
żona magnata i podkomorzego ki-
jowskiego Stefana Niemirycza, któ-
ra do swojej śmierci podtrzymywała
arianizm męża, a jej przywiązanie do
wiary zmusiło Niemirycza do pójścia
z rodziną na wygnanie. Nie chcąc tra-
cić majątków ani stanowisk, mężowie
wysyłali niekiedy swoje żony arianki
na pobyt czasowy za granicę dla za-
pewnienia sobie i im bezpieczeństwa.
Procesy o tzw. kryptoarianizm
ciągnęły się w Polsce do początków
XVIII w., przechodząc w prześla-
dowanie innych wyznań pod
pozorem tzw. kalwinoariani-
zmu. Ostatnie znane wypad-
ki konfiskaty dóbr ariańskich
pochodzą z 1701 r. Wówczas
to odebrano dobra dziedzicz-
ne Morsztynów córce Sewe-
ryna, Jadwidze Morsztyn,
oraz jej wnukom jako osobom
„uporczywie trwającym w błę-
dzie ariańskim”.
ARTUR CECUŁA
Polak niekatolik (66)
Wierne ariankiKobiety uporczywie trwały w wierze ariańskiej.
Wiele z nich po uchwale sejmu
o wygnaniu braci polskich z Rzeczypospolitej
latami nie zmieniało wyznania.
ŻYCie Po ReliGii
B
arbarzyństwo, w którym niejed­
nokrotnie mamy swój współudział,
jest tak starannie zakonspiro­
wane, że nasze sumienie może zażywać
niemal niezakłóconego relaksu.
Były sobie świnki...
23przemilczana historiaNr 43 (712) 25–30 X 2013 r.
J
ohann Krapf (1810–1881)
był pierwszym misjonarzem
w interiorze Afryki Wschod-
niej, ale też eksploatatorem,
etnologiem i lingwistą – uczonym,
który podjął studia nad kulturą i ję-
zykiem suahili (swahili). Opracował
gramatykę tego języka i jego słownik
(suahili jest językiem narodowym
w Tanzanii, Kenii i jednym z czte-
rech języków narodowych w Demo-
kratycznej Republice Konga). Był
pierwszym Europejczykiem, który
zobaczył w 1849 r. Mount Kenya
(góra Kenia) oraz opisał szczegóło-
wo niektóre strony Afryki Wschod-
niej – jej przyrodę, geografię oraz
zwyczaje ludności.
Jako misjonarz luterański dzia-
łalność misyjną rozpoczął od Etio-
pii, pracował nad chrystianizacją
ludności Galla, która jednak wrogo
przyjęła misjonarzy. W tych warun-
kach tamtejsza placówka misyjna
Church Missionary Society zosta-
ła zamknięta w 1843 r. Niezrażo-
ny Krapf zdecydował się wówczas
podjąć akcję misyjną wśród ludno-
ści Galla w okolicach Mombasy i w
styczniu 1844 r. przybył na Zanzi-
bar – wyspę u wschodnich wybrze-
ży Afryki. Udał się do Lamu i do
Mombasy – która stała się podstawą
jego pracy krzewicielskiej – a na-
stępnie odbył swoją pierwszą po-
dróż do miejscowości Rabai, głów-
nej siedziby misji i szkoły misyjnej.
Miała ona być – według planów
Krapfa – pierwszą tego typu pla-
cówką w łańcuchu następnych, łą-
czących Afrykę Wschodnią z Afryką
Zachodnią.
W dalszej pracy Krapf znalazł
pomoc w Johannie Rebmannie
(1820–1876), niemieckim misjona-
rzu londyńskiego Church Missiona-
ry Society, który przybył do Afry-
ki Wschodniej w 1846 r. Zarówno
Krapf, jak i Rebmann łączyli pracę
misyjną i nauczycielską z badaniami
naukowymi. Pierwszy zajął się języ-
kiem suahili, a drugi opracował sze-
reg map okolic Afryki Wschodniej
– obydwaj utorowali w ten sposób
drogę dla kolejnych wypraw eksplo-
racyjnych. Rebmann był też pierw-
szym Europejczykiem, który w 1848
r. zobaczył śniegi Kilimandżaro. Na-
ukowe osiągnięcia obydwu misjo-
narzy nie szły bynajmniej w parze
z sukcesami w ich pracy nawracania.
Szkoła misyjna w Rabai nie promie-
niowała szerzej i gdy odwiedził ją
w 1864 r. brytyjski konsul z Zanziba-
ru, z rozczarowaniem stwierdził, że
uczyło się w niej zaledwie sześcio-
ro ochrzczonych Afrykanów. Naj-
większym sukcesem Krapfa w dziele
chrystianizacji był Nowy Testament
przełożony na język suahili. Oby-
dwaj misjonarze przygotowali też
grunt dla wyprawy eksploracyjnej
słynnego szkockiego misjonarza
i odkrywcy Davida Livingstone’a
(1813–1873), który uważa niewolni-
ctwo za hańbę cywilizacji.
Zdecydowanie mniej entuzja-
stycznie aniżeli historycy europejscy
działalność Livingstone’a oceniają
badacze afrykańscy (m.in. historyk
William Robert Ochieng). Nie
kwestionują, że Livingstone był jed-
nym z największych badaczy Czarne-
go Lądu w XIX w., jednak krytycz-
nie oceniają jego motywy eksploracji
i pracy misyjnej. Wskazują na krzyw-
dzący i negatywny wizerunek czar-
nego człowieka, jaki pod wpływem
tego wielkiego brytyjskiego podróż-
nika wszedł na długo do świadomo-
ści białego człowieka. Podkreślają,
że Livingstone utrwalał stereotyp
Afrykanów jako ludzi nieudolnych,
zacofanych i leniwych, którzy sto-
ją w drabinie ewolucyjnej niżej od
człowieka białego. Drogę do ucywili-
zowania człowieka czarnego widział
w odebraniu mu najżyźniejszych
ziem i podjęciu szerokiej akcji ko-
lonizacyjnej białej ludności, bowiem
tylko biali osadnicy mogli – jego zda-
niem – rozwinąć rolnictwo, górni-
ctwo i handel w Afryce. Livingsto-
ne dawał w ten sposób argumenty
imperialistom i rasistom brytyjskim,
dopingując ich do podboju Afryki,
a jednocześnie łagodził sumienia
ewentualnych przeciwników.
Walka ludności wschodnioafry-
kańskiej przeciwko białym koloni-
zatorom przybierała różne formy
– od biernego oporu po działanie
z bronią w ręku. Walkę utrudniały
brak zgody i wewnętrzne rozgrywki
pomiędzy czarnymi władcami, co
ułatwiało Brytyjczykom i Niemcom
„dzielenie i rządzenie”. Kulmina-
cją walki na początku XX w. było
powstanie Maji-Maji (Madżi-Ma-
dżi) w latach 1905–1907 w Tanga-
nice (obecnie jest to lądowa część
Tanzanii).
Od 1890 r. Tanganika znaj-
dowała się pod zwierzchnictwem
Niemiec jako Niemiecka Afryka
Wschodnia. W Tanganice liczącej
około 7 mln ludności afrykańskiej
Niemcy szczególnie duże nadzieje
wiązali z rozwinięciem rolnictwa
rodzimych plantatorów, przewidu-
jąc, że Tanganika stanie się „kra-
jem białego człowieka”, tak jak
Kenia czy Rodezja. Duże zna-
czenie przyznawano opartym na
segregacji rasowej afrykańskim
szkołom kolonialnym szerzącym
niemiecką kulturę, co zostało za-
powiedziane w 1886 r. na kongre-
sie misji niemieckich, na którym
stwierdzono: „Misje niemieckie,
ewangelickie i katolickie w równej
mierze powinny brać czynny udział
w realizacji narodowego programu
kolonialnego (…), nie powinny się
ograniczać do swej pracy misyjnej,
lecz również powinny pomagać
w szerzeniu niemieckiej kultury
i myśli niemieckiej w koloniach”.
Administratorzy Tanganiki, oba-
wiając się oporu, zwalczali najmniej-
sze nawet objawy niezadowolenia
z całą brutalnością, stosowali rów-
nież represje wobec kobiet i dzie-
ci afrykańskich. W reakcji wobec
twardych i brutalnych metod nie-
mieckich okupantów, którzy w naj-
szybszym czasie usiłowali osiągnąć
swoje cele kolonialne, od początku
opór ludności afrykańskiej był gwał-
towny i długotrwały.
W rejonie wybrzeża Suahili mia-
ły miejsce dwa większe wystąpienia
zbrojne miejscowej ludności skie-
rowane przeciwko kolonizatorom.
Jedno z nich – pod wodzą Abushiri
ibn Salima – objęło wybrzeże i jego
najbliższe zaplecze, drugie zaś – pod
przywództwem Bwana Heri – mia-
ło swoje oparcie w Kilwie. Do zdu-
szenia buntu Niemcy musieli użyć
znacznych sił, otrzymali też pomoc
od Brytyjczyków i Portugalczyków.
Natomiast w południowej Tangani-
ce wódz Machemba przez szereg
lat był niepokonany. Także lud-
ność Wahehe pod wodzą Mkwa-
wa początkowo zwycięsko odparła
Niemców i przez kilka lat cieszy-
ła się niepodległością. Misjonarze
w końcu zdobyli jednak siedzibę
Mkwawa, a schorowany i samotny
wódz popełnił w 1898 r. samobój-
stwo w obliczu zbliżającego się do
jego kryjówki patrolu niemieckie-
go. Głowę bohaterskiego wodza
afrykańskiego Niemcy wysłali do
Berlina. Do swojego ludu powró-
ciła dopiero w 1955 r.
Jednak największym wystąpie-
niem zbrojnym ludności wschod-
nioafrykańskiej przeciwko białym
okupantom było powstanie Maji-
-Maji. Zespoliły się w nim aspek-
ty wolnościowe, patriotyczne
i millenarystyczne. W tym ostat-
nim wypadku istotna była wiara
w zmartwychwstanie przodków
oraz przekonanie, że przywódca
powstania, opętany przez boga-
-węża Hongo czarownik Kinjiki-
tile Ngwale, został zesłany w celu
uwolnienia swojego ludu spod nie-
mieckiej okupacji. Wyjątkowość
buntu Maji-Maji (maji oznacza
wodę – uczestnicy powstania wie-
rzyli, że święta woda ochroni ich
przed kulami) polegała na tym, że
był to ruch na wielką skalę, zor-
ganizowany i kontrolowany przez
jego przywódców (objął 20 grup
etnicznych).
Powstanie poprzedził ruch re-
ligijny Jujila (Jwiywila), który roz-
powszechniał w Ngalambe wieści
o pojawieniu się potężnego sza-
mana oraz znalezieniu cudowne-
go środka, skutecznego w walce
z białymi. Mówiono, że zmarłych
przodków można spotkać żywych
w Ngalambe. Po przybyciu do Nga-
lambe pielgrzymi otrzymywali od
Kinjikitile Ngwale cudowną wodę
(była to zwykła woda zmieszana
z olejem rycynowym i nasiona-
mi prosa) oraz polecenie powro-
tu do swoich wsi w oczekiwaniu
na ogłoszenie powstania. Rozpo-
częło się ono 20 lipca 1905 r. od
zniszczenia niemieckich plantacji
bawełny w Nandette i Kibata w po-
bliżu Kilwy. Kinjikitile Ngwale zo-
stał szybko pojmany przez Niem-
ców i powieszony 4 sierpnia 1905
r. Wcześniej zdołał jednak zapalić
ogień rebelii na olbrzymich obsza-
rach, a tysiące tubylców uwierzyło
w cudowną moc rozprowadzanego
przez niego specyfiku, który zamie-
nia kule w krople wody.
Powstańcy byli słabo wyposaże-
ni, za to dominowali nad Niemca-
mi liczebnie. W niektórych stronach
siły rebeleiantów liczyły prawie 4
tys. ludzi. Powstańcy zgładzili pew-
ną liczbę przedstawicieli władz oku-
pacyjnych i Arabów, a 14 sierpnia
1905 r. zamordowali białego bisku-
pa katolickiego Cassiana Spis-
sa i kilku jego współtowarzyszy
misjonarzy. Zostały również spa-
lone budynki misji, m.in. w oko-
licach Dar es Salaam. Niemie-
cki gubernator Gustav Adolf
von Götzen zwrócił się do Ber-
lina o pomoc. Pod koniec 1905
r. Niemcy zaczęli opanowywać
sytuację – głównie za pomo-
cą brutalnych metod represyj-
nych polegających na paleniu
wsi sprzyjających powstańcom
oraz niszczeniu upraw i wszel-
kich innych źródeł pożywienia.
Buntownicy nie potrafili spro-
stać przeciwnikowi uzbrojonemu
w broń maszynową, a uciekając,
wyrzucali butelki z magiczną miks-
turą i krzyczeli: „Maji to kłamstwo!”.
W sierpniu 1907 r. walki ustały już
całkowicie i powstanie upadło.
Oblicza się, że na skutek re-
presji, epidemii i głodu zginęło
wówczas ponad 300 tys. tubylców.
Niemcy tak gruntownie ogołocili
całe okolice ze zbiorów, że głodu-
jące matki nie były w stanie wyżywić
niemowląt i śmiertelność dzieci mu-
rzyńskich osiągnęła wówczas nieno-
towane wcześniej rozmiary.
W wolnej od 1961 r. Tanzanii po-
wstanie Maji-Maji jest szczególnym
wydarzeniem narodowym. Czczone
jest jako heroiczny zryw ludności
afrykańskiej przeciwko agresji bia-
łych kolonizatorów, jako początek
walki Tanzanii o niepodległość.
ARTUR CECUŁA
Johann Ludwig Krapf i Johann Rebmann,
odkrywcy interioru Afryki Wschodniej, jako
misjonarze nie osiągnęli wiele. Kulminacją oporu
ludności wschodnioafrykańskiej przeciwko
kolonizatorom było powstanie Maji-Maji
w latach 1905–1907.
Jak chrzczono Afrykę(38)
Johann Rebmann
Powstanie Maji-Maji w Tanganice
24 grunt to zdrowie Nr 43 (712) 25–30 X 2013 r.
O
jczyzną tego przy-
smaku są Indie –
metodę klarowania
masła wynalezio-
no tam już ponad
4 tys. lat temu i od tamtej pory jest
ono powszechnie używane w kuch-
ni. Hindusi uważają je za najdosko-
nalszy tłuszcz świata i stosują nawet
w celach sakralnych.
Oryginalne ghee jest pochodną
mleka bawolego. Z uwagi na to, że
jest słabo dostępne w Polsce, pro-
ponujemy produkt z mleka krowie-
go, który nie ustępuje pierwowzo-
rowi. Masło krowie podgrzewa się
długo na małym ogniu, by wyelimi-
nować z niego wodę oraz białko.
Otrzymany produkt jest praktycz-
nie czystym tłuszczem. Sklarowane
masło ma bursztynowo-złoty kolor,
lekko słodkawy, orzechowy aromat
i przyjemny, delikatny smak. Moż-
na je przechowywać poza lodówką
nawet przez kilka miesięcy. Nie
jełczeje ani nie przypala się nawet
w bardzo wysokiej temperaturze
– punkt dymienia osiąga dopiero
przy 252 stopniach Celsjusza, czyli
w temperaturze znacznie wyższej
niż w przypadku innych olejów.
Punkt dymienia to tempera-
tura, w której tłuszcz zaczyna się
rozpadać na glicerol i wolne kwasy
tłuszczowe, a także traci wszelkie
własności odżywcze. Dalsze pod-
grzewanie spowoduje powstanie
substancji o nazwie akroleina, któ-
ra jest głównym składnikiem dymu
świadczącego o spaleniu tłuszczu.
Dla przykładu punkt dymienia ole-
ju rzepakowego wynosi 177 stop-
ni Celsjusza, oliwy z oliwek extra
virgin – 191 stopni Celsjusza, zwy-
kłego masła – 177 stopni Celsju-
sza, smalcu – 188 stopni Celsjusza,
a oleju z pestek winogron – 216
stopni Celsjusza. Ghee zdecydo-
wanie deklasuje inne tłuszcze, co
oznacza, że można smażyć na nim
w wysokiej temperaturze. Poza tym
potrawy przyrządzane nań mają
posmak świeżego masła, a dzięki
temu, że nie wsiąka ono w produk-
ty, używamy go mniej i uzyskujemy
smaczną, chrupiącą złotą skórkę.
Masło klarowane spotkamy także
w wielu naszych przedwojennych
przepisach kulinarnych – na przy-
kład na pączki i faworki.
Oprócz smażenia możemy uży-
wać go do okraszania ugotowanych
warzyw, do ciast oraz oczywiście
do smarowania kanapek. Dietety-
cy zalecają jednak, aby spożywać
nie więcej niż dwie duże łyżki ghee
dziennie.
Dla zdrowia
Główną zaletą masła klarowa-
nego nie jest jednak jego smak, ale
walory zdrowotne. Chociaż może
to być dziwne, ale przyczynia się
ono między innymi do leczenia
chorób krążenia, choć przed pod-
jęciem kuracji sugerujemy konsulta-
cje z lekarzem. Niektórzy powiedzą,
że spożywanie lipidowych związków
organicznych to prosta droga do
miażdżycy, ale przecież nasz orga-
nizm potrzebuje zarówno tłuszczów
zawierających nasycone, jak i niena-
sycone kwasy tłuszczowe. W ghee
występują oba ich rodzaje. Te nasy-
cone są obwiniane o powodowanie
szeregu dolegliwości. Ich nadmierna
konsumpcja wiąże się z występowa-
niem chorób serca, miażdżycy, uda-
rów i raka. Dotyczy to jednak tylko
długołańcuchowych kwasów tłusz-
czowych, krótkołańcuchowe są zaś
łatwe do strawienia przez nasz or-
ganizm i przyczyniają się do popra-
wy gospodarki hormonalnej oraz do
wzmocnienia błon komórkowych.
Możemy je znaleźć właśnie w maśle
ghee oraz na przykład w naturalnym
oleju kokosowym. Inny składnik wy-
stępujący w maśle klarowanym i ma-
jący korzystne działanie na serce to
kwas linolowy o silnym działaniu
antyutleniającym.
Dzięki zawartości kwasu masło-
wego posiada ono także działanie
antynowotworowe oraz przeciwwi-
rusowe, a także przyspiesza gojenie
się ran (np. oparzenia). Likwidu-
je nadmiar kwasów żołądkowych,
przez co działa ochronnie na za-
bezpieczone śluzem ściany żołądka
oraz jelit. Jest ważnym składnikiem
odżywczym dla nabłonka wyścielają-
cego nasze drogi trawienne i próżno
szukać go w innych rodzajach tłusz-
czów. Dlatego też osoby cierpiące
na owrzodzenia dróg trawiennych
powinny – po wcześniejszym zasięg-
nięciu opinii lekarza – włączyć ghee
do swojej codziennej diety. Jest ono
również pomocne w zapobieganiu
i leczeniu choroby Alzheimera, ale
jego ilość należy skonsultować ze
specjalistą. Niektórzy przekonują,
że produkt ten korzystnie wpływa
także na potencję. Zawiera wita-
miny A, D, K i E, które wchła-
niają się tylko w obecności tłusz-
czów. Dobra wiadomość dla osób
z nietolerancją laktozy jest taka, że
podczas procesu klarowania cukier
mlekowy zostaje usunięty z masła
i może być ono spożywane przez
nich bez obaw wystąpienia sensacji
żołądkowych.
Dodatkowo Hindusi wierzą,
że ghee korzystnie wpływa na pra-
cę mózgu – usprawnia procesy na-
uczania, zapamiętywanie i kojarze-
nie. Zgodnie z ich przekonaniami
jest to również produkt zapewniają-
cy długowieczność. Dlatego stosuje
się go w wielu indyjskich recepturach
zielarskich.
Dla urody
Ghee to także kosmetyk, który
korzystnie wpływa na nasze oczy.
Zabieg Netra Basti, czyli kąpiel
oczu w ciepłym maśle, nadaje im
blask, poprawia postrzeganie barw,
niweluje zmarszczki i cienie pod
oczami, wzmacnia rzęsy oraz usu-
wa zmęczenie. Ponieważ usprawnia
on nerw wzrokowy i oczyszcza gał-
kę oczną, jest szczególnie polecany
dla osób, które spędzają dużo czasu
przy komputerze.
Ghee kupimy w sklepach ze
zdrową żywnością. Jego cena waha
się od 35 do nawet 80 zł za kilogram
– w zależności od objętości opako-
wania (duże „wychodzi” taniej).
Trzeba jednak dokładnie czytać
skład produktu, który zamierzamy
kupić, ponieważ zdarzają się pod-
róbki wykonane z mieszanki mar-
garyny i oleju. Stuprocentową pew-
ność jakości będziemy mieli, jeśli
przygotujemy je sami. W tym celu
z powodzeniem możemy sięgnąć po
powszechnie dostępne w Polsce ma-
sło z mleka krowiego.
Oto jak samemu zrobić ghee
(patrz zdjęcia):
Jedną lub kilka (według uznania)
kostek masła wkładamy do rondelka.
Ważne, aby masło było wysokiej ja-
kości – najlepiej 83 procent zawarto-
ści tłuszczu – na przykład „Osełka”.
Roztapiamy je na małym ogniu
i uważamy, aby nie przypaliło się
zawarte w nim białko.
Po całkowitym roztopieniu się
masła na jego powierzchni pojawi
się piana – białko, które delikat-
nie usuwamy łyżką cedzakową. Pod
nim znajduje się czysty tłuszcz, a na
spodzie naczynia – kolejna warstwa
białka oraz resztki wody.
Po zebraniu całej piany (biał-
ka) z powierzchni masła ostrożnie
zlewamy nasze ghee do osobnego
naczynia. Trzeba uważać, aby nie
dostało się do niego białko, które
pozostało na dnie rondelka.
Czyste ghee pozostawiamy do
ostudzenia i stężenia. Nie musimy
trzymać go w lodówce, ponieważ
nawet w ciepłym klimacie przez wie-
le miesięcy zachowa swoje walory
smakowe i zdrowotne.
A oto kilka przepisów kulinar-
nych z wykorzystaniem klarowanego
masła lub piany powstałej przy jego
klarowaniu:
CIASTECZKA MAŚLANE
l    1 szklanka piany pozostałej
z klarowania ghee
l    2,5 szklanki mąki
l    1 łyżeczka proszku do pieczenia
l    1 szklanka cukru
l    1 opakowanie cukru waniliowego
l    1/2 tabliczki mlecznej czekolady
Czekoladę łamiemy na kost-
ki i każdą z nich przekrawamy na
cztery. Pianę miksujemy z cukrem,
cukrem waniliowym i proszkiem do
pieczenia. Dodajemy kawałki czeko-
lady i mąkę – ręką zagniatamy cia-
sto. Zawijamy w folię aluminiową
i wstawiamy do lodówki na pół go-
dziny. Lepimy kulki o średnicy 3 cm,
spłaszczamy pomiędzy dłońmi i ukła-
damy na wyłożonych pergaminem
blaszkach. Zachowujemy dość duże
odstępy, ponieważ ciasteczka będą
rosły podczas pieczenia. Pieczemy je
partiami w nagrzanym do 180 stop-
ni Celsjusza piekarniku przez około
15 minut, aż nabiorą złotego koloru.
Ciasteczka można z powodzeniem
zrobić z masłem zamiast piany z ghee
(w takiej samej proporcji). Jednak te
z pianą są bardzo kruche i rozpły-
wają się w ustach.
WARZYWA Z PRZYPRAWAMI
PRAŻONYMI NA GHEE
l    2 łyżeczki kminku
(najlepiej indyjski, czasami
nazywany też rzymskim)
l    1/2 łyżeczki nasion czarnej
gorczycy
l    kawałek korzenia imbiru wielkości
orzecha włoskiego
l    2 łyżki ghee
l    2 ziemniaki
l    1 marchewka
l    1/2 kalafiora
l    1 mała cukinia
l    1 pomidor
l    1/2 szklanki śmietany
Proces prażenia mieszanek przy-
praw na ghee jest podstawową sztu-
ką kuchni indyjskiej. Ten przepis
pokazuje, w jaki sposób przyprawy
potrafią zmienić smak warzyw i z
pospolitych składników wyczarować
wykwintne danie. Warzywa myjemy.
Ziemniaki oraz marchew obieramy
i kroimy: ziemniaki w kostkę, mar-
chewkę w cieniutkie słupki o długości
4 cm. Kalafior dzielimy na małe ró-
życzki o średnicy nie większej niż 2
cm. Cukinię kroimy w półplasterki
o grubości 1 cm. Pomidora sparza-
my, obieramy i drobno siekamy. 1
łyżeczkę kminku mielimy w młynku.
Korzeń imbiru obieramy i dzielimy
na dwie części. Jedną kroimy w cie-
niutkie słupki, drugą ścieramy na tar-
ce na miazgę. Mieszamy utarty imbir
i zmielony kminek ze śmietaną.
W woku lub na głębokiej patel-
ni o grubym dnie rozgrzewamy ghee.
Wrzucamy do niego nasiona gorczy-
cy. Po chwili, gdy zaczną pęcznieć
i strzelać (możemy nakryć patelnię
pokrywką), wsypujemy niezmielony
kminek, mieszamy i dodajemy po-
krojony imbir. Smażymy wszystko,
mieszając przez pół minuty, aż słupki
imbiru staną się jasnobrązowe. Wrzu-
camy pokrojone warzywa (oprócz po-
midora) i mieszamy, aby tłuszcz oraz
przyprawy oblepiły je z każdej strony,
zalewamy odrobiną wody, a następ-
nie przykrywamy patelnię pokrywką.
Gdy warzywa staną się jędrne (nie za
miękkie), dodajemy śmietanę z przy-
prawami. Gotujemy nadal bez przy-
krycia, aż sos dobrze odparuje i zrobi
się gęsty. Dodajemy pomidory i jedną
łyżeczkę soli. Mieszamy. Podajemy
na gorąco z ryżem lub pieczywem.
ZENON ABRACHAMOWICZ
przepisy kulinarne
– ucztavege.most.org.pl
Masłoklarowane
Dzięki poprzednim artykułom o ajurwedyjskim
oczyszczaniu organizmu dowiedzieliśmy się,
że ważnym składnikiem codziennej
indyjskiej diety jest masło klarowane,
zwane przez hindusów ghee.
Co sprawia, że Kościół katolicki
tak intensywnie zawłaszcza ideę
tolerancji, a szczególnie krzewie-
nie tej idei w systemie szkolnic-
twa publicznego?
Niby sprawa jest jasna. Wszak
niezliczone wypowiedzi hierarchów,
zwykłych księży oraz katolickich pu-
blicystów powtarzają te same zarzu-
ty: pod płaszczykiem nauki toleran-
cji wpaja się dzieciom ideologię li-
beralną, pobudza przedwczesne za-
interesowanie seksualnością, a na-
wet propaguje homoseksualizm. No
ale oni chyba wiedzą, że to są ja-
kieś bzdury i pomówienia. A może
nie wiedzą? Spróbujmy jakoś to upo-
rządkować.
Otóż prawdą jest, że w społe-
czeństwach liberalnych, czyli chro-
niących równość praw osobistych
i politycznych obywateli oraz chro-
niących mniejszości przed dyskry-
minacją, państwo angażuje się ak-
tywnie w budowanie społeczeństwa
otwartego i tolerancyjnego, gdyż tyl-
ko w ten sposób wartości konstytu-
cyjne, zwane liberalnymi, a więc wol-
ność, równość i niedyskryminowanie
nikogo z powodu wyznania (albo
jego braku), płci, koloru skóry, po-
chodzenia czy orientacji seksualnej,
mogą być faktycznie realizowane,
a nie pozostawać wyłącznie martwym
zapisem. Owszem, można to nazwać
„krzewieniem ideologii liberalnej”,
ale tylko w bardzo szczególnym zna-
czeniu słowa „ideologia”. Zazwyczaj
bowiem ideologią nazywamy jakiś
zwarty światopogląd, zawierający
pewne zalecenia dotyczące tego, ja-
ki styl życia, jakie obyczaje są do-
bre, a jakie złe. Ustrój wolności i je-
go intelektualne podłoże – a więc to,
co Kościół nazywa ideologią libe-
ralną – również zawiera elementy
wartościujące, zachęcając ludzi do te-
go, by powstrzymywali się od prze-
śladowania inaczej żyjących i myślą-
cych. Nie zawiera jednak wskazań
odnośnie do tego, jaki styl życia jest
najlepszy, czym ustrój ten zasadni-
czo różni się od wszystkiego, co nor-
malnie zwie się ideologią.
W wolnym kraju wolnych ludzi
każdy bowiem ma prawo żyć po swo-
jemu, a rzeczą państwa jest chro-
nić to fundamentalne prawo swych
obywateli. Niestety, częścią tej
ochronnej działalności jest wywie-
ranie wpływu na tych, którzy chcie-
liby, aby inni podporządkowali się
ich przekonaniom o tym, na czym
polega dobre życie.
Rzeczą liberalnego państwa sta-
je się upominanie środowisk wywie-
rających taką presję, by robiły to (bo
mają do tego prawo!) jedynie po-
przez perswazję, a nie poprzez prze-
moc i przymus jakiegokolwiek ro-
dzaju. Owszem, niektórym się to nie
podoba. A nie podoba się to wła-
śnie tym, których nie zadowala, że
mogą w wolnym kraju swobodnie
żyć jako katolicy albo muzułmanie,
lecz w dodatku chcieliby, aby prawo
i stosunki panujące w ich kraju od-
zwierciedlały ich religijne przeko-
nania. Powstaje tu więc zasadnicza
asymetria. Ludzie o liberalnych po-
glądach pragną, by nawet funda-
mentaliści religijni mieli zagwaran-
towaną możliwość życia według dro-
gich im zasad, podczas gdy an-
tyliberalnie nastawieni funda-
mentaliści żądają, aby rozma-
ici inni, w tym na przykład
obrońcy swobód obyczajo-
wych, liberalnej konstytu-
cji, homoseksualiści,
nie tylko nie mogli
w pełni korzystać ze
swej wolności,
lecz w dodatku
podporządko-
wali się pra-
wom odzwier-
ciedlającym
ich – to zna-
czy wyznaw-
ców danej re-
ligii – przekona-
nia, co jest dobre,
a co złe; co jest obyczajne,
a co nieobyczajne; co jest „zgod-
ne z prawem naturalnym”, a co nie.
Niestety, w wolnym kraju trud-
no jest komukolwiek przyznać się
otwarcie do tego, że chciałby, aby
jakaś grupa obywateli miała mniej
praw niż inni albo żeby to prawa
religii stanowiły źródła praw pań-
stwowych. Kościół katolicki formal-
nie akceptuje (bo musi) rozdział
Kościoła od państwa i świecki cha-
rakter państwa. Od czasu soboru wa-
tykańskiego II akceptuje nawet rów-
ność praw wszystkich wyznań. Ak-
ceptacja ta jednak jest nieszczera i wy-
muszona. Po prostu Kościół musiał
pogodzić się z faktami dokonanymi.
Jego wola jest jednak całkiem inna.
Chciałby, aby dogmaty katolickie
w jak największym stopniu znajdo-
wały odbicie w prawach państwo-
wych. Dlatego udaje, że pewne jego
doktryny są „neutralne” wyznanio-
wo, gdyż opierają się na „prawie
naturalnym”, które znają i uznają
wszyscy, także niewierzący. Niestety,
nie są neutralne, a sama doktry-
na prawa naturalnego jest na wskroś
wyznaniowa.
Deprecjonowanie ustroju wolno-
ści i oprotestowywanie krzewienia
przez władze publiczne postaw to-
lerancji to – obok chwytu z „prawa-
mi naturalnymi” – druga stosowa-
na przez Kościół metoda wprowa-
dzania tylnymi drzwiami po-
rządków wyznaniowych.
Trzecią jest wmawianie
niekatolikom czegoś, co
biskupi nazywają „re-
latywizmem moral-
nym”, a czego defi-
nicji nigdy jeszcze
nie podali. My jed-
nak nie damy się
zniesławić ani oszu-
kać. Niestraszne nam
inwektywy ani insynu-
acje. Nie oczekujemy
też wzajemności. Na-
dal będziemy dążyć
do tego, by żarliwi ka-
tolicy mogli prywatnie
i publicznie praktykować
swoją wiarę, a ateiści i przeciwnicy
katolicyzmu otwarcie, jawnie mani-
festować swoje poglądy. A wszyst-
ko to pod osłoną równych praw, gwa-
rantowanych przez państwo, które
nie jest ani ateistyczne, ani katolic-
kie. A może się coś komuś nie po-
doba? Przecież podobno jesteście
za wolnością i równością? Hę?
JAN HARTMAN
TToolleerraannccjjaa bbeezz wwzzaajjeemmnnoośśccii
FILOZOFIA STOSOWANA
Nr 43 (712) 25–30 X 2013 r. 2255TRZECIA STRONA MEDALU
D
omagamy się pięcioletniego mora-
torium na wykonywanie eksmisji
na bruk! Jest kryzys. Ludzie zale-
gają z czynszem, bo są bezrobotni, bo cho-
rują, bo mają nędzne zarobki, a koszty
utrzymania mieszkań rosną!
Ceny już drugi rok z rzędu rosną szybciej
niż osławione średnie wynagrodzenie, którego
i tak 70 proc. zatrudnionych nie widzi na oczy.
Bieda większości społeczeństwa nie jest zawi-
niona, a jeżeli już ktoś za to zjawisko odpo-
wiada, to rząd Donalda Tuska. Ale to nie je-
go za to karzą, tylko samotne matki z dzieć-
mi, ubogich, schorowanych starszych ludzi, bez-
robotnych, którzy każdego dnia lądują na uli-
cy, powiększając rzesze bezdomnych. Z pozy-
cji „ulica” bardzo trudno utrzymać pracę. Wy-
starczy, że się dobrodziej pracodawca o tym
dowie, a natychmiast zwolni. Wyrzuceni z miesz-
kań stają się więc całkowicie niewypłacalni i
przestają spłacać swoje długi. Stają się zależni
od dobroczynności. Wypadają ze społeczeństwa
i stają się jego kulą u nogi, obciążeniem. A wca-
le tak być nie musi. Moratorium ogłosiła już
Hiszpania, bo wiele było wypadków samobójstw
związanych z eksmisjami. U nas też ludzie za-
grożeni eksmisją odbierają sobie życie. Ale rząd
i parlament mają to w nosie. Nic z tym nie pró-
bują zrobić. Przeciwnie – rząd przygotował
nowelizację prawa, która ma do końca pozba-
wić lokatorów ochrony. Proponuje wykreślić
z ustawy o ochronie praw lokatorów art. 14,
który nakazywał sądowi przyznawanie prawa
do lokalu socjalnego dzieciom, kobietom w cią-
ży, niepełnosprawnym, ubogim emerytom i bez-
robotnym.
„Konieczność” eksmitowania na bruk rzą-
dzący liberałowie uzasadniają potrzebą za-
straszania lokatorów. Twierdzą, że bez obawy
eksmisji większość ludzi w ogóle przestałaby
płacić czynsz. Oczywiście obawa ta wynika
z tego, że koszty utrzymania mieszkania sta-
nowią bardzo poważną pozycję w wydatkach
gospodarstw domowych. Często ponad poło-
wę. Ludzie płacą dziś czynsze i płaczą, bo
po to, żeby z opłatą za lokal nie zalegać, mu-
szą sobie odmawiać podstawowych dóbr, ta-
kich jak żywność, leki, buty na zimę itp. Prze-
stają się myć, bo woda jest za droga. Siedzą
po ciemku, żeby im… nie wyłączyli prądu.
Za decyzją o moratorium muszą pójść dzia-
łania osłonowe w postaci większego wspar-
cia socjalnego dla rodzin, które ledwo radzą
sobie z opłatami za mieszkanie.
Na dłuższą metę koszty operacji „mora-
torium” nie są wcale tak wysokie. Rocznie
orzeka się u nas kilka tysięcy eksmisji bez pra-
wa do lokalu socjalnego. Nasze państwo stać
na wstrzymanie tego barbarzyńskiego procede-
ru, bo to nie jest duży wydatek dla budżetu.
Ale przecież władzy nie chodzi o oszczędno-
ści, tylko o efekt zastraszenia, który ma być rze-
komo decydujący dlatego, że ludzie odejmują
sobie od ust, by płacić czynsz w terminie. To
nieprawda. Ludzie są w swojej masie uczci-
wi oraz solidni i gdy tylko mogą i mają z cze-
go, płacą i będą płacić nadal, nawet gdy nie-
płacenie przestanie grozić bezdomnością.
Komornik Mirosław Dziedzic z Mińska
Mazowieckiego dokonał eksmisji człowieka ko-
nającego na raka. Nazajutrz po eksmisji cho-
ry człowiek zmarł. Ten sam komornik napisał
do kobiety, którą miał eksmitować, że znajdzie
się na bruku. To było kłamstwo, bo kobiecie
sąd przyznał lokal socjalny. Jednak ona nie
zdawała sobie z tego sprawy. Po liście od ko-
mornika nieszczęsna adresatka powiesiła się.
Na szczęście niewiele dni pozostało do 1 li-
stopada, kiedy to zaczyna się okres ochronny,
podczas którego nie wolno eksmitować na bruk,
bo na razie setki rodzin w Polsce z przera-
żeniem czekają na komornika. Zawsze o tej
porze roku pojawiają się pierwsze przygrun-
towe przymrozki i komornicy z nakazami eks-
misji. Czas uwolnić tych ludzi od strachu i dać
im nadzieję na wyjście z kłopotów, na god-
ne życie.
Kiedy piszę te słowa jest sobota, 19 paź-
dziernika. Od czterech dni powinienem sie-
dzieć w areszcie na Grochowie i odbywać za-
stępczą karę 90 dni więzienia za rzekome po-
bicie właściciela kamienicy podczas blokady
eksmisji pary starszych schorowanych ludzi.
W poniedziałek wyjdziemy na ulicę i zażąda-
my moratorium na eksmisje na bruk. Będzie-
my pod taką petycją zbierać podpisy. Wtedy
też zapewne policja mnie zgarnie i zawiezie
do aresztu. Jeżeli jednak nasza akcja będzie
odpowiednio nagłośniona przez media, to war-
to posiedzieć. Bo może to doprowadzić
do przerwania tego pasma okrucieństw, znę-
cania się nad rodzinami, których jedyną winą
jest ubóstwo. A „karą” za nie – bezdomność.
PIOTR IKONOWICZ
PPrrzzeerrwwaaćć eekkssmmiissjjee nnaa bbrruukk!!
GŁOS OBURZONYCH
Przez wieki wartość kobiety okre-
ślały jej zdolności rozrodcze. Uwa-
żano, że kobieta, która nie może
mieć potomstwa, jest jak wy-
schnięte źródło. Nic niewarta. To-
też żadna nie śmiała powiedzieć,
że nie chce czy nie lubi dzieci.
Miliony powielały, choć oczywi-
ście w nieporównanie gorszych wa-
runkach, schemat Marii Leszczyń-
skiej, żony Ludwika XV, która
swoje królewskie życie podsumowa-
ła jednym zdaniem: ciągle z nim
spać, ciągle rodzić. Dla większości
oznaczało to zaledwie kilka lat ży-
cia, gdyż jeszcze w XIX w. kobiety
umierały statystycznie przy trze-
cim porodzie.
Do niedawna miłość do dzieci
była wręcz obowiązkowa. Jej brak
traktowano niczym ułomność, by
nie powiedzieć kalectwo. Obowią-
zywał wzorzec matki Polki, czyli za-
tyranej, zaniedbanej męczennicy,
która nie chce niczego dla siebie,
bo za cel życia obrała poświęcenie
dla rodziny i domu. Rzekomo do-
browolnie. Macierzyństwo jest po-
wszechnie uznawane za formę al-
truizmu. Wszak matki wychowują
dzieci nie dla siebie, a pro publico
bono. Deklaracje niechętnej macie-
rzyństwu Niny Andrycz uznawa-
no za kaprys gwiazdy, ale też czy-
sty, bezwzględny egoizm, choć
w rzeczywistości posiadanie dzieci
jest właśnie aktem egoistycznym,
gdyż wynika z chęci zaspokojenia
pierwotnego, zwierzęcego instynk-
tu rodzicielstwa, który u większo-
ści ludzi jest bardzo silny. Dopiero
ostatnio Maria Czubaszek i Kry-
styna Mazurówna zrobiły wyłom
w pedofilnej (nie mylić z pedofil-
ską) mentalności polskiego społe-
czeństwa. Jednak i one nie oswoiły
filozofii gender.
Pod wpływem kleru i katopra-
wicy niemała część Polaków uwa-
ża, że role kobiet i ich miejsce w spo-
łeczeństwie wynikają jedynie z bio-
logii. Kobieta ma służyć mężczyź-
nie, rodzić i wychowywać dzieci, bo
do tego została stworzona przez
Boga. Jako istota domowa o ogra-
niczonych zdolnościach poznawczych
nie ma predyspozycji do życia in-
nego niż rodzinne. Pod żadnym po-
zorem nie powinna robić zawodo-
wej kariery. Według Hanny Wuj-
kowskiej u kobiety „tuż przed mie-
siączką dochodzi do swoistego
obrzęku mózgu. Kobiety są tak prze-
pełnione płynami fizjologicznymi,
że ciężko im zachować zdrowy roz-
sądek”. Jak Wujkowska leczy swo-
je pacjentki, skoro sama ma obrzęk
mózgu, przezornie nie ujawnia.
Przeciwnikom gender nie mie-
ści się w głowie, że społeczne role
ludzi wynikają nie tyle z biologii, co
z wychowania. Dawanie dziewczyn-
kom do zabawy lalek i garnków sy-
tuuje je mentalnie przy kołysce
i w kuchni. Od pewnego czasu tak-
że w łóżku, gdyż rynek czyni z ko-
biety głównie obiekt seksualny, któ-
rego wartość z upływem lat dra-
stycznie spada. W tej sytuacji odej-
ście z domu dzieci wywołuje syn-
drom pustego gniazda i bardzo czę-
sto czyni z kobiet dewotki, rekom-
pensujące miłością do Boga utratę
własnej atrakcyjności i celu życia.
Dopóki posiadanie dzieci sta-
nowiło nieuniknione następstwo
seksu, był co rok prorok. Nikt nie
zastanawiał się, po co mieć dzieci.
A skoro już były, były bezlitośnie
wykorzystywane. Jako opiekunowie
młodszego rodzeństwa, darmowi
pracownicy w gospodarstwie domo-
wym i rolnym, a także obiekt
do bezkarnego wyładowywania agre-
sji i frustracji rodziców. Przez wie-
ki dzieci stanowiły ich własność i nie
miały żadnych praw. W Stanach
Zjednoczonych zwierzęta docze-
kały się zakazu bestialskiego trak-
towania historycznie wcześniej niż
dzieci. Po osiągnięciu dorosłości
dzieci stawały się automatycznie na-
jemną siłą roboczą i mięsem armat-
nim. Państwo, niczym właściciel nie-
wolników, nagradzało wielodziet-
ność, bo im więcej miało obywate-
li, tym było potężniejsze i więcej
znaczyło.
W czasach gierkowskich ten typ
myślenia przybrał postać promowa-
nia zanikającego już wówczas mo-
delu rodziny 2+3. Dzisiaj wraca
na prawicy jako żądanie polityki pro-
rodzinnej i szczególnych uprawnień
dla dużych rodzin. Ma to zahamo-
wać coraz wyraźniejszy trend de-
populacyjny.
Prawica nie rozumie, że społe-
czeństwo konsumpcyjne, czyli tak-
że polskie, bardziej niż dzieci jest
spragnione dóbr materialnych
i usług, przy czym w miarę wzrostu
zamożności tendencja ta się nasila.
Edukacja seksualna i antykoncep-
cja, a przede wszystkim wykształ-
cenie i niezależność materialna wy-
zwoliły kobietę z konieczności jedy-
nie rozpłodowego funkcjonowania.
Możliwość wyboru sprawia, że
wskaźnik dzietności gwałtownie spa-
da. Tej tendencji nie zmieni żadna
polityka prorodzinna.
Trzeba na nowo postawić pyta-
nie, do czego służą dzieci. Francuz-
ki zaczęły chętniej rodzić, kiedy uzna-
ły, że dzieci to radość i spełnienie
kobiecości. W Polsce to ciągle obo-
wiązek, a więc nie zachęca do zacho-
dzenia w ciążę. W PRL dość po-
wszechnie żartowano, że dzieci są
potrzebne do zmiany kanałów w te-
lewizorze. Wynalezienie pilota uczy-
niło je bezużytecznymi. Przynajmniej
w tym aspekcie. W III RP prawica
wymyśla dla dzieci nowe zastosowa-
nia. Najpopularniejsze jest twierdze-
nie, że stanowią one naszą przyszłość.
To oczywiste kłamstwo. W wymia-
rze indywidualnym przyszłością jest
starość, choć oczywiście nie każdy jej
dożyje. Niedawno wszystkich przebił
premier Waldemar Pawlak, zapew-
niając Polaków, że dziecko, kiedy do-
rośnie, stanie się połączeniem ZUS,
OFE i opieki społecznej. Ponieważ
współczesne badania naukowe nie
potwierdzają takiej metamorfozy, ma-
ło kto uwierzył. Polacy czekają
na atrakcyjniejsze uzasadnienia.
JOANNA SENYSZYN
senyszyn.blog.onet.pl
senyszyn.eu
KATEDRA PROFESOR JOANNY S.
2266 RACJONALIŚCI Nr 43 (712) 25–30 X 2013 r.
DDoo cczzeeggoo ssłłuużżąą ddzziieeccii??Wybaczcie, że dziś zamiast zwyczajowego felietonu
zamieszczę w tym miejscu wiersz, który dedykuję mojej zmarłej Mamie
i wszystkim Mamom, które od nas odeszły. Podziękujmy im raz jeszcze.
Cześć ich pamięci. JANUSZ PALIKOT
„Matka odchodzi”
krzyknąłem na Nią przed dziesięciu laty
odeszła
w pantoflach z czarnego
błyszczącego papieru
„nie tłumacz się – powiedziała – nie trzeba”
krzyknąłem na Nią w pustym szpitalnym korytarzu
był lipiec upał
łuszczyła się farba olejna
na ścianach
pachniały lipy
w miejskim pokrytym kopciem
parku
ja bezbożny
chciałem dla niej wypłakać łąkę
kiedy konając
odpychała zdyszana
puste i straszne zaświaty
(Tadeusz Różewicz)
Składamy wyrazy głębokiego współczucia Przewodniczącemu
TR i Felietoniście „FiM” z powodu śmierci Jego Mamy.
Redakcja „FiM”
MMaattkkaa
Kontakty wojewódzkie RACJI Polskiej Lewicy
Dolnośląskie Henryk MICHAŁOWSKI 601536962 Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Kujawsko-pomorskie Marek MOSZYŃSKI 512388911 Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Lubelskie Tomasz ZIELONKA 515629043 Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Lubuskie Marcin TARGOWICKI 667485016 Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Łódzkie Teresa JAKUBOWSKA 606374747 Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Małopolskie Zbigniew SKARŻYŃSKI 604422070 Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Mazowieckie Teresa JAKUBOWSKA 606374747 Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Opolskie Dariusz LEKKI 784448671 Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Podkarpackie Andrzej WALAS 606870540 Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Podlaskie Krzysztof STAWICKI 512312606 Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Pomorskie Leszek RADOCHOŃSKI 889182997 Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Śląskie Dariusz LEKKI 784448671 Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Świętokrzyskie Leszek SIKORA 533651868 Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Warmińsko-mazurskie Krzysztof STAWICKI 512312606 Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Wielkopolskie Wiesław SZYMCZAK 605094491 Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Zachodniopomorskie Marcin TARGOWICKI 667485016 Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
„Sensacyjna
monografia
Marka Szenborna
»Czarownice i heretycy.
Tortury, procesy, stosy« burzy
miłe, ułatwiające życie przekonanie
o dobroci i szlachetności ludzkiej
natury.
To literatura faktu,
a raczej faktów
niewygodnych
dla Kościoła”
– prof. Joanna Senyszyn
NOWOŚĆ!
NOWOŚĆ!
Zamówienia:
Telefonicznie
i przez internet
REKLAMA
Fundacja „FiM”!
Fundacja „W człowieku widzieć brata” ma za zadanie nieść wszelką pomoc ludziom znajdującym się
w trudnej sytuacji życiowej. Ponieważ ma ona status organizacji pożytku publicznego,
podlega pełnej kontroli organów państwa. Nie ma też kosztów własnych,
gdyż pracują w niej społecznie dziennikarze i pracownicy „Faktów i Mitów”.
W ten sposób wszystkie wpływy pieniężne
i dary rzeczowe trafiają do potrzebujących.
Zachęcamy przedsiębiorców, osoby prowadzące działalność gospodarczą, które mają możliwość odliczenia darowizny, oraz
wszystkich ludzi dobrej woli do wsparcia szczytnego celu, jakim jest bezinteresowna pomoc podopiecznym naszej fundacji.
Tych, którzy zechcą wesprzeć naprawdę potrzebujących naszej pomocy, prosimy o wpłaty na poniżej wskazane dane:
Misja Charytatywno-Opiekuńcza „W człowieku widzieć brata”; ul. Zielona 15, 90-601 Łódź
ING Bank Śląski, nr konta: 87 1050 1461 1000 0090 7581 5291; KRS 0000274691
www.bratbratu.pl, e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Nr 43 (712) 25–30 X 2013 r. 2277ŚWIAT SIĘ ŚMIEJE
KKRRZZYYŻŻÓÓWWKKAA
OOddggaaddnniięęttee ssłłoowwaa wwppiissuujjeemmyy WWĘĘŻŻOOWWOO,, ttzznn.. ddwwiiee oossttaattnniiee
lliitteerryy ooddggaaddnniięętteeggoo wwyyrraazzuu ssąą rróówwnnoocczzeeśśnniiee ppiieerrwwsszzyymmii ddwwiiee-
mmaa lliitteerraammii nnaassttęęppnneeggoo
1) z dużej chmury mały deszcz, 2) kiełbaska jak laska, 3) to
nie jest słodka ochrona, 4) w takim trunku pływa Ewka,
5) wydał Wyrok przed Procesem, 6) trzyma na ramionach świe-
ce, 7) zakodował Leonarda, 8) do wyciągania podczas zebra-
nia, 9) dobrze leży, gdy nie wisi, 10) szatan go zbawi,
11) spuszczana ze statku w razie wypadku, 12) na jedną ka-
napkę tyle właśnie chleba trzeba, 13) król od gwiazdy, 14) uko-
chana postać fana, 15) prawdziwe imię Aleksandry F., 16) to
nie tycie nadużycie, 17) blisko Gorców uzdrowisko, 18) jaki
pocisk z farszem bywa?, 19) podobna do pucharka, 20) auto-
maty do gier wojennych, 21) zwierzę przy komputerze,
22) powstają w wyniku pożaru lub wysokiej wody, 23) była
wnuczką Pawlaka, 24) grał bluesa – w Polsce, nie w USA,
25) chili z niej zrobili, 26) w razie przegranej, liczy na szczę-
ście w miłości, 27) zieloniutka żabka z kotką, 28) mała czar-
na na dachu, 29) donosiciele pod napięciem, 30) bije czołem
przed seniorem, 31) gdy niewola mu zbrzydła, przypiął sobie
skrzydła, 32) przetrwała potop w marynarce, 33) razem z ka-
tarem mąci wzrok, 34) z marynarzami, rumem i szantami,
35) zapięcie z kliknięciem, 36) o broni w policyjnej dłoni,
37) panienka z bankowego okienka, 38) rękoma i nogami wal-
czy na tatami, 39) zostanie po smreku w Karpatach, 40) czas,
gdy zające parzą się na łące, 41) metal jak przodownik pra-
cy, 42) koszykarze z Włocławka, ale także z Wilna, 43) gdy
widzisz oczyma to, czego nie ma, 44) baba z bajki, 45) co jest
po becie, wiecie?, 46) grany dla marszałka, 47) wbijana przez
złośliwca, 48) starszym pomagają, młodszych podniecają,
49) ptak, co nie lata, na końcu świata, 50) oznacza wyjście
kartą przez gracza, 51) wiekowa liczba, 52) czeka na sędziego
w szatni, 53) za nią boksera głowa się chowa, 54) konkretny
termin, 55) waluta tam, gdzie stolicą jest Dhaka, 56) koledzy
podobni do braci, 57) pani w niej chodzi, aż urodzi.
Rozwiązanie krzyżówki z numeru 41/2013: „Parkowałam”. Nagrody otrzymują: Wojciech Kulig z Kóz, Stanisława Rucka z Opola, Jerzy Kukulski ze Szczecinka.
Aby wziąć udział w losowaniu nagród, wystarczy w terminie 7 dni od ukazania się aktualnego numeru „FiM” przesłać hasło krzyżówki e-mailem na:
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. lub pocztą na adres redakcji podany w stopce.
51
52
53
23,54
50
9
57
21
56
1
11
20
2
47
46
48
24
8
43
44
42
19
12,40
39
3
7
25
38
37
13
34
18
4,35
14,31
32
26,33
30
17
6,28
15
27
49 36
41 29
22
10
55
45
5
16
1
2
34
56
7
8
9
10
11
12
13
141516
17
18
19 20
21
22
23
24
25
26
- ,1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24 25 26
TYGODNIK FAKTY i MITY (ISSN 356441); Prezes zarządu i redaktor naczelny: Roman Kotliński (Jonasz); Zastępcy red. naczelnego: Marek Szenborn , Adam Cioch; Sekretarz redakcji: Paulina Arciszewska-Siek;
Dział reportażu: Wiktoria Zimińska, Ariel Kowalczyk – tel. (42) 639 85 41; Dział historyczno-religijny: Bolesław Parma, e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. ; Redaktor graficzny: Tomasz Kapuściński; Dział promocji i reklamy:
tel. (42) 630 73 27; Dział łączności z czytelnikami: (42) 630 72 33; Adres redakcji: 90-601 Łódź, ul. Zielona 15; e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. , tel./faks (42) 630 70 65; Wydawca: „BŁAJA News” Sp. z o.o.;
Sekretariat: tel./faks (42) 630 70 65; Druk: POLSKAPRESSE Sp. z o.o., Oddział Poligrafia, Drukarnia w Łodzi. Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo do adiustacji i skracania tekstów.
WARUNKI PRENUMERATY: 1. Prenumerata redakcyjna – 52 zł za I kwartał 2014 r., 104 za I połowę 2014 r., 204 za cały 2014 r. Wpłaty (przekaz pocztowy) dokonywać na adres: BŁAJA NEWS Sp. z o.o., 90-601 Łódź, ul. Zielona 15 lub przelewem na rachunek
bankowy ING Bank Śląski: 76 1050 1461 1000 0023 0596 2777. 2. W Polsce przedpłaty przyjmują: a) Urzędy pocztowe i listonosze. Cena prenumeraty – 52 zł za I kwartał 2014 r., 104 za I połowę 2014 r., 204 za cały 2014 r.; b) RUCH S.A.: Zamówienia na prenumeratę w wersji
papierowej i na e-wydania można składać bezpośrednio na stronie www.prenumerata.ruch.com.pl. Ewentualne pytania prosimy kierować na adres e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. lub kontaktując się z Telefonicznym Biurem Obsługi Klienta pod numerem: 801 800 803 lub 22 717 59 59
– czynne w godzinach 7.00–18.00. Koszt połączenia wg taryfy operatora. 3. Prenumerata elektroniczna: a) informacje na stronie internetowej http://www.faktyimity.pl/presssubscription/. Prenumerator upoważnia firmę BŁAJA News Sp. z o.o. ul. Zielona 15, 90-601 Łódź,
NIP: 725-00-20-898 do wystawienia faktury VAT na prenumeratę tygodnika „Fakty i Mity” bez podpisu. b) www.egazety.pl 4. Prenumerata w Niemczech: Verlag Hübsch & CO., Dortmund, tel. 0 231 101948, fax 0 231 7213326, http://www.prenumerata.de. 5. Dystrybutorzy w USA: New York
– European Distribution Inc., tel. (718) 782 3712; Chicago – J&B Distributing c.o., tel. (773) 736 6171; Lowell International c.o., tel. (847) 349 1002. 6. Dystrybutor w Kanadzie: Mississauga – Vartex Distributing Inc., tel. (905) 624 4726. Księgarnia „Pegaz” – Polska Plaza Wisła, tel. (905) 238 9994.
LLiitteerryy zz ppóóll ppoonnuummeerroowwaannyycchh ww pprraawwyymm ddoollnnyymm rroogguu uuttwwoorrzząą rroozzwwiiąązzaanniiee –– ddookkoońńcczzeenniiee rroozz-
mmoowwyy lleekkaarrzzaa zz ppaaccjjeenntteemm..
– Nie rozumiem, dlaczego mam panu zapisać środki nasenne, skoro pół nocy przesiaduje pan
w barze.
Przepraszam, kochanie, że wczoraj nie przyszedłem, ale byłem na wieczorze kawalerskim...
– Na wieczorach kawalerskich zawsze są jakieś dziwki!
– Nie, mylisz się, kochanie! Na wieczorach kawalerskich kobietom wstęp wzbroniony...
– Nie kłam! Myślisz, że ja na wieczorach kawalerskich nie bywałam?!
Sędzia na rozprawie rozwodowej:
– Postanowiłem przyznać pańskiej żonie 2 tys. zł miesięcznie.
– Świetnie, wysoki sądzie – odpowiada mąż. – Ja też od czasu do czasu dorzucę jej parę zło-
tych od siebie.
Przychodzi pijany facet do domu. Zamyka drzwi i na całe gardło z progu krzyczy:
– Przyszedłeeemmm!
Ostrym ruchem nogi zrzuca lewy but, ten ulatuje w koniec korytarza, potem zrzuca pra-
wy, który zostawiwszy na suficie ślad podeszwy, pada na podłogę. Silnie klnąc pod nosem
i czepiając się rękoma ścian, przechodzi do kuchni, gdzie wywraca stół, taborety i rozbija
naczynia.
– Kuuurrrwa, przyszedłeeemmm!
Następnie przechodzi do pokoju, zrzuca z półek wszystkie książki, wywraca telewizor, rozbi-
ja kryształową wazę. I znowu wrzeszczy na całe gardło:
– W domuuu jestemmm!
Przechodzi do sypialni, zrywa z łóżka prześcieradło, rzuca je na podłogę i depcze nogami.
– Przyszedłeeemm... W domuuu jestemmm!
Nareszcie, opadłszy z sił, pada plecami na łóżko i wzdycha:
– Zajebiście jest być po rozwodzie...
Facet odkrył nowe prezerwatywy: olimpijskie. Kupił zestaw
i pokazuje go w domu żonie.
– Dlaczego te kondomy nazywają się olimpijskie? – pyta żona.
– Są w trzech kolorach, tak jak medale: złoty, srebrny i brą-
zowy – wyjaśnia mąż.
– A jaki dziś założysz? – zalotnie pyta żona.
– Jasne, że złoty – pręży się facet.
– Założyłbyś srebrny i choć raz doszedłbyś drugi…

Nr 43 (712) 25–30 X 2013 r.2288 JAJA JAK BIRETY
ŚŚWWIIĘĘTTUUSSZZEENNIIEE
W
edług najpopularniej-
szej teorii w Ziemię
uderzyła kometa lub
planetoida i dlatego przeszło 60
mln lat temu dinozaury trafił szlag.
Ale nie brakuje innych pomysłów
w temacie „jak wyginęły”.
Entomolog Stanley Flanders
w latach 60. ubiegłego wieku prze-
konywał, że dinozaury, przynajmniej
te roślinożerne, wymarły przez gą-
sienice ciem i motyli. Po prostu
– owady jadły rośliny, a było ich tak
dużo (tych owadów), że „papu” za-
brakło dla dinozaurów.
Teorię związaną ze swoim za-
wodem wymyślił też okulista L.R.
Croft. On z kolei – jakieś 20 lat
po Flandersie – uznał, że dinozau-
ry wymarły, ponieważ miały pro-
blemy ze wzrokiem. Croft tłumaczył,
że wysokie temperatury powietrza
sprzyjają rozwojowi katarakty. Stąd
u niektórych gatunków dinozaurów
miały wykształcić się różne rogi czy
grzebienie, chroniące oczy przed pro-
mieniami. To wszystko i tak nie po-
mogło i dinozaury masowo ślepły
jeszcze przed osiągnięciem dojrza-
łości. Nie wiadomo tylko, dlaczego
innym gatunkom – nawet takim bez
grzebieni i rogów – słońce w prze-
trwaniu nie przeszkodziło.
Z kolei paleontolog George
Wieland (żył na początku XX w.)
ustalił, że wielkie gady wyginęły, bo
zabrakło im jaj do jedzenia. Własnych!
Zdaniem Wielanda jaja i malutkie
dinozaurzątka były podstawą diety
dorosłych osobników. Cała sztuczka
miała polegać na intensywnym roz-
mnażaniu – tak żeby gatunek prze-
trwał i jeszcze się sobą najadł. No ale
nie wyszło – wywnioskował Wieland.
Pan o nazwisku Ebren w swo-
jej teorii na temat wyginięcia dino-
zaurów też krążył blisko jaj. Proces
zagłady wielkich gadów zaczął się – je-
go zdaniem – od zmian klimatycznych.
Te spowodowały nieporządek hormo-
nalny w ciałach samic, które zaczęły
znosić „nienormalne” jaja – ze
skorupką albo za cienką, al-
bo za grubą.
Inna teoria głosi, że
ssaki, które też już miesz-
kały na ziemi, nocami zże-
rały dinozaurze jaja. Na ty-
le masowo, że doszło
do wymarcia gatunku. Ma-
ło prawdopodobne, bo dzi-
siejsze gady nie mają ta-
kich problemów.
Węgierski arysto-
krata Franz Nopcsa
von Felsõ-Szilvás
(ufff!) wywnioskował,
że dinozaury – być może znudzone
panowaniem nad światem – stały się
nieruchawe. Nic im się nie chciało,
kopulować też nie, i w końcu wy-
marły.
Zespół naukowców z Uniwer-
sytetu Stanowego Utah ogłosił, że
„wśród wszystkich odnalezionych ska-
mielin nie wykryto obecności kosmi-
tów”. To była informacja dla tych,
którzy w początkach świata widzą in-
gerencję przybyszów z innych planet.
Ci przybysze mieliby „zrobić” dino-
zaury, a później wybić je co
do jednego. Może szyko-
wali miejsce dla homo sa-
piens?
Według kolejnej
teorii w tym samym czasie
co nasze dinozaury pojawi-
ły się rośliny wytwarzające
trujące alkaloidy. Roślino-
żerne dinozaury żarły je
bezmyślnie i padały. A di-
nozaury mięsożerne nie
miały co żreć, bo innych
zwierząt – przez te ro-
śliny właśnie – by-
ło coraz mniej.
JC
DDllaacczzeeggoo wwyyggiinnęęłłyy??
CUDA-WIANKI
Znalezione na www.mistrzowie.org
Rys.TomaszKapuściński

Aby otrzymać 7 dniowy dostęp do przeglądania artykułów zamieszczonych na stronie faktyimity.pl, wyślij SMS'a na numer 73068 o treści: AP.MLR0 lub AP.IBS4 lub AP IBS4. W SMS'ie zwrotnym otrzymasz hasło, dzięki któremu będziesz mógł się zalogować
i już bez przeszkód korzystać z całego serwisu. Twój kod będzie aktywny przez 7 dni.

Koszt SMS'a wynosi 3 zł (netto).

Usługa dostępna w sieciach komórkowych na terenie kraju. Serwis SMS obsługuje dotPay.pl.

Aby skorzystać z tej usługi na terenie Niemiec prosimy wysłać SMS o treści:
MOAP KUU9 na numer: 46645, w tym wypadku, dostęp kosztuje 1.99 euro, a kod dostępujest aktywny przez 7 dni.


<




Proszę wpisać kod!

Skomentuj

Komentuj jako gość

0 / 1000 Ograniczenie ilości znaków
Twoja wiadomość powinna zawierać mniej niż 1000 znaków
warunki użytkowania.
  • Brak komentarzy

Antyklerykalny Twitter









@Designed by Tomkapa

All Rights Reserved

Kopiowanie i powielanie treści bez zgody zabronione

Błaja News Sp. z o. o. ul. Zielona 15, 90-601, Łódź

wpisana do KRS w Łodzi pos numerem 0000152053

kapitał zakładowy 300 000,00 wniesiony w całości

NIP: 725-00-20-898


SaNdCo@2013